Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

WIG WAM - The Neighbour Of The Beast [2004]
Wydawca: Global Music

  1. 667
  2. The Best Song In The world
  3. Crazy Things
  4. Out Of Time
  5. Mine All Mine
  6. Hard To Be A Rock'n Roller
  7. Tell Me Where To Go
  8. Erection
  9. I Turn To You
  10. Car-Lyle
  11. Bless The Night
  12. A Long Way
  13. No More Living On Lies
The Neighbour Of The Beast

Skład: Glam (Åge Sten Nilsen) - śpiew; Teeny (Trond Holter) - gitary; Flash (Bernt Jansen) - gitara basowa; Sporty (Øystein Andersen) - perkusja

Produkcja: Trond Holter, Ole Evenrude i Thomas Siqueland

O Wig Wam słyszał prawie każdy i nie mam tu na myśli jedynie fanatyków melodyjnego hard rocka czy też AORu. Przy okazji występu kapeli na Eurowizji parę lat temu o grupie zrobiło się dość głośno. Pamiętam jak pan prezenter ostrzegał polską widownię zgromadzoną przed telewizorami, że skandynawska załoga jest dość "kontrowersyjna" i że należy spodziewać się czegoś "szokującego". Wystylizowany na drag-queen Glam z pewnością doprowadził niejedną osobę do odwrócenia głowy od odbiornika. Ubaw po pachy. Kicz świadomie stosowany bywa bardzo zabawny.

