|
Skład: Tommy Bloch - śpiew; Bernd Grünen - gitara basowa; Keith Peter Kumpf - perkusja; Tommy Clauss - gitary; Jerry Shäffer - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Tommy Clauss i Jerry Shäffer
Nazwa kapeli sugeruje, że mamy do czynienia albo z niemiecką albo z rosyjską ekipą. Przyznam bez bicia, że miałem nadzieję usłyszeć kapelę pochodzącą zza naszej wschodniej granicy, od pewnego czasu odczuwam bowiem przesyt w przesłuchiwaniu nagrań niemieckich zespołów i taka odmiana byłaby ciekawa.
Pozorne spełnienie moich oczekiwań przyszło wraz z pierwszym znajdującym się na płycie utworem. DNJPR nie jest w żadnym wypadku kompozycją hard rockową, lecz zaaranżowanym przez kapelę kawałkiem bazującym na rosyjskiej melodii, z charakterystycznym wschodnim wokalem. Jak się jednak okazuje, numer ten został nagrany niejako dla zmyłki. Zar to kapela niemiecka, a klimat z otwierającego płytę kawałka pojawia się tylko i wyłącznie w intrze. Sorted Out nie jest typową hard rockową płytą. Uświadczymy na niej zarówno fragmenty inspirowanę twórczością takich wirtuozów jak Malmsteen, ale również będziemy mieli usłyszeć trochę AORowych brzmień, a nawet progresywne aranżacje. Kilka kawałków od razu skojarzyło mi się z twórczością Prophet. I gdybym miał wskazać jeden numer, do którego to porównanie pasuje najlepiej, to wybrałbym I Don't Wanna Wait. Zaczyna się on bardzo ciekawie, jest dość melodyjny i przebojowy. Jego strukturą nie jest jednak typowa i słychać w nim progresywne inspiracje. Słowem, które aż ciśnie się na usta, jest wspomniany już przeze mnie Prophet. Podobnym utworem jest czwórka na płycie, czyli In The Sign Of The Elder. Konstrukcja numeru jest już typowa, zagrywki są jednak podobne do tych z wcześniejszej kompozycji. Oba te kawałki są dobre, lecz niezachwycające i niektórym mogą przypaść do gustu. Lepsze wrażenie zrobiło na mnie utrzymane w trochę szybszym niż średnim tempie Spellbound-Hellbound. Numer brzmi potężnie i został zaopatrzony w powalający refrenowy chórek. Zar zapomnieli o progresywnych wstawkach i grają w sposób bardziej przewidywalny. Kolejnym rewelacyjnym kawałkiem jest Remember. Brzmienie gitary stoi na wysokim poziomie, a kapela gra i przebojowo i melodyjnie zarazem. Refren to miód dla uszu. Może się podobać. Zarówno The Fields jak i Marching With The Black zaczynają się malmsteenowo. Przy czym pierwsza kompozycja to nienajgorsza ballada, podczas której popis daje nam wokalista grupy, a drugi kawałek to ciekawy rocker, który pewnie bardzo by mi się podobał, gdyby nie denerwujące ścieżki wokalne w refrenie. Tak, czy inaczej, numer za każdym razem, gdy słucham jego początku, kojarzy mi się z Malmsteenem. Płytę zamyka rewelacyjna kompozycja. Stranded jest najmocniejszym momentem na jaki można natrafić podczas przesłuchiwania albumu. Jest to melodyjne połączenie hard rocka z AORem i wypadło po prostu genialnie. W numerze tym zachwyca wszystko - wokal, gitary, klawisze, bas, refreny, zwrotki, solówka. Po prostu wszystko. Gdyby Zar nagrali więcej takich kawałków... przyjemnie jest się tak rozmarzyć. Niestety płyta ma również słabsze momenty. Najgorszą kompozycją jest zdecydowanie Distant Thunder. Numer ma fajną nazwę i to jedyna dobra rzecz, jaką można o nim powiedzieć. Nie podoba mi się również Carry On - ballada mająca w sobie odrobinę z Dream Theater. Przedsięwzięcie nie powiodło się i przez to piosenka jest nudna, mdła i słychać, że muzycy nie za bardzo wiedzieli czego chcą. Ciekawym numerem jest z kolei The Last Of The Wolves. Dwuminutowy, spokojny wstęp, zagrany na akustycznej gitarze przypomina raczej hard rocka lat '70 i twórczość Led Zeppelin. Słowa ładnie się układają i można odnieść wrażenie, że Bloch opowiada nam baśń przy ognisku. W drugiej części, numer przeradza się w rockera i to nawet całkiem niezłego. Przejście pomiędzy częściami przypomina Queensrÿche. Numer drugi na płycie, a mianowicie The Devil Called My Name to niezły galimatias inspiracji. Z jednej strony mamy Pella i wokal w stylu Roba Rocka, z drugiej prophetowe klawisze, a z trzeciej malmsteenową solówkę, podczas której gitarzysta pojedynkuje się z klawiszowcem.
Sorted Out to ciekawa pozycja. Ma parę dobrych momentów i kilka niezłych utworów. Dawka fillerów jest jednak trochę wyższa od przeciętnej porcji i niestety wpływa to na ocenę płyty jako całości. Gdyby Zar bardziej się postarali, mielibyśmy do czynienia z płytą bardzo dobrą, a tak dostaliśmy płytę troszkę lepszą od przeciętnej. Myślę, że spodoba się ona głównie osobom, które lubują się w odkrywaniu mało znanych kapel, czyli innymi słowy hard rockowym maniakom.
Brak oficjalnej strony zespołu
Guciomir wrzesień 2007
|