Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

WITCHFINDER GENERAL - Resurrected [2008]
Wydawca: Buried By Time And Dust Records / Nickel Music

  1. The Living Hell
  2. The Gift Of Life
  3. Final Justice
  4. Bryn-Y-Môr
  5. Brutal Existence
  6. Euthanasia
  7. A Night To Remember
  8. The Funeral / Beyond The Grave
Resurrected

Skład: Gary Martin - śpiew; Phil Cope - gitara; Rod Hawkes - gitara basowa; Dermot Redmond - perkusja

Produkcja: Witchfinder General i Chris Smith

Niektóre zespoły decudujące się na come back po latach nagrywają płyty zupełnie odmienne niż ich wczesne pozycje, inne starają się nawiązać do dawnego stylu, ale wysłuchując ich propozycji mówimy: "dobre, ale to już nie to". Inaczej sprawa ma się z grupą Witchfinder General, która postanowiła po ćwierć wieku wrócić z nowym albumem. Co prawda ze składu znanego z Friends Of Hell mamy tu tylko Cope'a i Hawkesa, ale nie ma to zupełnie żadnego znaczenia, bowiem zespół gra dokładnie tak samo jak przed laty, zachowując nawet pierwotne brzmienie. To tak, jakby poddali się hibernacji i nastąpiło nagłe przebudzenie.

Niesamowite, że grupa gra te kawałki, a ja mam przed oczyma obrazy, które towarzyszyły mi, gdy rozkoszowałem się dźwiękami, jakie wydawali "Przyjaciele Piekieł". Zresztą zaraz po usłyszeniu tego materiału zastanawiałem się, czy aby nie są to jakieś archiwalne nagrania wydane ze sporym opóźnieniem, ale jak najbardziej są to pierwsze od czasu ukazania Friends Of Hell kompozycje. Co prawda nie ma już w zespole wokalisty Zeeba Parkesa, bo zastąpił go Gary Martin, ale nie robi mi to specjalnie różnicy. Gary śpiewa trochę inaczej, nie tak wysoko i z lekką chrypą, lecz to także doskonale pasuje do muzyki przyjaciół Szatana. Ważne, że na gitarze dalej Phil Cope, ręką diabła wygrywa te niesamowite riffy. The Living Hell rozpoczyna się wolno i ociężale niczym stare Black Sabbath, a dalej przechodzi w typowe dla panów z Witchfindera granie, gdzie metalowe riffy mieszają się z klasyką hard rocka. Numer podzielono na dwa główne tematy, co jest nawiązaniem do stylu znanego z kawałka Invisible Hate zamieszczonego na Death Penalty. Aż się wierzyć nie chce, jak oni potrafią zrobić z niby oczywistych zagrywek rzeczy, przy których ciarki chodzą po plecach. Ponad 7 minut zlatuje zaskakująco szybko. The Gift Of Life to Black Sabbath w postaci wzorcowej. Dokładnie to samo podejście w konstruowaniu riffów, co u Iommiego. Wężykiem, wężykiem może znajdzie się ciekawy dźwięk. Tak to można powiedzieć w skrócie wygląda. Utwór jest oczywiście świetny i zapewniam Was, że nie słyszałem zespołu, który by coś podobnego obecnie grał. Toż nawet brzmienie mamy tutaj jak w latach '70. Final Justice rozpoczyna wolne tempo i mamy tu poetykę jak w Quietus z płyty Friends Of Hell, gdyż w pewnym momencie zespół przyspiesza w podobnym stylu jak w tamtym, klasycznym utworze. Warto wspomnieć też o antynarkotykowym przekazie, jaki niesie ze sobą to doskonałe nagranie. Bryn-Y-Môr to dwuminutowa miniaturka potraktowana głównie na gitarę akustyczną, z której wyłania się killerskie Brutal Existence. Doskonały kawał metalu w średnim tempie, który w jakimś tam stopniu kojarzy się z utworem Requiem For Youth i to jeden z najlepszych fragmentów krążka, chociaż wierzcie mi, te utwóry są po prostu tak świetne, że wszystkie widziałbym na dwóch pierwszych albumach grupy. Euthanasia to upiorna opowieść o tym, jak facet uśmiercił swoją kobiet,ę by nie cierpiała, po czym został skazany na karę śmierci. Słuchając tego przejmującego opowiadania szczena opada mi do samej ziemi. Panowie potrafią zainteresować słuchacza i dopasować tak poszczególne tematy kawałka, żeby współgrały z tekstem. Natomiast solówka niemal wyjeżdża poza obraną skalę, co daje efekt zbliżony do fałszu, ale jest to oczywiście zamierzone i ma brzmieć, jakby żałość ściskała serce. Akustyczne momenty też robią piorunujące wrażenie. "Śmiertelna dawka uwolni cię od bólu, zamknij oczy a twa godność pozostanie. Spokojnie odejdź". Cholera. W każdym razie mój faworyt, jeśli chodzi o ten zestaw. Ponieważ zrobiło się bardzo poważnie i doniośle, grupa postanowiła przysmażyć zmetalizowanym rock and rollem. Luzacki A Night To Remember to bardzo imprezowy kawałek i idealnie nadaje się do różnych nieskromnych zachowań, sami sobie wyobraźcie jakich. The Funeral / Beyond The Grave kończy ten nie za długi album. Początek wolny, demoniczny, Gary melorecytuje, a zło unosi się w powietrzu. Oczywiście nie zabrakło urozmaiceń gitarowych, bo Phil Cope zbyt szybko nudzi się monotonią. Druga część tego kawałka jest ostrzejsza i mocno zachrypnięty głos wokalisty oznajmia między innymi, że nie czuje wyrzutów sumienia, nie ma poczucia winy, żalu i tak dalej i tak dalej. Kiedy krążek przestał się kręcić, nie mogłem zebrać myśli. Muzyka to staroświecka, ale tak prawdziwa, tak niesamowicie poruszająca, że nie przeszkadza nawet siermniężna, momentami niedbała produkcja. Na takie płyty czasami czeka się całe życie.

We wkładce jest co prawda jako data wydania podany rok 2007, ale myślę, że to był jakiś falstart wydawniczy, gdyż album pojawił się oficjalnie dopiero późnym latem 2008 roku. Płytę polecam każdemu, kto lubi stare Black Sabbath. Dla nich to absolutnie rzecz musowa. Fanom Witchfindera płyty polecać nie trzeba, od dawna ją bowiem mają, natomiast jeśli ktoś lubi klasyczny hard rock i stary heavy metal nasączony nieco okultyzmem, ten album powinien spełnić jego oczekiwania. Małe arcydzieło.

Oficjalna strona zespołu: www.witchfindergeneral.net

LSDisease
listopad 2010