|
Skład: Blackie Lawless - śpiew, gitary; Doug Blair - gitara prowadząca, gitara rytmiczna; Mike Duda - gitara basowa; Mike Dupke - perkusja
Produkcja: Blackie Lawless
W niezmienionym składzie, po dwóch latach od ukaznia się świetnego Dominatora, legenda amerykańskiego heavy metalu wraca z nowym krążkiem o mocnym tytule Babylon. Na okładce widzimy czterech upiornych jeźdźców Apokalispy opuszczających płonące miasto Babilonu. I jeśli chodzi o okładkę, to Babylon bije Dominatora na głowę, a jeśli chodzi o same kompozycje?
Każdy, kto zna styl W.A.S.P. wie mniej więcej, czego można się spodziewać. W okresie długiej bo 25 letniej kariery wydawniczej zespołu, żaden z albumów nie odstawał stylistycznie od reszty, a Blackie korzysta z opracowanego przez siebie patentu do utworu Wild Child, okazjonalnie wplatając go w swoje kolejne kawałki. I kiedy zaczyna się Crazy mam dokładnie takie skojarzenia. Następny klon Wild Child. Problem w tym, że raz udaje się ten patent opracować dobrze (Teacher), raz tak sobie i pod tę kategorię podpada niestety Crazy. Nie jest to rzecz jasna jakaś kompletnie nieudana kompozycja, ale wydaje się strasznie wymęczona. Trzeba jednak powiedzieć uczciwie, że chłopaki są w dobrej formie, a Blackie śpiewa jak dawniej z odpowiednią dozą zadziorności w głosie. Znacznie lepiej wypada utwór z pozycji numer dwa. Jest to dynamiczna porcja metalu, lecz z melodyjnym refrenem a'la KISS. Numer nawiązuje do killerskiego Hell For Eternity z Dying For The World, co liczy się naturalnie na plus. No i przede wszystkim nie ma tutaj męczenia buły jak w poprzednim numerze. Babylon's Burning to już takie W.A.S.P., jakie lubię najbardziej, czyli siarka, rzeź niewiniątek i pieprzony rock and roll. Galopujące tempo kojarzy mi się z utworem Chainsaw Charlie ze słynnego Karmazynowego Idola i ta mówiona partia w dalszej części kawałka to jakby kalka bliźniaczej partii z Morderstw W New Morgue. Innymi słowy kanibalizm z klasą. No więc dla odprężenia cover Deep Purple Burn. Kawałek był już gotowy na Dominatora, jednak tam się z jakichś powodów nie pojawił. Został więc wpechnięty na Babylon. Podejrzewam, jaki był tego powód. Otoż nawet z Burn krążek Babylon to krótka płyta, a przecież dodano tutaj jeszcze jeden cover - Promised Land Chucka Berry'ego (chyba dla żartu). A więc postarano się, by był to longplay a nie jakieś EP. Klasyki się nie deprecjonuje, więc komentował nie będę. Przeskakujemy do Into The Fire, które to robi chyba za balladę. To taka ballada w stylu W.A.S.P., czyli power ballad z lekko przesadzonym, ale jakże pasującym do takiego stylu dramatyzmem. Pamiętacie Sleeping (In The Fire) z debiutu? To właśnie coś w tych klimatach i muszę przyznać, że całkiem dobrze się tego słucha. Z drugiej strony aż 6 minut to chyba lekka przesada. Poprzednio ten patent opędzono w 3 i pół. Czepiam się. Thunder Red zgodnie z oczekiwaniami po przeczytaniu tytułu, szybki wymiatający kawał heavy rock and rolla. Niezbyt zapada w pamięć niestety, ale mieści się w kanonie WASPowej stylistyki. Na The Last Command byłby w każdym razie niezauważalny, podoba mi się jednak solówka tego kawałka. Takie sobie popisy perwersów. Początek Seas Of
Fire to kopia Mercy z poprzedniej płyty. Dalej tempo zostaje zwiększone i mamy tutaj coś na kształt Stone Cold Killers z Dying For The World, chociaż nie aż tak świetnie. Mimo wszystko utwór jest jednym z lepszych w zestawie. Po prostu piekło, Szatan i wypalanie żywym ogniem. Heavy fucking metal. Nuff said. Godless Run to druga ballada w zestawie. Tym razem nieco subtelniejsza niż Into The Fire, więc o żadnym sado maso nie ma mowy. Zwracają uwagę lekko bluesowe zagrywki gitary i eteryczny klimat kompozycji. W sam raz na koniec płyty. Chociaż na tym niestety nie koniec. Zespół raczy nas bowiem coverem Chucka Berry'ego Promised Land, o którym lepiej szybko zapomnieć. Brzmi to po prostu jak parodia tego klasyka, a niektóre rzeczy powinny zostać nietknięte. Najbardziej irytuje Blackie bawiący się w Elvisa Presleya. It doesn't work. 43 minuty to niezbyt wiele jak na współczesne standardy, ale może to i lepiej, wydaje mi się bowiem, że Blackie nie miał wystarczająco dużo dobrych pomysłów na album, a Babylon wydano jakby na siłę, zbierając co się da i firmując to szanowaną nazwą.
Komu polecić? Przede wszystkim fanom W.A.S.P. Ci znajdą tutaj coś dla siebie, bowiem Lawless przerobił parę swoich starych pomysłów i opatrzył je nowymi tytułami. Komu jeszcze? Komuś, kto chce dobrego rock and rolla w zmetalizowanej postaci, bo W.A.S.P. to porządna firma i nie sprzedali się jakimś nowym trendom. Jeśli jednak ktoś W.A.S.P. nie zna i planuje dopiero zapoznać się z tym zespołem, to polecam raczej inne płyty. Tutaj mamy zaledwie namiastkę tego, na co stać Lawslessa.
Oficjalna strona zespołu: www.waspnation.com
LSDisease październik 2009
|