|
Skład: David Coverdale - śpiew; Adrian Vandenberg - gitara; Guy Pratt - gitara basowa; Denny Carmassi - perkusja; Bret Tuggle - instrumenty klawiszowe
Produkcja: David Coverdale
Któż po ośmiu, a właściwie siedmiu, latach milczenia (nie licząc doskonałego projektu "Coverdale & Page") spodziewał się nowej płyty Whitesnake? Kto mógł przewidzieć, w jakim kierunku w razie ewentualnego powrotu pójdzie David Coverdale? Czy zostanie przy estetyce "1987" i Slip Of The Tongue, która przyniosła mu hordy fanów (i fanek) oraz sporą fortunę, uczyniła ikoną MTV (za czasów świetności tej telewizji), czy też znajdzie zupełnie nowy kierunek muzycznej samorealizacji? Jakby na przekór David nie wybrał żadnej z tych dróg, skrzyknął nowy skład, ze starego pozostawiając jedynie gitarowego herosa Adriana Vandenberga i... nagrał Restless Heart.
"Niespokojne Serce" okazało się wysmakowanym powrotem do pre - hair metalowego okresu, znów dały o sobie znać blues rockowe, rhytm'n'bluesowe i soulowe fascynacje lidera, pojawiły się doskonałe nawiązania do takich klasyków jak Lovehunter czy Ready An' Willing. Cekiny zostały strząśnięte z marynarki, latex został zastąpiony przez jeans, Coviemu przybyło lat. Pierwsze co zaskakuje po przesłuchaniu płyty, to doskonała forma Davida. Znów możemy się cieszyć głębokim uduchowionym głosem, czasem tylko sprawnie wzmocnionym przez cudny hard rockowy wrzask. Vandenberg nie wymiata jak to miał w zwyczaju, lecz po prostu gra wydobywając ze swego instrumentu prawdziwie szczere dźwięki. Nic tutaj nie jest grane na siłę i wszystko zostało stworzone z wielką pasją i radością grania. Album urzeka już od pierwszych dźwięków, gdy z ciszy wyłania się wzruszająca i szczera do bólu ballada Don't Fade Away, stworzona według najlepszych, dawno wypracowanych przez zespół balladowych wzorców. David osiąga wyżyny wokalne, a robi to w przejmujący sposób, również za pomocą doskonałego tekstu, dzieląc się ze słuchaczem nie zawsze kolorowymi wspomnieniami ze swego życia. Warto zauważyć, jak krystalicznie czysty jest tutaj jego głos, jakby nienaruszony latami zdzierania gardła. Z błogostanu w żaden sposób nie wyrywa nas czarująca Piosenka All In The Name Of Love, ani trzeci utwór pt. Restless Heart, chociaż w tym przypadku jest już nieco bardziej dynamicznie. Utwór tytułowy to oczko puszczone w stronę wielbicieli Węża AD 1984 - 1990, jest bardzo przebojowo, mamy wyraźny charakterystyczny gitarowy riff... Too Many Tears, zilustrowane również doskonałym teledyskiem, trafiło już bez wątpienia do zaszczytnego grona rockowych klasyków. Znów ballada, znów mistrzowska, nieskończenie smutna (tytuł zobowiązuje), wyciszona a przy tym wpadająca w ucho. Ale Biały Wąż nie byłby Białym Wężem, gdyby na jego płycie nie znalazł się chociaż jeden porządny hard rockowy numer, na Restless Heart jest nim Crying... Jest to prawdziwa burza z piorunami, ciężki kawał hard rocka przywodzący na myśl (może nawet takie było zamierzenie) Sill Of The Night z 1987 r. Coverdale pokazuje tutaj, że nadal potrafi się porządnie wydrzeć i tym samym wprawić w kompleksy niejednego młodego adepta sztuki wokalnej. Stay With Me (cóż za melodyka w zwrotkach!!!) i Can't Go On to prawdziwie blues rockowy Wąż, poziom dramatyzmu i głębia emocjonalna sięgają tu niemal zenitu. Nie mogło oczywiście zabraknąć miejsca dla rock'n'rollowej beztroski, tutaj reprezentuje ją świetne skoczne You're So Fine. I już nóżka zaczyna przytupywać a buźka przyśpiewywać razem wraz z żeńskim chórkiem "Ooooh, You're So Fine". Niezbędna porcja pozytywnej energii. W końcu Your Precious Love. Bardzo przypadł mi do gustu ten utwór, nie tylko za sprawą refrenu (tutaj fenomenalnego), co, jak wielokrotnie wspominałem, jest domeną Whitesnake. Ten kawałek jest po prostu urzekający, Vandenberg delikatnie muska struny swej gitary wydobywając z niej prawdziwie boskie dźwięki, a Coverdale... Czasem się zastanawiam, czy ten głos nie jest wynikiem paktu z Rogatym... Zbyt pięknie, zbyt pięknie, moi mili. Duże wrażenie robi dramatyczne Take Me Back Again, gdzie Flying Dutchman znów raczy nas świetnym solem, klimat staje się mroczniejszy, bardziej posępny... I te słowa: "Now I smoke a lot of cigarettes, an I've been drinkin' too much wine". W połączeniu z muzyką przenosi nas to do jakiejś ciemnej zadymionej speluny, wprost nad kieliszek... no może nie wina... Sugestywne. Ostatni, na europejskim wydaniu płyty, utwór to pozostałość po dream teamie Coverdale And Page, czyli Woman Trouble Blues. Dużo tu Led Zeppelin, czemu trudno się dziwić, zważywszy na wcześniejszą współpracę tych panów. Adrian Vandenberg momentami idealnie naśladuje styl gry Jimmiego Page'a, Coverdale w chwilach szczególnych uniesień przybiera prawdziwie Plantowską manierę. Utwór to przepiękny, pełen bluesowej mocy, pełen ciężaru i błyskotliwych rozwiązań. Znów Coverdale'owski tekst o niegrzecznej femme fatale i pokrzywdzonym przez nią mężczyźnie (echa Mistreated?). Japońskie wydanie Restless Heart bogatsze jest o trzy dodatkowe utwory, Anything You Want, dość ostre Can't Stop Now i instrumentalną, trochę żartobliwą jazdę zatytułowaną OI. Doskonale pasują one do całości płyty i uważam, że powinny funkcjonować jako jej integralna część na całym świecie.
Tak właśnie kończy się genialny come back wspaniałego zespołu. Tą płytą Coverdale narobił nam wielkie nadzieje, z których niezbyt się wywiązał. Restless Heart świadczy, bowiem, o wielkim potencjale jaki nadal cechuje zespół (Whitesnake = Coverdale), brak tutaj słabej kompozycji, brak wypełniaczy, wszystko zagrane jest z wielkim pietyzmem, ogromną dawką profesjonalizmu. Restless Heart to muzyczna rozkosz, niestety brak jej kontynuacji... Teraz wreszcie jest szansa, że doczekamy się następczyni...
Oficjalna strona zespołu: www.whitesnake.com
BlackHeart grudzień 2003
|