|
Skład: David Coverdale - śpiew; John Sykes - gitara; Neil Murray - gitara basowa; Aynsley Dunbar - perkusja Gościnnie: Bill Cuomo - instrumenty klawiszowe; Don Airey - instrumenty klawiszowe; Adrian Vandenberg - gitara
Produkcja: Mike Stone i Keith Olsen
Dziesiątki milionów sprzedanych egzemplarzy tej płyty już powinno być rekomendacją, wskaźnikiem, że coś w tym dziele musi być, skoro w 1987 r. fani rocka tłumnie uderzyli do sklepów muzycznych, a i dziś krążek sprzedaje się całkiem nieźle.
"1987" było powrotem w najlepszym stylu, ostatecznym określeniem tożsamości muzycznej Białego Węża i ogromnym sukcesem komercyjnym. Dave mógł śmiało mówić o twórczym spełnieniu, przecież połączenie zwycięstwa na polu sztuki i na "rynku zbytu" to marzenie niejednego muzyka, które bardzo rzadko się spełnia... Ostatecznie "rok 1987" sprzedał się w niebotycznej ilości egzemplarzy i do dziś znajduje się na liście bestsellerów wszechczasów. Pan Coverdale wspaniale zapracował sobie na godną emeryturę, o której jak widać jeszcze nie myśli (po 5 latach absolutnej ciszy Whitesnake powrócił w 2003 roku). "1987" jest jak "the best of...", każdy utwór porywa z taką samą siłą, każdy utwór dopracowany jest do ostatniej nuty, każdy jest potencjalnym przebojem (na listach przebojów królowało ich aż 7). Zacznijmy jednak od początku, niech płyta będzie naszą autostradą a każdy z utworów przytulnym lub oferującym dzikie rozkosze zajazdem. Rozpoczynając podróż natrafiamy na potężne Still Of The Night, które stało się jednym z największych przebojów "osiemdziesiątki siódemki". Utwór jest po prostu genialny, mamy tutaj połamany rytm, pełen żaru głos Davida, wspaniale pracująca sekcję Dunbar - Murray i nokautująca gitarę Sykesa. W pamięć szczególnie zapada nagłe zwolnienie w środku utworu, gdzie dźwięki imitują skrzypce, gitara mruczy niepokojąco, lub odzywa się jakby z oddali, a wszystko to akompaniuje erotyzujacemu głosowi Coverdale'a. Wspaniałe pełne inwencji solo Sykesa, tekst jednoznacznie traktujący o seksie, kompozycja perfekcyjna... Bad Boys, drugi przystanek na naszej trasie, to już nieokiełznany żywioł, heavy metalowa energia, szybkie tempo, szybka solówka, barrrrdzo niegrzeczny wokalista i arcychwytliwy refren. Aż chce się wstać i oddać szaleństwu headbangingu. Odpocząć nie pozwala nam Give Me All Your Love Tonight, mimo iż jest kawałkiem nieco wolniejszym i odpowiednio zmiękczonym przez brzmienie klawiszy. To wcale nie jest zarzut, owe zmiękczenie tylko uszlachetnia wspaniałą całość. Znów David i John Sykes, główni twórcy "1987" mogą poszczycić się przecudnym refrenem, który jak symbiont na stałe osiedla się w naszym mózgu. W końcu Looking For Love. Pełna pasji wielopłaszczyznowa ballada okraszona wyczerpującym smakowitym gitarowym solo i przesycona prawdziwą dramaturgią. Powolny rozmarzony wstęp prowadzi do powolnej eskalacji wszelakich uczuć, jakie rodzą się u człowieka szukającego miłości. Całości dopełnia typowo Coverdale'owski tekst, smutny, romantyczny, taki za jakie kochamy tego gościa. Najcudowniejsza uczta dla duszy. Piąty przystanek na naszej drodze to stary poddany retuszowi utwór Węża pt. Cryin In The Rain, który pierwotnie ukazał się na Saints & Sinners z 1982 roku. Pierwsze, co "zabija" podczas słuchania tego utworu, to mocna gitara Sykesa i niesamowicie potężne brzmienie sekcji rytmicznej. Zgodnie z konwencją, "Cryin..." zostało odpowiednio zmetalizowane, solówki gitarowe zyskały więcej wirtuozerii, Covi popisał się odpowiednio szeroką skalą zahaczając nawet o falset (co na tej i następnej płycie jest raczej normą). Po pięciu i pół minutach na tym burzliwo - deszczowym postoju przenosimy się w bardzo spokojny zakątek... Is This Love dla wielu jest balladą archetypiczną, wzorcową, przykładem utworu doskonałego. Zgadzam się. Tutaj wszystko ma swoje miejsce, wszystko dopracowane jest do perfekcji z dbałością o najmniejszy szczegół. Głos Davida po prostu paraliżuje, melodia urzeka, dawka uczuć zawartych w pięknych dźwiękach jest tak ogromna, że u bardziej wrażliwych wywołuje osobliwe łzawienie ;) No cóż, w końcu mamy do czynienia z wielkim przebojem a zarazem dziełem sztuki. Jeśli nasz samochód sunie autostradą, gdzieś w pobliżu słonecznej Californii, to w radio zapewne słyszymy Straight For The Heart. Optymistyczny i pełen ognia kawałek. Prawdziwy soft metalowy killer, jakich niby pełno było w tamtych wspaniałych czasach, jednakowoż... co Whitesnake, to Whitesnake. Po tej dawce pozytywnej energii znów nastał czas na odrobinę zadumy... Don't Turn Away zaczyna się spokojnie, Covi znowuż czaruje, klawiszowe tło buduje odpowiedni nastrój. W miarę upływu czasu emocje rosną, aż w końcu docieramy do kolejnego zapadającego w pamięć refrenu. Coś niesamowitego. Children Of The Night to kolejna porcja ostro przyprawionej przebojowości w tym
hard rockowym zajeździe. Znów perfekcja, znów działanie w pełni zaplanowane. Punktem kulminacyjnym i dla wielu pierwszym powodem do nabycia "1987" jest zapewne Here I Go Again, znów przypomnienie utworu z płyty Saints And Sinners. Cóż więcej można o tym pisać. Świetne? To za mało. Genialne? To zbyt banalne. Z resztą, któż nie zna tego kawałka, największego przeboju Whitesnake. Naszą podróż zamyka You're Gonna Break My Heart Again. Wąż nie spuszcza z tonu, jest dynamicznie, jest hiciarsko, jest więcej niż dobrze.
"1987" to płyta wielka i co do tego nie ma wątpliwości. Mimo iż głos Coverdale'a nie jest już tak uduchowiony jak na poprzednich wydawnictwach, mimo iż umknął gdzie ten przaśny rhytm'n'bluesowy klimat, więcej jest tu ekwilibrystyki wokalnej, więcej popisów gitarowych. Dla wielu "1987" to największe dokonanie Whitesnake, a ja w pełni zgadzam się z tą opinią. Pod koniec lat '80 wielu chciało dogonić Whitesnake, ale... Whitesnake to Whitesnake ;) Absolutny kanon.
Oficjalna strona zespołu: www.whitesnake.com
BlackHeart grudzień 2003
|