Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

ZENITH - Prisoner [1986]
Wydawca: Steamhammer

  1. She's A Lady
  2. Nightmare
  3. Sunrise
  4. Prisoner
  5. Turn Around
  6. And I Feel
  7. Alone In The City
  8. Lovesong
  9. Black Out New York
  10. Waiting For Her
Prisoner

Skład: Tom Jackson - śpiew; Thomas Wenkel - gitara; Dirk Rogon - gitara; Bauke De Groot - gitara basowa; Burkhard Zweifler - perkusja

Produkcja: Zenith

Skłamałbym pisząc, że do tej płyty przyciągnęły mnie polecenia znajomych, czy też zasłyszana gdzieś wieść, że jest to dzieło znakomite. Zainteresowanie, tą jak się okazuje, jedyną płytą niemieckiego zespołu Zenith, wyniknęło z okładki, jaka zdobi album Prisoner. Okładeczka prosta i skromna. Tak jak cały album.

Tak, jak już wspomniałem, niemiecka grupa powstała w roku 1984 w Hannowerze. Po dwóch latach prac, światło dzienne ujrzało ich jedyne dziecko, recenzowany dziś przeze mnie longplay Prisoner. Wspomniałem także, że jest to albumik prosty i skromny. Bo i tak w istocie jest. Jedyne co może zaskakiwać to fakt, że nie zawiera on typowej, niemieckiej heavy metalowej łupaniny z kwadratowymi riffami na czele. Panowie raczej zerkali bardziej na zachód, w stronę brytyjskiej i amerykańskiej sceny heavy metalowej lat '80. Wyszło im to raczej średnio. Dlaczego zatem zabrałem się za ten krążek? Ano, może dlatego, że nie ma o nim najmniejszej wzmianki. Jest tylko info, że był taki zespół i nagrał płytę. Trochę to mało, biorąc pod uwagę to, że po wysłuchaniu płyty stwierdziłem, że ci panowie pewien potencjał mieli, choć jak to często na debiutach bywa - nie zdecydowali się jeszcze, co tak naprawdę chcieli grać. Dlatego wybaczcie mi, ale ten zbiór utworów opatrzyłem łatką Traditional Heavy Metal. Może jednak wszystko po kolei. Otwierający album She's A Lady to typowy, heavy metalowy kawałek, jakich pełno było na przeróżnych płytach. Naśladownictwo wyszło mocno średnio, choć ten utwór może sie podobać. Bo w zasadzie - czemu nie? Wszystko jest na miejscu. Następujący po nim Nightmare już jest nieco lepszy i to właśnie to nagranie wybrano na singla pilotującego debiutancki album. Te dwa pierwsze numery bardzo mocno oglądają się na scenę za Wielką Wodą. Dalej jest już zdecydowanie lepiej. Sunrise to zwrot w stronę zespołów z UK. Bardzo ładnie, ale tylko poprawnie skomponowany utwór, który, gdyby w nim poprawić to i owo, to miałby szansę stać się sporym hitem. Zajebista praca sekcji, pulsowanie basu takie jakie lubię, perkusja jak w nie przymierzając, Dire Straits, lekkie gitarki i dobrze śpiewający wokalista. I jeszcze jedno - dość mocne skojarzenie z wielkim przebojem Steviego Winwooda Valerie z jednej i Invisible Touch Genesis z drugiej. Te inspiracje stanowią dla mnie o sporym uroku tego kawałka. Gdyby tylko poprawić ten refren, który zalatuje mi nieco Queen. No ale to tylko moje narzekanie. Napisałem, że ten zespół nagrał zbiór utworów. Bo taki Prisoner to oglądanie się na utytułowanych panów z Iron Maiden. Z kolei Turn Around zalatuje nieco KISS. Tych panów traktuję raczej chłodno i absolutnie nie rozumiem kultu tego zespołu. Do tego wplecione weń echa NWOBHM. Eeeeeeee.... Tu jestem na nie. Pozwólcie, że nie będę się dalej znęcał i zatrzymam się dopiero przy Alone In The City. Tu, gdyby nieco poprawić, to byłaby szansa na coś więcej. Ale to oglądanie się na scenę UK wychodzi zespołowi znacznie lepiej niż zerkanie na scenę USA. Co prawda i w tym przypadku można rzec, że "to wszystko już było", ale ten numer to przyjemna odskocznia po zaprezentowanej łupaninie. Bardzo porządnym kawałkiem jest Black Out New York. Może i zbudowany na oklepanych patentach i sztandarowy do bólu, ale skomponowany dobrze i wszystko trzyma się tu kupy. Ten mocno przeciętny album kończy się "słitaśnym" Waiting For Her. Takich utworów było pełno, ale w przypadku tego LP powiedzieć należy, że ten numer jest jednym z jaśniejszych punktów tego krążka. I nie bijcie, ale pierwsza solówka jakoś tak bardzo kojarzy mi się z zacnymi brodaczami z ZZ Top.

Album Prisoner nie jest tym, który koniecznie należy mieć w swoich zbiorach. Jest to raczej ciekawostka, płyta znacznie odstająca od kanonu niemieckiego metalu. Mówiąc szczerze, to szkoda mi tej grupy. Potencjał był i może na drugiej płycie byłoby już lepiej? Tego się nie dowiemy. Zapamiętam ten zespół jako ten, który miał odwagę przeciwstawić się kwadratowemu, teutońskiemu metalowi i zaproponować coś innego. Warto odnotować, że w swoich szeregach miał wokalistę, który kiedyś śpiewał w Praying Mantis. Album wydała wytwórnia Steamhammer, a oni raczej w byle co nie inwestowali. Polecam jako ciekawostkę, zapewne kolekcjonerzy zechcą mieć ten krążek w swoich zbiorach.

Brak oficjalnej strony zespołu

Vincent
lipiec 2010