Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

W.A.S.P. - Unholy Terror [2001]
Wydawca: Metal-Is Records / Phantom Sound & Vision / JVC Japan

  1. Let It Roar
  2. Hate To Love Me
  3. Loco-Motive Man
  4. Unholy Terror
  5. Charisma
  6. Who Slayed Baby Jane?
  7. Euphoria
  8. Raven Heart
  9. Evermore
  10. Wasted White Boys
  11. Hate To Love Me [Karaoke Mix] [japoński bonus track]
Unholy Terror

Skład: Blackie Lawless - śpiew, gitara rytmiczna, gitara basowa; Stet Howland - perkusja; Mike Duda - gitara basowa, Chris Holmes - gitara prowadząca
Gościnnie: Franki Banali - perkusja; Roy Z - gitara prowadząca w [6, 10]; Valentina - chórki

Produkcja: Blackie Lawless

K.F.D. zraziło do siebie zatwardziałych fanów W.A.S.P. klimatami industrialnymi, ale Helldorado wieściło powrót do klasycznego stylu gry ekipy Blackiego. Unholy Terror kontynuuje "właściwą" ścieżkę, z tym że nie jest już tak wesołe swoim klimatem jak studyjny poprzednik, warstwa tekstowa znów staje się bardziej "zaangażowana".

Nie wiem, czemu tyle zwlekałem z zabraniem się za ten krążek. Kiedy ukazał się w 2001 r., miałem pełną świadomośc jego istnienia, a jakoś nie ciągnęło mnie, by zabrać się za jego przesłuchanie. Może to jakieś echa po niezbyt udanym K.F.D., a może miałem wtedy ciekawsze kapele w odtwarzaczu, nie pamiętam... Tak więc zabieram się za tę płytę dopiero teraz, po latach i okazuje się, że wbrew krytyce wielu fanów jest to materiał, który się broni. Brzmieniowo nie jest jakoś szczególnie odległy od tego, co Lawless i jego ekipa obrazoburców robiła na The Last Command i The Headless Children, może tylko więcej tu łomotu, a mniej melodii. Takie jest chociażby Let It Roar, które ma zaczyt otwierać płytę. Ostre gitary są znakiem rozpoznaczym tego kawałka, no i oczywiście charakterystyczny głos i maniera śpiewania lidera formacji. Fani znający klasyczne krążki grupy powinni być usatysfakcjonowani. Podoba mi się następne w secie Hate To Love Me, gdzie z kolei mamy jakieś nawiązania do krążka Still Not Black Enough. Fajne wejście przypominające Hammondy, potem nieco skocznych rytmów, wreszcie wchodzą gitary ze swym specyficznym brzmieniem. No właśnie, brzmienie trochę jakby niedopracowane, na wpół garażowe i jest to chyba jedyny mankament tego utworu. Rozumiem, że na początku XXI wieku nikt już nie chciał wyłożyć miliona dolarów na produkcję. Narzekać nie można na Loco-Motive Man, znów mamy tutaj stare, dobre W.A.S.P.. Kłaniają się czasy drugiej płyty, ale poważniejsza tematyka liryków musi natomiast kojarzyć się z późniejszymi wydawnictwami tej ekipy. Numer opowiada o jednostce, która straciła kontrolę nad sobą i nad którą kontrolę straciło społeczeństwo. Podobno ścieżka została zainspirowana serią strzelanin w amerykańskich szkołach. Unholy Terror jest dość krótkie i przy tym nietypowe. Niby mogłaby to być jakaś ballada, niby jakiś epicki numer, który skojarzyłby mi się ze Spinal Tap i ich Rock And Roll Creation / Stonehenge. Nieźle wprowadza ono w klimat kolejnej pozycji w zestawie - Charisma. Tempo nagrania i jego ogólny nastrój dobrze pasują do tematyki tekstów. Blackie śpiewa o tych, co poprzez religię kontrolują masy i mroczność melodii idealnie współgra z tematem kompozycji. Fajerwerków i jakichś popisów technicznych tu nie ma, ale nie o to tutaj przecież chodzi. Who Slayed Baby Jane? nie grzeszy wprawdzie oryginalnością, bo można w nim znaleźć echa kilku piosenek z zamierzchłej przeszłości zespołu, jednak dla fanów tego typu stylistyki grania to zwyczajnie kolejna porcja strawy. Kawałek niczym nas nie zaskoczy, za to dostaniemy dokładnie takie W.A.S.P., jakie uwielbiamy. Dalej muzycy serwują słuchaczowi instrumentalną ścieżkę o tytule Euphoria. To dziwne uczucie słyszeć coś takiego na płycie "Seksualnych Perwersów", zwłaszcza gdy przyzwyczailiśmy się do szybszych i ostrzejszych nagrań. Tu jest wolno, nastrojowo, nieco melancholijnie. Może być, o ile ma się akurat odpowiedni humor do słuchania takich rzeczy. Raven Heart podoba mi się z bardzo prozaicznego powodu - przypomina kawałki Running Wild, które też lubię. Posłuchajcie owego numeru i sami powiedzcie, czyż to nie rytmika i styl grania rodem z drużyny Kasparka? Oczywiście są i różnice, mianowicie chodzi o głos Blackiego, no, ale czymś musiały się kompozycje obu kapel różnić. Przed finiszem pewnego rodzaju deja vu, mianowicie utwór Evermore, który jest swego rodzaju bliźniaczą kontynuacją Forever Free z albumu Headless Children, z tym że tam więcej było części balladowych. Całościowo chyba słabszy od pierwowzoru, niemniej jednak na tyle dobry, że da się go słuchać. Wydawnictwo kończy się "waspową" wizją rock'n'rolla, zatytułowaną Wasted White Boys. Grupa Blackiego miała takich nagrań pełno i gdyby zaistniała kiedyś potrzeba zademonstrowania komuś, o co w muzyce .W.A.S.P. chodzi, to ten kawałek mógłby posłużyć za jej przykład. Takie nagrania można na upartego nawet tańczyć.

Sporo na krążku nawiązań do takich wydawnictw jak The Last Command, Headless Children, czy The Crimson Idol, co powinno już być samo w sobie odpowiednią rekomendacją dla wahających się, czy po płytę sięgnąć. Patrząc na album z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że jak na rok jego wydania, jest to pozycja naprawdę godna uwagi.

Oficjalna strona zespołu: www.waspnation.com

Guitarrizer
listopad 2010