Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

WANTED - Too Hot To Handle [2010]
Wydawca: Eönian Records / Nightmare Distribution

  1. Whiskey & Women
  2. Too Hot To Handle
  3. Another Day
  4. Mr. Right
  5. Blue Jean Baby
  6. Lost In Me Forever (L.A. cut)
  7. Be Still My Heart (L.A. cut)
  8. Concert Intro (live)
  9. Anchors Aweigh (live)
  10. Don’t Play With My Head (live)
  11. See It Through (live)
  12. Sidewalk Seducer (live)
  13. Rhythm & Rhyme (live)
  14. Life In The City (live)
Too Hot To Handle

Skład: Robert “Bobby” Sisk - śpiew; Eric “Cruise” Saylors - gitara prowadząca i rytmiczna; Tad Wilson - gitara prowadząca i rytmiczna; Erikk D. Lee - gitara basowa; Scott Cole - perkusja

Produkcja: RJeffrey A. Diehl i Stephen Craig

Fortuna kołem się toczy i zawsze można tylko zgadywać, czy jakaś ekipa uzdolnionych chłopaków się przebije, czy też pozostanie niedoceniona i szerzej nieznana. To ostatnie stało się udziałem Wanted - hair metalowej grupy założonej w latach 80. w Indianapolis, w tamtym okresie próbującej szczęścia poprzez otwieranie koncertów bardziej znanych kolegów z branży, takich jak Enuff Z’Nuff, czy Bad English.

W pewnym momencie kwintet przyciągnął nawet uwagę Geffen Records, jednak do podpisania kontraktu nie doszło z powodu nieporozumień pomiędzy wytwórnią a managerami zespołu. Dopiero po 20 latach zarejestrowany wówczas materiał (częściowo studyjny, a częściowo koncertowy) odkurzyli łowcy "starych, ale jarych" rzeczy z Eonian Records. Pisząc o tych piosenkach nie sposób uniknąć porównań Wanted z Mötley Crüe, którzy najwyraźniej byli dla amerykańskiej załogi najważniejszym wzorem do naśladowania (choć na płycie pojawiają się również pewne zapożyczenia z twórczości Keel, Sweet F.A., Guns N’ Roses czy Aerosmith). Nosowy i gładki, ale jednocześnie nie pozbawiony zadziorności głos Roberta "Bobby’ego" Siska stanowił jakby odpowiedź na wokalizy Vince’a Neila. Sekundował mu dzielnie duet gitarzystów i trzeba docenić fakt, że Saylors i Wilson potrafili zagrać naprawdę porządne rzeczy. A co z samą zawartością muzyczną krążka? No cóż, jego odpalenie zapewni wrażenia porównywalne z podpaleniem lontu od laski dynamitu. W siekącym równo Whiskey & Women rozkołysane riffy w stylu wspomnianego Mötley Crüe spotykają się z wykrzykiwanymi partiami wokalnymi a’la Keel. Po tym krótkim, huraganowym ataku mamy szybki, energetyczny Too Hot To Handle, gdzie gardłowy wciela się w skórę brata bliźniaka Neila, a sam kawałek kojarzy się z szalonymi, imprezowymi rockerami z Dr. Feelgood. Mogę wybaczyć chłopcom bezczelną zrzynkę riffu z Walk This Way Aerosmith w kolejnym Another Day, bo sam bezkompromisowo i brutalnie zagrany numer podnosi ciśnienie niczym mocna kawa. Barowy, "brudny" i zgrzytliwy Mr. Right oparto na dominującej roli rytmów wygrywanych przez świrującą perkusję, pożenionych z bazującymi na bluesie riffami - tak smakowite połączenia tworzyło niegdyś Sweet F.A.. Blue Jean Baby odtwarza tę samą formułę, jaką zastosowano z powodzeniem w Kickstart My Heart pewnego bardziej znanego zespołu - ozdobę utworu stanowi perfekcyjne solo. Aby co bardziej wrażliwi nie dostali palpitacji serca, na pozycji szóstej umieszczono dość schematyczną balladę - w swoim charakterze bardzo zbliżoną do pościelówek Guns N’ Roses - mimo to broniącą się poprzez szczere emocje, które przekazuje. Be Still My Heart to kolejny party rockowy kawałek oparty na "podskakujących" rytmach - tym razem zapatrzony w dokonania kolesi z D’Molls i Keel. W tym momencie pierwsza część albumu się kończy, a dźwięki syren przenoszą nas na estradę - dalej mamy okazję posłuchać Wanted w wersji live. Chociaż od tego momentu jakość dźwięku dramatycznie spada, możemy się przekonać, że nasza piątka była prawdziwym zwierzęciem koncertowym - nieprzewidywalnym, pełnym dzikiego entuzjazmu, energii, witalności. Anchors Aweigh swoimi zdecydowanymi riffami i charakterystycznym śpiewem łączy tradycje wymienionych wcześniej Motleyów i Gunsów. Z kolei konstrukcja Don’t Play With My Head przypomina strukturę Rhythm Of Action Sweet F.A. - tyle, że tutaj riffy są jeszcze cięższe, jakby chciały nas poboksować. W See It Through mamy przeplatankę łagodnych, pseudo-akustycznych partii gitary, z typowo sleaze rockowymi, ostrymi wejściami gitar i perkusji, a wykorzystane tu rytmy i tonacje przywodzą na myśl podejście Love/Hate - co razem daje znakomity numer, w dodatku ze świetną solówką. Krótki, walący prosto z mostu, okraszony metalowymi riffami Sidewalk Seducer to kolejny ukłon w stronę Rona Keela i spółki. Raczej nic nowego nie wnosi motleyowo-bluesujący Rhythm & Rhyme (poza robiącą wrażenie pracą perkusji, rzecz jasna). Podobnie sprawa się ma z Life In The City - solidnie wykonanym, zadziornym, ale sprawiającym wrażenie jednego z tysiąca klonów kawałków panów Neila, Sixxa i Marsa i Lee. I to by było na tyle...

Aby uciec od nudnych podsumowań napiszę tylko, że o ile Too Hot To Handle nie pozwala zaliczyć kwintetu z Indianapolis do kategorii "poszukiwani żywi lub martwi", to zasłużyli oni na zdecydowanie większą rozpoznawalność.

Brak oficjalnej strony zespołu

Hardlover
grudzień 2010