Opisując historię Wig Wam należałoby najpierw sięgnąć po wydane w 2004 roku wydawnictwo zatytułowane The Neighbor Of The Beast, a będące firmowane liczbą 667. Już po tym widać, że grupa celowała w bawienie (a zarazem szokowanie) publiczności i że charakteryzowała się niezłym, wykręconym poczuciem humoru. Tytuł wydawnictwa wydaje się być oczywistym odwołaniem do Number Of The Beast Iron Maiden, plotka niesie jednak, że jest to cytat z gry komputerowej Max Payne 2. Wszystko czego dotykają Skandynawowie należy traktować tak jakby z przymrużeniem oka. Wig Wam to przede wszystkim zabawa. Heh, nawet ksywki muzyków na to wskazują. Teeny miało się wziąć podobno stąd, że podczas pierwszego spotkania kapeli wyglądał on jak "teenage hooker", Sporty pochodzi od różowych spodni motocyklowych, ksywka Flasha wzięła się od hełmu, w którym muzyk zjawił się podczas sesji, no a geneza pseudonimu Glama to raczej rzecz oczywista. Pierwszy utwór na który natrafiamy to kawałek 667 utrzymany w przewrotnym, mrocznym i złowieszczym klimacie z pogranicza death metalu. Kontrastują z tym słowa mające nas przekonać, że Wig Wam stworzyli najlepszą piosenkę na świecie. A żeby było śmieszniej okazuje się, że zespół nie jest gołosłowny i realizuje złożoną obietnicę, następny utwór jest bowiem zatytułowany The Best Song In The World, co samo w sobie jest dość zabawne. Efekt potęguje jeszcze to, że kawałek opowiada o samym sobie. Pokręcone, ciekawe i jak już wspomniałem przewrotne. The Best Song In The World jest mocnym elementem krążka, choć są na nim ciekawsze kompozycje. Bardzo fajnie wypada Crazy Things. Oprócz poczucia humoru grupa stawia na przebojowość i melodyjność. Świetny kawałek na potańcówki. Numerem tym grupa przecierała sobie ścieżki kariery, wystawiając go do konkursów. Out Of Time reprezentuje sobą zmianę klimatu, a formacja tworzy tym samym coś, co można by było nazwać balladą. W takim spokojnym stylu utrzymany jest początek, później jednak Glam wydziera się w charakterystyczny dla siebie sposób i daje tym samym znak do przyspieszenia tempa do średniego poziomu. Całość brzmi dość oryginalnie i szybko się nie nudzi. Godne polecenia wydaje się być Mine All Mine, toć to przecież sama radość z życia! Wig Wam grają może pretensjonalnie, ale czy jest to poważny problem, jeżeli nogi same rwą się do tańca? Równie dobrze, a kto wie czy nie lepiej, prezentuje się Hard To Be Rock'n'Roller. Glam pokazuje się tutaj jako wszechstronny muzyk, nie bojący się eksperymentów. Wszystko to w połączeniu z dobrymi partiami zagranymi przez resztę muzyków daje niezłe efekty. Kawałkiem rządzi dobry rytm przekładający się na zadowalającą dynamikę i przebojowe refreny. Tell Me Where To Go jest niestety niezbyt ciekawym podejściem do balladowego tematu. Niestety, bo klawisze chwilami grają jak marzenie i gdyby wprowadzić parę zmian, to numer byłby znacznie lepszy. Ścieżka jako jedyna na płycie jest autorstwa Flasha (cała reszta to dzieło Glama bądź Teeny'ego).Erection odbieram jako utwór inspirowany vanhalenową Eruption (ta zbieżność nazw...). Zamiast Eddiego słychać jednak więcej Nuno z Extreme. Niezłe. Teeny pokazuje, na co go stać, a stać go na wiele (współpracował wcześniej z Dream Police oraz z Ole Evenrude). W dalszej kolejności na The Neighbour Of The Beast natrafiamy na cover. Na tapetę została wybrana piosenka Mel C, a mianowicie I Turn To You. Przeróbkę charakteryzuje rockowy pazur, lepsza dynamiczność oraz defleppardowe podkłady pojawiające się w jednym momencie i znikające chwilę potem. Początkowo myślałem, że Car-Lyle jest również coverem, później okazało się, że byłem w błędzie. Numer ten jako jedyny miał podobno powstać w trakcie "jam session". Bless The Night to prawdziwy dynamit. Wspominać o przebojowości nie muszę, zwrócę za to uwagę na fakt, że przy okazji tego kawałka słychać chyba najwyraźniej, jak bardzo wszechstronnym i utalentowanym wokalistą jest Glam. Ten człowiek ma kilka osobowości, raz śpiewa wyżej, raz niżej, a wszystko to brzmi bardzo naturalnie i wiarygodnie. Nie dziwię się, że ma swoje wierne rzesze wielbicieli, pamiętam nawet jak pewna małolata z Litwy namawiała mnie do przystąpienia do utworzonego przez nią fan klubu. Szukając informacji o tym wokaliście natrafiłem na informację, że przed założeniem Wig Wam był on kompozytorem pracującym na rzecz BMG. Long Way To Go należy traktować jako odpoczynek po długiej i emocjonującej wędrówce. Problem tkwi niestety w tym, że nie przepadam za takim mdłym podejściem do tematu country. Na szczęście płyta nie kończy się w taki sposób i dzięki No More Living On Lies zostawia po sobie pozytywne wrażenie. I jak tu nie polubić tej kapeli?

Norwegowie mogą poszczycić się bardzo mocnym debiutem. Płyta nie trafi oczywiście do każdego, ale moim zdaniem warto jest posłuchać. Osoby lubujące się w latach '80 nie mogą przejść obojętnie obok bijących z niej przebojowości i melodyjności. Zauważmy też, że nie jest to granie szczególnie proste. Opisywaną tutaj płytę dość trudno jest zdobyć, warto jednak odnotować, że z powodu bardzo słabej promocji ze strony wydawcy i ze względu na zwiększone zainteresowanie zespołem po występie na Eurowizji grupa wydała niniejsze wydanictwo jeszcze raz, dorzucając do niego kilka bonusów i zmieniając mu nazwę na Hard To Be A Rock'N Roller... In Kiev!

Oficjalna strona zespołu: www.wigwam.no

Guciomir
listopad 2008