Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

WHITE WOLF - Victim Of The Spotlight [2007]
Wydawca: Escape Music / King Japan

  1. Victim Of The Spotlight
  2. The Wolf
  3. America (Hello Again)
  4. Eyes Of The World
  5. One More Lie
  6. Hard Cold Stone
  7. Price Of One
  8. Dreams Are Forever
  9. Nightmares
  10. Hold On (Gettin' Tighter)
  11. Don't Turn Away
  12. Out Of Control
  13. Night City [japoński bonus]
Victim Of The Spotlight

Skład: Don Wolf - śpiew; Cam MacLeod - gitary; Martin Kronlund - gitary; Rikard Quist - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Imre Daun - perkusja

Produkcja: Martin Kronlund

Żyjemy w czasach, w których część młodych fanów hard rocka odwróciła się od większości nowo powstających ekip, szukając czegoś bardziej tradycyjnego. Jakby w odpowiedzi na to zapotrzebowanie dwa lata temu wydano płytę powracającej z dwudziestoletniego niebytu kanadyjskiej formacji White Wolf, dowodzonej przez niestrudzonego Dona Wolfa. Pierwotnie zespół powstał w 1980 roku, by wydać następnie dwie płyty, które, choć cieszyły się poważaniem wśród fanów melodyjnego rocka, tak naprawdę nigdy nie zapewniły Kanadyjczykom światowego rozgłosu, co spowodowało faktyczny rozpad grupy w 1987 roku. No i proszę! Dwie dekady później postanowili sprawić swoim zwolennikom niezwykle miłą niespodziankę...

Prawdę mówiąc, zetknąwszy się po raz pierwszy z informacją o powrocie tej ekipy, spodziewałem się kolejnego albumu ze ścianą nisko nastrojonych gitar, modulowanym wokalem i temu podobnymi udziwnieniami, których po prostu nie trawię. Tymczasem nic z tych rzeczy. Dzieło White Wolf jest zawzięcie konserwatywne i brzmi tak, jakby ostatnich 20 lat w ogóle nie było; trzeba również wspomnieć o rewelacyjnej produkcji Martina Kronlunda. Źródeł inspiracji Wolfa i kolegów należy szukać na płytach z lat osiemdziesiątych autorstwa takich tuzów jak Deep Purple, Saxon, czy Magnum. Wciąż potężny głos wokalisty wywołuje skojarzenia ze śpiewem Iana Gillana, Billa Byfforda i Joe Lynn Turnera. Towarzyszą mu doskonale zgrane gitary, generujące pełne epickiego rozmachu "purplowe" lub "saxonowe" (w zależności od numeru) dźwięki oraz wszędobylskie klawisze, pełniące jednak funkcję ilustracyjną. Na początku mamy utwór tytułowy, który swoimi riffami, dynamiką i brzmieniem dosłownie ścina z nóg. Słuchając tego zastanawiałem się, czy czasem Deep Purple w legendarnym składzie z 1984 roku nie ożyło? Bardzo fajnie brzmi tu współpraca gitar, pomimo braku jakiejś wirtuozerii (jest to zresztą regułą w kolejnych kawałkach), zmiana tempa w solówce i oczywiście wokal. Potężny, lekko orientalny i mocno podbarwiony klawiszami riff w The Wolf zapowiada, że panowie nie spuszczą z tonu. Linie wokalne w zwrotce nawiązują tu do Perfect Strangers innego znanego zespołu ;), świetnie wypadają chórki. No i dochodzimy do punktu kulminacyjnego. Zagrana w dość wolnym tempie America (Hello Again) rozpoczyna się rozmarzonymi dźwiękami gitar i klawiszy, bardzo przypominającymi klimaty tworzone na płycie Destiny Saxon. Wrażenie to potęguje jeszcze facet stojący za mikrofonem, zwłaszcza gdy wchodzą treściwe riffy i zaczyna się fenomenalny - nie przesadzam - refren. I jeszcze ta cudownie melodyjna solówka... Ta piosenka ma w sobie jakąś magnetyczną siłę przyciągania, nie nudzi się, mimo że trwa sześć minut. Z lekkiego odrętwienia budzi słuchacza The Eyes Of The Word, napędzany bardzo konkretnym, łatwo wpadającym w ucho riffem i melodyką nawiązującą do osiągnięć Magnum. Tutaj brawa należą się przede wszystkim Kronlundowi za świetne partie gitary prowadzącej. Klawiszowy początek One More Lie przechodzi w kawałek z riffem przewodnim i melodią zapożyczonymi z Song For Emma Saxon. Bill Byfford z pewnością nie powstydziłby się tak przebojowego kawałka, przymknijmy więc oko na fakt, że utwór jest po prostu zrzynką. Kolejne dwie kompozycje raczej nie wnoszą niczego nowego, ale na tak długim albumie musiały zdarzyć się jakieś słabsze momenty. Tak więc zarówno mocno funkujący, nisko zaśpiewany Hard Cold Stone, jak i epicki, choć pozbawiony pomysłu na dobre rozwinięcie Price Of One, wpadają jednym uchem, a wypadają drugim. Zupełnie inaczej jest z pełnym optymizmu Dreams Are Forever, przesyconym AOR-ową melodyką, w którym taka sobie zwrotka wydaje się być jedynie pretekstem do zaśpiewanego z pełną mocą refrenu, przywodzącego na myśl dokonania Joe Lynn Turnera. Linie wokalne znalazły tu doskonałą oprawę w postaci doskonale zgranych gitar. Na ścieżkach numer dziewięć i dziesięć biały wilk zwraca się ku stylistyce znanej z pierwszych wydawnictw Talisman. W niespiesznym Nightmares mamy riffy i partie wokalne łudząco podobne do tych odśpiewywanych przez Jeffa Scotta Soto, podrasowane z klasą przez klawisze. To samo wyczuwa się w rytmach i melodii trochę szybszego Hold On (Gettin’ Tigther), gdzie Wolf śpiewa jeszcze z charakterystyczną chrypką, nadającą jego głosowi ciemną barwę. Nie sposób też nie wspomnieć o perfekcyjnie stapiającym się z riffami solo. Jednym z moich ulubionych momentów jest Don’t Turn Away, utwór obudowany wspaniałymi w swojej prostocie riffami, z kapitalnym przedrefrenem, prowadzącym do hipermelodyjnego refrenu a’la Magnum z drugiej połowy lat '80. Już po pierwszym odsłuchaniu chce się go śpiewać razem z wokalistą. W bardzo żwawym Out Of Control, którego ozdobą jest solówka zagrana z wykorzystaniem phasera, następuje powrót do estetyki znanej z numeru otwierającego płytę. I dobrze, bo takie hardrockowe uderzenie na zakończenie było potrzebne po kilku poprzednikach w średnim tempie.

Kto by się spodziewał, że White Wolf powstanie niczym Feniks z popiołów, żeby skopać wszystkim tylną część ciała? Victim Of The Spotlight, chociaż raczej wtórne i nie pozbawione kilku wypełniaczy, jest bowiem jednym z najlepszych wydawnictw 2007 roku i zdecydowanie szczytowym osiągnięciem grupy. Jeśli więc, Czytelniku, cenisz w muzyce szczerość przekazu, mocne riffy, melodyjność i tradycyjne, choć nie trącące myszką brzmienie, jest to propozycja właśnie dla Ciebie.

Oficjalna strona zespołu: www.whitewolfworld.com

Hardlover
lipiec 2009