|
Skład: David Coverdale - śpiew; Steve Vai - gitara; Adrian Vandenberg - gitara; Rudy Sarzo - gitara basowa; Tommy Aldridge - perkusja Gościnnie: Glenn Hughues - śpiew; Don Airey - instrumenty klawiszowe; Claude Gaudette - instrumenty klawiszowe; David Rosenthal - instrumenty klawiszowe; Tommy Funderburk - śpiew
Produkcja: Mike Clink i Keith Olsen
W 1989 r. w grupie Whitesnake, jednej z legend hard rockowej sceny, pojawił się gitarzysta Steve Vai. Wszyscy zadawali sobie wtedy pytanie, czy ten gitarowy sztukmistrz będzie potrafił przystosować się do gry w zespole o blues rockowych korzeniach. Z tego zadania wywiązał się on znakomicie, jego styl gry nie zdominował reszty, aczkolwiek pewne jego elementy niewątpliwie zostały na terytorium Białego Węża przeszczepione. Warto zwrócić uwagę, że gra Vaia jest tu bardzo melodyjna w przeciwieństwie do jego poczynań na dwóch pierwszych solowych płytach. Steve, jak słychać, doskonale potrafi odnaleźć sie w każdej stylistyce. Wirtuoz ten odegrał wszystkie partie gitar na tym albumie, gdyż Adrian Vandenberg miał w owym czasie kontuzjowany nadgarstek prawej ręki. Ale to nie Vai był kompozytorem prezentowanych kompozycji...
Wbrew pozorom klimatycznie Whitesnake nie odszedł aż tak daleko od tego, co prezentował na poprzednich krążkach. Nadal muzyka osadzona jest w blues rocku, bo to przede wszystkim David Covedale i jego głos zawsze był w tym zespole numerem jeden. Słychać jednak, że całość zagrana została perfekcyjnie i równiutko, jakby w takt szwajcarskiego zegarka, a to moim zdaniem było zasługą Vaia i perkusisty Tommy'ego Aldridge'a. Już od pierwszych taktów tytułowego Slip Of The Tongue wiadomo, że bedzie to doskonała płyta. Od razu uwagę przykuwają idealnie odegrane przez Vaia flażolety i mocny głos Coverdale'a. Na instrumentach kawiszowych zagrał tu David Rosenthal, muzyk który w tym samym mniej więcej czasie nagrywał również partie klawiszy na najlepszej płycie Steve'a (Passion & Wafare sprzedało się ponoć nawet lepiej od Slip Of The Tongue)... Wstęp do Cheap An' Nasty musi niewątpliwie kojarzyć się ze starszymi dokonaniami Węża, wpływ stylu Steva'a jest w zasadzie niezauważalny aż do solówki. Zaraz po nim mamy utwór Fool For Your Loving, jeden z wylansowanych przebojów z tego albumu. Wyróżnia się tu zdecydowanie refren i muszę stwierdzić, że głos Davida brzmi dużo lepiej niż na wcześniejszych wydawnictwach. Były to chyba czasy szczytowej formy zarówno dla Coverdale'a, jak i dla pozostałych muzyków. To samo moge powiedzieć o Now You're Gone, kolejnym zdecydowanym hicie. Ciekawie zaaranżowana zwrotka z pogrywającymi sobie gdzieś w tle melodyjkami Vaia i zabójczy refren, w którego odśpiewanie Coverdale włożył chyba całe swoje serce. Kittens Got Claws to jedna z szybszych kompozycji. Na wstępie możemy podziwiać kocie odgłosy, które oczywiście Steve symuluje swoją gitarą, zresztą to tylko jedna ze słynnych sztuczek Vaia. Posłuchajmy jeszcze trochę, a dowiemy się, że kociaki też potrafią podrapać... Wings Of The Storm to bardzo nietypowa piosenka w porównianiu z resztą zawartości albumu. Zwrotka brzmi tu bardziej power metalowo, ale refren to już czyściutki hard rock. W tym kawałku odnaleźć można jedną z najlepszych solówek, a w jednym momencie robi się tam bardzo demonicznie (podobny patent można było usłyszeć w utworze In The Dead Of Night grupy UK< i.... na późniejszych płytach Yngwie Malmsteena). Deeper The Love to klasyczny wyciskacz łez. Piękna ballada w zwrotce oparta na brzmieniach klawiszy, w refrenie na delikatnie przesterowanych partiach gitar. Głos Davida brzmi bardzo subtelnie, całość staje się przez to bardzo romantyczna. No i wreszcie mój absolutny faworyt na płycie - Judgement Day. Tajemnicze brzmienia, stopniowane napięcie i ciekawe gitary, których kwintesencja wydobywa się w solówce spod palców Vaia. Slow Poke Music w swych strukturach przypomina bardziej kompozycje Węża z początku lat '80, chociaż można się tu też doszukać pewnych podobieństw do twórczości Davida Lee Rotha z czasów, kiedy grał z nim Vai. Album zamyka piękna ballada Sailing Ships. Dla odmiany zdecydowano się tu użyć gitar akustycznych, których de facto Steve używa bardzo rzadko...
Moim zdaniem jest to najlepsza płyta grupy Whitesnake oraz jedna z najlepszych hard rockowych w ogóle i to nie tylko ze względu na zawartość muzyczną, ale także ze względu na doskonałą produkcję. Steve Vai zagrał tu jedne ze swoich najlepszych solówek, a reszta muzyków również dała z siebie wszystko. Kolega, który miał okazję oglądać Białego Węża podczas koncertu w Niemczech na początku lat dziewięćdziesiętych, gdzie występował i Vai i Vandenberg, twierdzi, że był to jeden z występow stulecia. I ja mu wierzę.
Oficjalna strona zespołu: www.whitesnake.com
Guitarrizer grudzień 2003
|