|
Skład: Dave Meniketti - śpiew, gitara; Phil Kennemore - gitara basowa; John Nymann - gitara; Mike Vanderhule - perkusja
Produkcja: Y&T
Tak naprawdę, to nigdy nie rozumiałem kultu tego zespołu, który w moim mniemaniu nie wyróżniał się niczym specjalnym wśród podobnie grających bandów. No dobra, podobała mi się płyta Earthshaker, ale jak wszyscy wiemy, wyjątki potwierdzają regułę. I tylko z ciekawości posłuchałem ich nowego od trzynastu lat dzieła, nowego albumu studyjnego, zatytułowanego Facemelter. Zachęcały do tego również entuzjastyczne recenzje w przeróżnych periodykach. Pomyślałem więc, że warto się z nim zapoznać.
Jak przystało na człowieka czynu, bezzwłocznie przystąpiłem do realizacji tego pomysłu. I przyznam, że intro Prelude, On With The Show, spowodowało, że usiadłem z wrażenia i zacząłem nastawiać się na coś wielkiego. Bardzo spodobał mi się ten wstęp i spodziewałem się świetnej kontynuacji tego klimatu w utworze następnym. Niestety... skrzydełka bardzo szybko opadły. Bo On With The Show nie jest tym, czego się spodziewałem. Co z tego, że refren może się podobać? Mam ogromny żal do tego zespołu, że nie znalazł sposobu na pociągnięcie pomysłu z intra dalej. How Long to moim zdaniem jest kpina. Bezczelna zrzynka z Holy Diver. Identyczne tempo, frazowanie i podobny, wręcz bliźniaczy riff. Dobrze, że choć refren inny... Shine On już znacznie lepszy. I choć tu także mam pewne skojarzenia z dokonaniami Van Halen, to nie można się tu do niczego przyczepić. Następny w kolejce I Want Your Money jest równie dobrym utworem. I tylko z powodu tej wymienionej dwójki poprawił mi się humor. Nie szkodzi, że mam leciutkie skojarzenia z Aerosmith. Kawałek jest po prostu bardzo dobry i tyle. Nie podejrzewałbym tej formacji o zapędy w stronę southern metalu. Ale chyba tak należy potraktować Wild Child. W tym przypadku mam tylko pretensje o niezbyt udany refren. No ale Y&T grać w tym stylu nie potrafi i kropka. Mi umiarkowanie się ten numer podoba. No i znów było za dobrze i panowie postanowili wkurzyć mnie po raz kolejny. I’m Coming Home z niezbyt wymagającym tekstem i opakowany w średnie rockowe tempo. Zanim zabrali się za niego, powinni podpatrzeć swoich kolegów z Praying Mantis. Tam schemat i tytuł jest podobny, ale wykonanie i pomysł na utwór o niebo lepszy. Uspokoiłem się przy wolnym If You Want Me. Bardzo dobrze skomponowany, zagrany i zaśpiewany numer i na dodatek gdzieś tam w tle rezonuje sobie Page z Coverdalem. Moją tezę, że jeśli zespół chce, to potrafi, potwierdza bardzo dobry Hot Shot. Trochę Krokusa i AC/DC. To wystarczyło. Noga sama wybija rytm. Blind Patriot to jeden z najlepszych, a kto wie, czy właśnie nie najlepszy kawałek na tej płycie. Bardzo dobry, mocny riff, dobra melodia i ciekawie zaplanowana linia wokalu w refrenie. Fajnie rezonuje w tle Whitesnake. Yeah, równie mocarnie jest w Don’t Bring Me Down. Fajne, akustyczne intro, potem mocna gitara i te southernowe wtrącenia tu i ówdzie. Ciekawy jestem, który z panów nasłuchał się nieco innej muzyki i przemycił ją na ten LP. Pytanie jest tym bardziej zasadne, że w takim Gonna Go Blind idealnie sprawdziłby się wokalista Sully Erna z amerykańskiego Godsmacka. Ten kawałek powinien być też raczej akustyczny. Wtedy byłby to prawdziwy killer. Bo te zwolnienia i wyciszenia naprawdę robią smaka na więcej. Z chmur należy jednak wrócić na ziemię za sprawą niezbyt wyróżniającego się z tłumu One Life. Taki tam hard rockowy kawałek. I szkoda, że nie zamienił się miejscami z ostatnim na płycie Losing My Mind, któremu znacznie bliżej do Gonna Go Blind...
No i koniec. Warto było? I tak i nie. Jest to album strasznie nierówny, obok strasznych mielizn w stylu How Long mamy kapitalne Don’t Bring Me Down. Część tej płyty powstała po prostu na kolanie i tyle. Nad tym zespołem powinien stać ktoś z grubą pałą i groźnie wymachiwać nią nad głowami muzyków. A może od czasu przywalić, choćby tak prewencyjnie. Podsumowując: skok na kasę, choć kilka utworów bardzo udanych. Wydawcą jest Frontiers Records. Umiarkowanie polecam. Chyba...
Oficjalna strona Dave'a Menikettiego: www.meniketti.com
Vincent lipiec 2010
|