Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

W.A.S.P. - Babylon [2009]
Wydawca: Global Music / Demolition Records

  1. Crazy
  2. Live To Die Another Day
  3. Babylon's Burning
  4. Burn
  5. Into The Fire
  6. Thunder Red
  7. Seas Of Fire
  8. Godless Run
  9. Promised Land
Babylon

Skład: Blackie Lawless - śpiew, gitary; Doug Blair - gitara prowadząca, gitara rytmiczna; Mike Duda - gitara basowa; Mike Dupke - perkusja

Produkcja: Blackie Lawless

W niezmienionym składzie, po dwóch latach od ukaznia się świetnego Dominatora, legenda amerykańskiego heavy metalu wraca z nowym krążkiem o mocnym tytule Babylon. Na okładce widzimy czterech upiornych jeźdźców Apokalispy opuszczających płonące miasto Babilonu. I jeśli chodzi o okładkę, to Babylon bije Dominatora na głowę, a jeśli chodzi o same kompozycje?

Każdy, kto zna styl W.A.S.P. wie mniej więcej, czego można się spodziewać. W okresie długiej bo 25 letniej kariery wydawniczej zespołu, żaden z albumów nie odstawał stylistycznie od reszty, a Blackie korzysta z opracowanego przez siebie patentu do utworu Wild Child, okazjonalnie wplatając go w swoje kolejne kawałki. I kiedy zaczyna się Crazy mam dokładnie takie skojarzenia. Następny klon Wild Child. Problem w tym, że raz udaje się ten patent opracować dobrze (Teacher), raz tak sobie i pod tę kategorię podpada niestety Crazy. Nie jest to rzecz jasna jakaś kompletnie nieudana kompozycja, ale wydaje się strasznie wymęczona. Trzeba jednak powiedzieć uczciwie, że chłopaki są w dobrej formie, a Blackie śpiewa jak dawniej z odpowiednią dozą zadziorności w głosie. Znacznie lepiej wypada utwór z pozycji numer dwa. Jest to dynamiczna porcja metalu, lecz z melodyjnym refrenem a'la KISS. Numer nawiązuje do killerskiego Hell For Eternity z Dying For The World, co liczy się naturalnie na plus. No i przede wszystkim nie ma tutaj męczenia buły jak w poprzednim numerze. Babylon's Burning to już takie W.A.S.P., jakie lubię najbardziej, czyli siarka, rzeź niewiniątek i pieprzony rock and roll. Galopujące tempo kojarzy mi się z utworem Chainsaw Charlie ze słynnego Karmazynowego Idola i ta mówiona partia w dalszej części kawałka to jakby kalka bliźniaczej partii z Morderstw W New Morgue. Innymi słowy kanibalizm z klasą. No więc dla odprężenia cover Deep Purple Burn. Kawałek był już gotowy na Dominatora, jednak tam się z jakichś powodów nie pojawił. Został więc wpechnięty na Babylon. Podejrzewam, jaki był tego powód. Otoż nawet z Burn krążek Babylon to krótka płyta, a przecież dodano tutaj jeszcze jeden cover - Promised Land Chucka Berry'ego (chyba dla żartu). A więc postarano się, by był to longplay a nie jakieś EP. Klasyki się nie deprecjonuje, więc komentował nie będę. Przeskakujemy do Into The Fire, które to robi chyba za balladę. To taka ballada w stylu W.A.S.P., czyli power ballad z lekko przesadzonym, ale jakże pasującym do takiego stylu dramatyzmem. Pamiętacie Sleeping (In The Fire) z debiutu? To właśnie coś w tych klimatach i muszę przyznać, że całkiem dobrze się tego słucha. Z drugiej strony aż 6 minut to chyba lekka przesada. Poprzednio ten patent opędzono w 3 i pół. Czepiam się. Thunder Red zgodnie z oczekiwaniami po przeczytaniu tytułu, szybki wymiatający kawał heavy rock and rolla. Niezbyt zapada w pamięć niestety, ale mieści się w kanonie WASPowej stylistyki. Na The Last Command byłby w każdym razie niezauważalny, podoba mi się jednak solówka tego kawałka. Takie sobie popisy perwersów. Początek Seas Of Fire to kopia Mercy z poprzedniej płyty. Dalej tempo zostaje zwiększone i mamy tutaj coś na kształt Stone Cold Killers z Dying For The World, chociaż nie aż tak świetnie. Mimo wszystko utwór jest jednym z lepszych w zestawie. Po prostu piekło, Szatan i wypalanie żywym ogniem. Heavy fucking metal. Nuff said. Godless Run to druga ballada w zestawie. Tym razem nieco subtelniejsza niż Into The Fire, więc o żadnym sado maso nie ma mowy. Zwracają uwagę lekko bluesowe zagrywki gitary i eteryczny klimat kompozycji. W sam raz na koniec płyty. Chociaż na tym niestety nie koniec. Zespół raczy nas bowiem coverem Chucka Berry'ego Promised Land, o którym lepiej szybko zapomnieć. Brzmi to po prostu jak parodia tego klasyka, a niektóre rzeczy powinny zostać nietknięte. Najbardziej irytuje Blackie bawiący się w Elvisa Presleya. It doesn't work. 43 minuty to niezbyt wiele jak na współczesne standardy, ale może to i lepiej, wydaje mi się bowiem, że Blackie nie miał wystarczająco dużo dobrych pomysłów na album, a Babylon wydano jakby na siłę, zbierając co się da i firmując to szanowaną nazwą.

Komu polecić? Przede wszystkim fanom W.A.S.P. Ci znajdą tutaj coś dla siebie, bowiem Lawless przerobił parę swoich starych pomysłów i opatrzył je nowymi tytułami. Komu jeszcze? Komuś, kto chce dobrego rock and rolla w zmetalizowanej postaci, bo W.A.S.P. to porządna firma i nie sprzedali się jakimś nowym trendom. Jeśli jednak ktoś W.A.S.P. nie zna i planuje dopiero zapoznać się z tym zespołem, to polecam raczej inne płyty. Tutaj mamy zaledwie namiastkę tego, na co stać Lawslessa.

Oficjalna strona zespołu: www.waspnation.com

LSDisease
październik 2009