|
Skład: Zinny J. Zan - śpiew; Chris Laney - gitary, chórki; Pontus 'Eggy' Egberg- gitara basowa, chórki; Pontus Norgren - gitara prowadząca, chórki; Johan Koleberg - perkusja
Produkcja: Chris Laney
Nazwa krążka niejednokrotnie może zwrócić na siebie uwagę i podziałać jak reklama. We Are Zan Clan... Who The F**k Are You??! brzmi jak obietnica ostrej jazdy, a ludzie (szczególnie odmiana lubująca się w hard rocku) dobrze na to reagują. Muzycy tworzący formację zaprezentowali nam bezkompromisowy, dynamiczny materiał i i za to należą im się brawa.
Najważniejsze jest to, że zaserwowana przez grupę dynamiczna formuła się sprawdziła. Zan Clan brzmią świeżo i młodo. Aż trudno uwierzyć, że załoga istnieje na scenie muzycznej już od około 15 lat. We Are Zan Clan... Who The F**k Are You??! to dopiero ich druga płyta w dyskografii, a od wydania pierwszego wydawnictwa w składzie zespołu doszło do trzęsienia ziemi. Z oryginalnych członków pozostał jedynie frotman ekipy, znany chyba przede wszystkim z tego, że wcześniej był on śpiewakiem sławnego Shotgun Messiah. Muzyk posiada w sobie dość charyzmy na tyle, żeby udźwignąć stawiane przed nimi wyzwania. Pierwsza kompozycja z We Are Zan Clan... Who The F**k Are You??!, czyli Go Go Go bardzo pozytywnie nastraja do całego albumu. Wydawnictwo zostaje otwarte w wyjątkowo przebojowy sposób i kiedy po raz pierwszy usłyszałem opisywany utwór miałem ochotę wyskoczyć za miasto na Harleyu. Motocyklowy klimat jest jednym z atutów płyty i jeszcze kilkukrotnie się na niej pojawia. Jedyną (i to niestety poważną wadą) Go Go Go jest brak solówki gitarowej. Nie wiem, czyja była to inicjatywa, ale z chęcią wytarmosiłbym osobnika odpowiedzialnego za ten pomysł. Solówka powinna być! Druga ścieżka, czyli Heart N Soul jest już mniej dynamiczna, ale wciąż jak najbardziej hard rockowa. Riff, dość ciężki zresztą, który się w niej pojawia, został częściowo zapożyczony z Pain In Your Neck znajdującego się na The End Of Sanctuary Sinnera. Nie jest to plagiat, muzycy trochę pomysł zmodyfikowali, niemniej jednak podobieństwo jest wyraźne. Na szczęście (i w tym momencie uspokoję część czytelników) gitarzysta bierze się w końcu do roboty i mamy okazję usłyszeć solówkę. Poprzedni numer okazał się być jedynie chwilowym wybrykiem, a nie obejmującą cały materiał tendencją. I dobrze, bo jak już wspomniałem: solówka w hard rocku być musi. Zan Clan ponownie przyspieszają, tym razem za sprawą sleazowego High Speed Junkie. A za sprawą słów utworu pojawiają się w nim motocyklowe motywy. W tle pobrzmiewają dobre partie gitar, a prawdziwą ozdobą numeru, jego największą siłą jest gitarowe solo. Niezbyt znany Chris Laney pokazuje, na co go stać, grając bardzo płynnie, melodyjnie i technicznie. Myślę, że te instrumentalne fragmenty przypadłyby do gustu fanom gitarowych wirtuozów.So Damn Good uderza w trochę inne tony. Kapela zwalnia, zabierając nas w okraszaną gunsowymi fragmentami podróż. Nie jest to jednak to, za czym przepadam. Mess You Up zaczyna się basowym brzdąkaniem, aby przekształcić się w typowego rockera. Brak tu oryginalności, jest za to w zamian gładko podana dawka energii i kolejna niezła, szybka solówka gitarowa. Bardzo ciekawie i interesująco prezentuje się kolejny, tym razem dość krótki, bo trwający niecałe 3 minuty kawałek. Może oceniam go tak dobrze, gdyż zdaje mi się, że już go wcześniej słyszałem? Nie potrafię co prawda sprecyzować, gdzie to miało miejsce, ale jestem przekonanay, że utwór ten stanowił ścieżkę do jakiegoś wydanego niedawno filmu. Opisywane Silver Bullet Toy ma popularne, rzekłbym, że trochę punkowo wykrzykiwane chórki, ale sprawdza się to idealnie. Heart Died Young to kompozycja hybrydowa. Z jednej strony hair metalowa, a z drugiej cięższa i trudniejsza w odbiorze, niż można by się tego było spodziewać. Brzmi dość mocno. Zan Clan lubują się chyba w serwowaniu na przemian szybszych i wolniejszych numerów. Oto bowiem wraz z Deja Vu tempo ponownie zostaje podkręcone. Zespół nic nowego nie odkrywa i oferuje słuchaczom tym samym odgrzewanego kotleta. Brzmi on trochę generycznie, ale wciąż może się podobać. Solówka jest w porządku. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że w opisywanym utworze pojawiają się słowa, które stały się później tytułem całej płyty. Jinxed pobudza apetyt niezłym początkiem i dobrymi partiami instrumentów, ale entuzjazm opada trochę wraz ze słabszymi i mniej przebojowymi refrenami. Jeśli ktoś ma ochotę na smakowity kawałek, to polecam Can't Get U Out. Składają się na niego (powtórzę się trochę) dobre partie instrumentów oraz udane tym razem chórki. I pod tymi względami numer przypominać może Jinxed. Solówka zwyczajowo nie zawodzi. Płytę kończy recytowane outro, którę nie jest czymś wyjątkowym. Wrażenie, które zostawia po sobie płyta zostaje poprawione poprzez bonusowe Surrender będące w oryginale utworem Cheap Trick. Brzmi dobrze.
We Are Zan Clan... Who The F**k Are You??! to interesująca, ciekawa płyta. Przynosi ze sobą powiew świeżości, choć nie można tutaj mówić o tym, jakoby album był przesadnie oryginalny. Myślę, że słowo "rzeźkość" byłoby tu bardziej na miejscu. Zaprezentowany przez muzyków repertuar spodoba się z pewnością miłośnikom Shotgun Messiah oraz ogólnie pojętego hard rocka. Nie ma tutaj miejsca na spokojne kawałki, nie ma tutaj miejsca na AORowe kompozycje. Jest za to dużo energii i przebojowości. Myślę, że ci, którzy nie znają jeszcze Zan Clan, powinni nadrobić zaległości
Oficjalna strona zespołu: www.zanclan.com
Guciomir sierpień 2008
|