Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

WINTER PARADE - Midnight In Paradise [2002]
Wydawca: MTM Music / Dark Matter Distribution

  1. Meteor Rain
  2. Save Me Tonight
  3. Days Of Our Lives
  4. Midnight In Paradise
  5. This Game Of Life
  6. It's Just Another Day
  7. Symbol Of Love
  8. Valentine's Day
  9. Don't Let It Rain On My Parade
  10. Steamin'
Midnight In Paradise

Skład: Bjorn Westum - śpiew; Dice Jacobsen - gitary; Terry Follin - perkusja; P.B. Riise - gitara basowa; Mr. Howe - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Dice Jacobsen

Debiutancki i zarazem jedyny jak do tej pory krążek norweskiego zespołu Winter Parade zatytułowany Midnight In Paradise zebrał stosunkowo dużo zróżnicowanych recenzji. Dla niektórych była to pozycja słaba, a dla niektórych mocna. Za dodatkową reklamę dla kapeli posłużył konflikt z White Diamond dotyczący praw autorskich do paru utworów. Wokalista tego zespołu po otrzymaniu demówek Winter Parade próbował je sobie przywłaszczyć. Sprawę w końcu wyjaśniono, niemniej jednak kilka spornych kawałków (numery 4, 6, 7) można spotkać na krążkach obu kapel.

Jeżeli chodzi o recenzowane Midnight In Paradise to mamy do czynienia z AORowo - hard rockowym projektem, który odwołuje się bezpośrednio do stylistyki lat 80' i robi to wyjątkowo dobrze. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż choć kapela do 2002 roku nie wydała żadnej płyty to jednak istnieje od 1986. Chłopaki występowali w licznych klubach i nie byli znani szerszej publiczności. Zmieniło się to dopiero, gdy dano im szansę nagrać parę utworów w dużym studio (z obiektem tym współpracowały takie grupy jak Stage Dolls czy też TNT). Członkowie grupy mieli jednak zbyt mało wolnego czasu, aby ukończyć przygotowywany materiał i odnaleźli go (wraz z nowym kontraktem) dopiero w XXI wieku. Entuzjastą powrotu kapeli był basista grupy Riise i to on doprowadził do jej reaktywacji. Chłopaki potrzebowali jeszcze wokalisty i na to miejsce zatrudnili Bjorna Westema, którego mieli okazję poznać za pomocą programu telewizyjnego o nazwie Star Search (Norweg śpiewał w nim utwór Bon Jovi - Wanted Dead Or Alive). Już jako kwintet nagrali materiał na płytę, a następnie z gotowym produktem udało im się podpisać kontrakt z MTM. W międzyczasie pojawił się też wspomniany już konflikt z White Diamond. Chłopaki wysyłali w tym okresie swoje demówki różnym ludziom i pechowo jednym z odbiorców okazał się Don Lemmon. Inspiracją dla Winter Parade były lata '80 i bardzo dobrze słuchać to w ich utworach. Save Me Tonight to "połączenie Kiss , Y&T z małą nutką Extreme". Są to słowa członków kapeli i myślę że stanowi to dobrą rekomendację. Numeru dobrze się słucha, został bardzo poprawnie i melodyjnie nagrany, jedyne co mi się w nim nie podoba to nieciekawy chór w refrenie. "Save Me Save Me" wypadło fatalnie. Na szczęście jest to bodaj jedyny zły element krążka. Prawdziwa siła kapeli leży w takich kawałkach jak chociażby Days Of Our Lives oraz Symbol Of Love. W dość dobry sposób ukazują one oblicze kapeli. Jest ono typowo AORowe, z ładnymi i niebanalnymi partiami gitary oraz wyjątkową melodyjnością. W dodatku otrzymujemy rewelacyjne chórki i przebojowe refreny. Czego można chcieć więcej? Tytułowe Midnight In Paradise to utwór, który jako pierwszy został nagrany na potrzeby krążka. Jest to bardzo pogodny i spokojny numer, od którego po prostu czuć ducha łagodnego hair metalu. Zaczynające go słowa "I feel wolf rising in my heart" są genialne w swojej prostocie. Dalej jest już tylko lepiej. This Game Of Lifezaczyna się od klawiszy, które jednoznacznie kojarzą się z Van Halen. Uwielbiam to klawiszowe intro, chyba nawet bardziej od samego numeru, który notabene trzyma wysoki poziom. It's Just Another Day to utwór nawiązujący do "nowszego" AORu i nie jest moim faworytem. Romantyczne brzmiące i smutne w swojej wymowie Valentine's Day opowiada historię mężczyzny, którego ukochana opuściła w dniu Walentynek. Jest to najspokojniejszy utwór z krążka i zawiera nieźle zaśpiewane przez wokalistę fragmenty. Po drodze do końca płyty natrafiamy jeszcze na jednego wypełniacza, aby na końcu usłyszeć prawdziwego killera, czyli inaczej mówiąc utwór mordercę, który zwala z nóg i zabija słuchacza na miejscu. Piłą mechaniczną. Steamin' to najlepszy kawałek z Midnight In Paradise. Zaczyna go klimatyczne intro, a numer przeradza się soczystego rockera, o jakim wiele kapel może pomarzyć. Ma on w sobie odrobinę Dokkena i Bon Jovi. I brzmi po prostu rewelacyjnie. Do tego następujące po sobie solówki klawiszy i gitary brzmią niesamowicie. Szczególnie klawiszowiec się popisał, gitarzysta zresztą też dał czadu, a najlepiej słychać to w końcówce utworu. Pewnego dnia, jadąc samochodem, przesłuchałem Steamin' kilkanaście razy z rzędu i numer nie znudził mi się. Perełka na zakończenie płyty.

Jest to pozycja przeznaczona dla miłośników skandynawskiego AORu i ogólnie pojętego melodyjnego hard rocka w stylu chociażby TNT, Van Halena czy też momentami Gianta . Mamy tu do czynienia z zespołem, który gra tak jakby jego członkowie nadal żyli w latach '80 i nie patrzyli na obowiązujące dzisiaj trendy. Co więcej, muzycy znają się na rzeczy i potrafią grać dobrze. Midnight In Paradise nie stanowi żadnej rewolucji, jest to jednak solidna porcja cholernie dobrej muzyki. Warto dać jej szansę. Za zakończenie dodam również, że prawdopodobnie w październiku 2007 roku wydana zostanie druga płyta w historii zespołu. Sądząc jednak po samplach, które ją reklamują, Winter Parade nie zdoła powtórzyć swojego sukcesu. Z werdyktem poczekam jeszcze trochę, być może Norwegom uda się mnie pozytywnie zaskoczyć.

Oficjalna strona zespołu: www.winterparade.com

Guciomir
sierpień 2007