Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

WITCHFINDER GENERAL - Friends Of Hell [1983]
Wydawca: Heavy Metal Records / Revolver Records

  1. Love On Smack
  2. Last Chance
  3. Music
  4. Friends Of Hell
  5. Requiem For Youth
  6. Shadowed Images
  7. I Lost You
  8. Quietus
  9. Quietus Reprise
Friends Of Hell

Skład: Zeeb Parkes - śpiew; Phil Cope - gitara; Rod Hawkes - gitara basowa; Graham Ditchfield - perkusja

Produkcja: Robin George

Drugi album Anglików z Witchfinder General to, można śmiało stwierdzić, kontynuacja drogi obranej na debiucie. W zasadzie nie nastąpił żaden znaczący progres i kawałki z tego krążka idealnie wpasowałyby się na Death Penalty nawet pod względem brzmienia. Zespół dalej bezczelnie uprawia tutaj satanistyczną propagandę, chociaż oczywiście z przymróżeniem oka, jakby chcąc celowo zaszokować słuchacza. Z drugiej strony powiedzmy sobie otwarcie, takie rzeczy w 1983 roku mało kogo już szokowały, może jedynie Tipper Gore. Ale zostawmy światek amerykańskich konserw na boku i przejdźmy do omawiania płyty o wymownym tytule "Przyjaciele Piekieł".

Krążek otwiera mocnym riffem numer Love On Smack, opowiadanie o seksie w plenerze z prostytutką opętaną przez diabła. Temat jak przystało na rockowy zespół chcący szokować, ale to jest mało ważne, gdyż muzycznie mamy tu prawdziwą ucztę. Grupa łoi jak na jedynce, chociaż mam wrażenie, że momentami chce zagrać mocniej, przybliżając się do heavy metalu jaki prezentowało Iron Maiden. Dominują oczywiście wpływy Ozzy'ego Osbourne'a i w takim stylu zespół czuje się widać najlepiej. Last Chance posiada fajne zakręcone riffy, które jednak lepiej zostaną wykorzystane w innym utworze na płycie - Requiem For Youth, ale do jego omawiania wrócimy. Last Chance pozbawione jest refrenu, co niespecjalnie pomaga w takim układzie riffów, ale na plus zaliczam tutaj udane solo pokazujące niezłe umiejętności Phila Cope. Utwór Music miał podbić listy przebojów i został wydany na singlu. To już totalny Osbourne z okresu Blizzard Of Ozz. Myślę, że gdyby panowie z Witchfinder General oddali ten kawałek Ozzowi, ten wylansowałby kolejny hit w swoim katalogu. A tak kompozycja się zmarnowała, bo mało kto zwrócił uwagę na "satanistów" ze Stourbridge. Na pozycji czwartej nagranie tytułowe. Pierwszych kilka taktów to niemal dokładnie to samo, co później znalazło się na ścieżce W.A.S.P. Wild Child. Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że Blackie Lawless zafascynowany okultyzmem odkrył brytyjskich 'polowaczy na czarownice' i przywłaszczył sobie parę dźwięków na potrzeby własnego kawałka, może i całkiem nieświadomie. Friends Of Hell to motoryczny, sabbathowy numer, który podoba mi się nie mniej niż otwierający to wydawnictwo dynamiczny heavy metalowy wymiot. Gdzieś w środku pojawia się spokojna partia, która jednak trzyma w napięciu dzięki pochodom gitary basowej. Robi się mrocznie. Na szczęście zespół nie stara się na siłę trzymać słuchacza w napięciu i po niewielkim czasie znów rusza z pełną mocą. Requiem For Youth to mój faworyt na tym wydawnictwie. Zakręcone riffy potęgują okultystyczny wymiar muzyki formacji, a przy tym udaje się uchwycić moc jakże charakterystyczną dla wykonawców takich jak Ozzy Osbourne. Kawałek dobry na Blizzard Of Ozz, albo na Diary Of Madman, a tej solówki nie powstydziłby się Randy Rhoads. Po prostu kawał porządnego heavy metalu. Shadowed Images to już nawiązanie do tradycji hard rocka. Oczywiście nie jest to utwór słaby, jedynie zwraca się w stronę riffów, jakie znamy z nagrań Hendrixa czy Led Zeppelin. Nie zabrakło także metalowych naleciałości, ale chłopaki pilnują wyraźnie proporcji. Po dawce klasyki rocka czas na krótką balladę I Lost You. Jest to rzecz jak najbardziej szablonowa i na wskroś mało oryginalna, ale słucha się jej całkiem dobrze. Nie wiem tylko, czy zespoły jak Witchfinder General powinny nagrywać ballady jeszcze z tak banalnymi, pretensjonalnymi tekstami. No ale zostawmy to już i przejdźmy do bardziej znaczącego utworu Quietus. To w zasadzie finał, bo później jest już tylko półminutowa koda. Quietus rozpoczyna się ciężkimi riffami w wiadomym stylu. Jest monumentalnie, tajemniczo, ale na szczęscie urozmaiceń w tej ścieżce nie brakuje. Nie mijają bowiem 2 minuty, kiedy zespół całkiem zmienia formułę kawałka. Trochę przypomina mi to zabieg zastosowany przez Mercyful Fate w A Corpse Without Soul. Ta przeplatanka złowrogich riffów i hard rockowej melodyki to coś, co przyprawia o ciarki na plecach. Jak dla mnie jeden z najlepszych utworów w zestawie i jeden z najlepszych w historii tej ekipy. Na koniec krótki urywek muzyczny, przy którym widzę oczyma wyboraźni scenę z tylnej okładki albumu, gdzie wszystkich zwija policja kończąc przednią zabawę w przyjaciół szatana. Wyobrażając to sobie uśmiałem się nieźle.

I tak sobie myślę, że gdyby panowie zawarli jakiś pakt z diabłem, może osiągnęliby większy sukces tym wydawnictwem, bo na to definitywnie zasługuje. Mamy tu bowiem ciekawy miks nowego (na początku lat '80) ze starym. Klasyka podrasowana metalowymi rifami. Smakowita uczta dla każdego fana ciężkiego rocka. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.witchfindergeneral.net

LSDisease
lipiec 2010