Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

XYZ - XYZ [1989]
Wydawca: Enigma / Capitol / Axe Killer

  1. Maggy
  2. Inside Out
  3. What Keeps Me Loving You
  4. Take What You Can
  5. Follow The Night
  6. Come On N' Love Me
  7. Souvenirs
  8. Tied Up
  9. Nice Day To Die
  10. After The Rain
  11. On The Blue Side Of The Night [bonus track w reedycji]
  12. You Got Me Wrong [japoński bonus track]
XYZ

Skład: Terry Ilous - śpiew; Marc Richard Diglio - gitary; Patt Fontaine - gitara basowa; Paul Monroe - perkusja

Produkcja: Don Dokken

Po falstarcie związanym z wydaniem debiutanckiego krążka francusko-amerykańskiej formacji XYZ przez Atlantic Records wreszcie dochodzi do fonograficznego debiutu tego ciekawego zespołu. W 1989 r. opiekę nad grupą roztacza mało znana wytwórnia Enigma i wydaje krążek o eponimicznym tytule XYZ. Producentem dzieła zostaje znana persona w hard rockowym światku - Don Dokken, co w znacznym stopniu odbija się na brzmieniu i stylistyce gry.

Pierwsze dźwięki Maggy oznajmiają rasową hard rockowa kompozycję i faktycznie, ten klimat utrzymuje się aż do końca kawałka. Przedni numer, aczkolwiek faktycznie łatwo tu wyczuć przemożny wpływ Dokkena, zwłaszcza w linich wokalnych. Ilous wydaje się brać oddech dokładnie w tych samych momentach co Don, podobnie prowadzi ścieżki melodyczne, na szczęście dysponuje własną barwą głosu. Grupa nie spuszcza z tonu i oto nadciąga kolejny rocker w postaci Inside Out. Jest nadal ostro, choć już wolniej, dokkenowskie wpływy też nie są tu już tak silne. Ciekawie zagrana solówka, trochę kojarząca się z tymi granymi w podobnym czasie przez China. W ogóle wyczuwa się pewną zywiołowość w kawałkach XYZ, możliwe że były one komponowane z myślą o koncertach, lub po prostu powstawały w trakcie prób. Kilka mocnych uderzeń perkusji i... zmyłka taktyczna, oto mamy pierwszą balladę. Jak na "pościelówkę" tempo w What Keeps Me Loving You jest nieco szybsze, ale też i wolniejsze od średniego, po prostu typowo radiowy numer kojarzący się trochę z Is This Love Whitesnake. Nawet głos Terry'ego podchodzi czasem pod Coverdale'a, solówka jakby wykonywana przez Sykesa, może po prostu chłopaki chcieli pokazać, że też potrafią tak grać. Warkot gitar i znowu szybszy rocker.. i ponownie skojarzenia z ekipą Białego Węża, ale nie tylko. W Take What You Can muzykom udało się uchwycić ducha owych czasów, wiele kapel tak grało, jeszcze raz nieodparcie ciśnie się na usta - to trzeba zobaczyć na koncercie, to jest muzyka na stadiony! Na szczególną uwagę zasługuje solówka, Diglio przechodzi samego siebie, bardzo ciekawe pomysły. W Follow The Night mamy z kolei nieco bluesujących zagrywek z gitarami brzmiącymi trochę jak brytyjskie FM, trochę jak amerykańska Cinderella. Zasadniczo jest to wolny numer, ale najeżony mocniejszymi wokalnymi akcentami, znów trochę na manierę Coverdale'a. Przyspieszenie tempa i raz jeszcze rocker w postaci Come On N' Love Me. Znów nieodparte wrażenie podobieństwa do FM, chociaż Brytyjczycy grali tak później, czyli jednak pierwszeństwo gry w takiej stylistyce dzierży ekipa Ilousa. Kawałek uwieńczony jest dość ciekawym użyciem cuda o nazwie "talk box", które chyba robiło w owym czasie dość żywą karierę, bo usłyszeć je można w wielu produkcjach z tego okresu. Przy okazji warto zauważyć, że cały krążek jest bardzo równy, w zasadzie ciężko tu znaleźć jakąś słabą kompozycję - aż dziw bierze, że grupa miała takie problemy ze znalezieniem wydawcy dla swego materiału. Souvenirs to jeszcze jedna znakomita ballada, chociaż refren nie dorównuje nieco dokkenowatej zwrotce, niestety. Jest to zresztą jeden z wczesnych utworów zespołu, można więc posłuchać, od czego formacja zaczynała. Dalej w Tied Up napotykamy dość interesujący efekt perkusji, coś jakby została ona przepuszczona przez phaser i wtedy wchodzi ostro gitara. Zaraz potem dochodzi do tego wokal iście dokkenujący, zupełnie niepotrzebnie, bo chętniej bym tu usłyszał coś w stylu Tony'ego Martina, bardziej by to pasowało. Nice Day To Die to trochę jak skrzyżowanie Dokken z Van Halenem, słychać, że chłopaki byli obeznani z twórczością wszystkich tuzów hard rocka / hair metalu. Przy okazji dodam, że album jest typowo gitarowo nastawiony, próżno tu szukać klawiszy w stylu pop, jakie wstawiało np. Europe czy Bon Jovi. Na zamknięciu krążka zespół zaserwował nam jeszcze jedną rewelacyjną balladę. Stylistycznie znów nieco dokkenowo, ale też z pewnymi podobieństwami do Tesli czy Bonfire, zresztą grupa wypada dość oryginalnie, bo wszelkie porównania i tak bedą naciągane. Poza brzmieniem gitar akustycznych w After The Rain na szczególne brawa zasługuje Ilous, którego głos znakomicie sprawdza się również w takim repertuarze, nie tylko w dzikich rockerach.

Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, XYZ jawi się trochę jako zespół niedoceniony. Z pewnością zasługiwał on na większą sławę, bowiem dorównywał kompozycyjnie innym wielkim tamtego hair metalowego okresu. Tak sobie czasem myślę, że może przyczyna tego zmarnowanego potencjału jest brak wszędobylskich klawiszy jak u innych, kto wie... nie ma co gdybać, co zostało już nagrane, to nie zginie, możemy przecież równie dobrze teraz delektować się tą energetyczną muzyką. Warto czasem zarzucić którąś płytę ekipy Ilousa na odtwarzacz. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.xyzmusic.com

Guitarrizer
grudzień 2007