Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

W.A.S.P. - Inside The Electric Circus [1986]
Wydawca: Capitol Records / Navarre Corporation / Snapper Classics UK / Musicrama Inc

  1. The Big Welcome
  2. Inside The Electric Circus
  3. I Don't Need No Doctor
  4. 95-N.A.S.T.Y.
  5. Restless Gypsy
  6. Shoot From The Hip
  7. I'm Alive
  8. Easy Living
  9. Sweet Cheetah
  10. Mantronic
  11. King Of Sodom And Gomorrah
  12. The Rock Rolls On
  13. Flesh And Fire (Bonus Track-7'B-Side)
  14. D.B. Blues (Bonus Track-12' B-Side)
Inside The Electric Circus

Skład: Blackie Lawless - śpiew, gitara; Chris Holmes - gitara prowadząca; Steve Riley - perkusja, chórki; Johnny Rod - gitara basowa, chórki

Produkcja: Blackie Lawless

Inside The Electric Circus to trzeci studyjny album W.A.S.P. i pierwszy, na którym Blackie Lawless zagrał nie na basie, a na gitarze elektrycznej. Sam lider wielokrotnie w wywiadach podkreślał, że to najmniej lubiany przez niego krążek formacji, choć nie wiem, dlaczego akurat taka opinia. Ja pozwolę sobie mieć inne zdanie niż naczelny W.A.S.P. i postaram się w miarę obiektywnie nakreślić obraz tej płyty.

Całość zaczyna się półtoraminutowym intrem The Big Welcome, które wprowadza nas w zwariowany świat perwersyjnego cyrku Lawlessa. Utwór tytułowy rusza z pełną parą jak typowy kawałek W.A.S.P. Jest dość szybki i posiada zapamiętywalny refren. Tyle, bez specjalnych rewelacji. Dalej cover Raya Charlsa I Don't Need No Doctor, w mojej opinii jeden z lepszych kawałków, które doczekały się ponownej interpretacji. Wiadomo, że Charlesowi raczej daleko do metalu, ale Blackie postarał się o odpowiednią aranżację. Powtarzane w kółko słowa refrenu, są zrobione dokładnie w taki sposób, że numeru słucha się jak autorskiego pomysłu Lawlessa. Dodatkowo w pewnym momencie mamy do czynienia z fragmentem, który kojarzy mi się z Running Wild, chociaż ekipa Kasparka robiła takie rzeczy poźniej. 9.5. N.A.S.T.Y., też jeden z bardziej znanych kawałków z tego krążka, nie zawodzi. Co ciekawe, numer rozkręca się niczym Wild Child, ale to nie jedyny utwór na płycie, który posiada ten patent. Blackie niemal ryczy jak lew do mikrofonu, co od razu mi nasuwa skojarzenia z okładką, gdzie możemy oglądać lidera W.A.S.P. w klatce ;). Tak czy owak, numer bardzo udany, chociaż mnie bardziej podoba się następny Restless Gypsy. Mniej popularny, ale moim zdaniem tutaj Wild Child lepiej obrobiono ;). W sumie kawałek to bardzo podobny do tego znanego hitu zespołu i tym samym jeden z moich ulubionych w repertuarze grupy. Shoot From The Hip ujawania dalsze ciągotki wokalnej bestii, jaką niewątpliwie był wówczas Lawless. Sam utwór nie jest może jakiś rewelacyjny, chociaż w miarę zapamiętywalny. Takich numerów było więcej na poprzedniej płycie (trochę riffów a'la AC/DC nie zaszkodzi). I'm Alive za to jak dla mnie jeden z najlepszych utworów na tym krążku i w ogóle w katalogu tego zespołu. Myślę, że największe zadatki na potencjalny przebój (nie wiem dlaczego tego nie wykorzystano), no i tutaj warto wspomnieć o tekście, gdyż Blackie, nękany wówczas przez różne organizacje oskarżające muzyków metalowych o demoralizację młodzieży, postanowił napisać swój protest song, że tak to ujmę. Kawałek ma bojowe tempo i niewykluczone, że dla wielu to najlepsza kompozycja na płycie (zwiastuje wszak to, co Blackie zaprezentuje na kultowym The Crimson Idol). Zaraz po nim kolejny cover, tym razem kawałek z repertuaru Uriah Heep. Easy Living brzmi zadziwiająco scorpionsowato, chociaż ciężko akurat porównać Lawlessa z Klausem Meine. Same jednak linie wokale podchodzą pod to, co proponowała niemiecka załoga. Muzycznie ciężej niż oryginał, bardziej motorycznie... po prostu heavy metal. Sweet Cheetah to numer dla rasowych zboków i zaczyna się solidnym riffem oraz motorycznie nabijanym przez pałkera rytmem. Niestety trochę traci impet, kiedy wchodzi podkład pod linie wokalne. Gitara ogranicza się do pojedycznych akordów wybrzmiewających gdzieś w tle. Numer zrobiony na siłę i czuć to choćby w refrenie, gdzie dalsza modulacja była konieczna, by nie popełnić autoplagiatu. Mimo tego nie przeszkadza mi jakoś specjalnie w tym momencie krążka. Piękny, nastrojowy wstęp do Mantronic zwiastuje jakąś balladę... może na miarę Cries In The Night? Niestety nic z tego, bo po pół minuty rusza z ostrym metalowym riffem. Refren tego kawałka to czysty kanibalizm artystyczny i gdyby nie powrót do tego nastrojowego fragmentu w dalszej części utworu, całkiem by ten kawałek 'leżał'. A tak się wybronił, także dzięki całkiem niezłej solówce. O następnym numerze trudno mi pisać bez emocji. Dla mnie być może najlepszy numer W.A.S.P. w całej ich karierze. King Of Sodom And Gomorrah zaczyna się riffem z piekła rodem. Numer na pewno dla fanów sado maso, ale dla mnie przede wszystkim idealnie ukazana jest tutaj siła kultu cielca zaszczepiona w rock and rollu ;). Można by mnożyć alegorie, a nie zmienia to faktu, że obok słynnego Animal (Fuck Like A Beast) to najbardziej bezczelny numer zespołu (nawet trochę podobny riff i dokładnie ta sama rytmika). The Rock Rolls On końcy oficjalnie krążek. Dla mnie album obszedłby się bez tego kawałka. Taka gorsza wersja Blind In Texas. Może wstydu muzykom nie przynosi, ale podniecać się czym nie ma.

Biorąc się za podsumowanie całości należy przede wszystkim spojrzeć na tak zwane "highlights" krążka, a tych jest tutaj całkiem sporo. Kilka kawałków spokojnie mogłoby wejść do klasyki, jak np. Restless Gypsy, I'm Alive czy King Of Sodom And Gomorrah. Czemu nie weszły? Ciężko powiedzieć, jakichś specjalnie słabych momentów tutaj nie ma i płyta jest bardziej spójna niż poprzednia. Jak dla mnie to jeden z lepszych albumów W.A.S.P., jakże niedoceniony, choć do 'Doktorka' wielu szalonych rock and rollowców po dziś dzień pląsa.

Oficjalna strona zespołu: www.waspnation.com

LSDisease
lipiec 2008