Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

VOXEN - Sacrifice [2010]
Wydawca: Metal Mayhem Music / Statue Records

  1. Change
  2. Blame It On Love
  3. Heroes
  4. Paradise
  5. Mama's Eyes
  6. Sacrifice
  7. Canyon Dance
  8. So Far Away
  9. Shadows
  10. The Eagle
  11. Paradise (live at the Palomino)
  12. The Eagle (live at the Palomino)
  13. Canyon Dance (live at the Palomino)
  14. Shadows (Foundations Forum version)
  15. Paradise (original demo with Stewart Bachelor)
  16. So Far Away (original demo with Stewart Bachelor)
  17. Tears In Your Eyes (demo for Statue Records, with Bob Edmundsen)
  18. Save Me From These Dreams (demo for Statue Records, with Bob Edmundsen)
Sacrifice

Skład: Kory Voxen - gitara rytmiczna, chórki, instrumenty klawiszowe; Craig Kazor - śpiew, chórki; Jimmy Kee - gitara prowadząca; Phil Angus Keller - gitara basowa; John Parker - perkusja

Produkcja: Voxen

Voxen to jeszcze jedna załoga, która reaktywowała się po latach i nawet wiosną 2010 r. ruszyła w trasę koncertową po USA. Styl muzyczny, w jakim porusza się zespół, to melodyjny hard rock. W ręce zupełnie przypadkiem wpadł mi krążek o tytule Sacrifice i po kilkukrotnym obcowaniu z tym wydawnictwem postanowiłem go zrecenzować.

Informacje na temat Voxen są bardzo skąpe i nieścisłe. Grupa powstała w północnej Kaliforni, a konkretnie w Sacramento z inicjatywy gitarzysty Kory'ego Voxena, któremu większy rozgłos przyniosły występy w formacji Talon oraz perkusisty Johna Parkera i basisty Phila Kellera. Udało się jej zaistnieć na scenie Los Angeles, muzycy wystąpili m. in. w show o nazwie "Bootleg Radio". Co do samej płyty o tytule Sacrifice, to natrafiłem na informację, że została ona wydana w już w 1995 r. przez wytwórnię Statue Records, ale obecny wydawca - Metal Mayhem Music - upiera się, że mamy do czynienia z zupełnie nowym materiałem. Dorzucone demówki w formie bonusów sugerowałyby, że płyta z 1995 r. nie była jakimś oficjalnym wydawnictwem... Inna sprawa, że na wkładce do krążka widnieje rok produkcji 2009, a album trafił do sprzedaży dopiero w lutym roku 2010. Dużo pytań się nasuwa w związku z tym faktem, ale już za kilka miesięcy nie będą to sprawy istotne, przyjrzyjmy się zatem zawartości samej płyty. Album otwiera kawałek o tytule Change i na jego podstawie można odnieść wrażenie, że zespół próbuje łączyć wpływy Talon (brzmienie, za które de facto w pewnym stopniu odpowiedzialny jest Ty Sims z Bombay Black, zajmujący się miksowaniem ścieżek), Dokken (charakterystyczna rytmika utworu i praca gitar, solówka), Fifth Angel (wokalista śpiewa z podobną manierą co gardłowy Anioła) i względnie Keel (barwa głosu Craiga przypomina mi nieco głos Rona, choć i do pana Soto też podobieństwa by się znalazły). Może nie żadna rewelacja, jednak numer jest na tyle dobry i melodyjny, że miło się go słucha. Nie inaczej jest z mocno dokkenowym Blame It On Love, który spodobał mi się juz przy pierwszym kontakcie, chyba właśnie ze względu na tę swoją dokkenowatość, zwłaszcza w zwrotkach. Piosenkę ciągną w dół kiepskie chórki w refrenach, lecz za zwrotki i przedrefreny można akurat ten numer pokochać. Heroes zaczyna się strasznie "bezjajecznie" i zbyt mało energicznie, potem przechodzi w nastroje balladowe, by wreszcie ruszyć z pełną mocą dopiero w okolicach solówki. Niestety tylko o tych okolicach mogę powiedzieć coś dobrego, z drugiej strony są one na tyle udane, że warto na nie czekać. Od razu trafił do mnie bardzo przebojowy Paradise - przypominają się stare, dobre lata '80. Ukułem sobie taką oto teorię - ta kompozycja jest rewelacyjna dlatego, że opiera się na riffie podobnym do sławetnego Crazy Train Ozzy'ego Osbourne'a. Posłuchajcie sami, a chyba przyznacie mi rację. Dalej coś dla kobiet, czyli ballada Mama's Eyes. Przy pierwszym podejściu mi jakoś nie weszła, przy kolejnych muszę stwierdzić, że ma dość chwytliwy refren i trzyma klimat. Może się podobać. Nadeszła pora na utwór tytułowy. Sacrifice może zaskoczyć słuchacza już tym, że jest nagraniem instrumentalnym. Niczego złego o tej ścieżce powiedzieć absolutnie nie można, mamy tu bowiem wyśmienitą gitarową robotę wioślarzy, dużo shredderskich popisów, ale co najważniejsze, masę świetnych melodii. Zadbali panowie o moje dobre samopoczucie. Kolejna pozycja z zestawu, czyli Canyon Dance najbliższa jest dokonaniom Keel. Podobieństw cała masa, poczynając od sposobu śpiewania Craiga Kazora, poprzez pracę gitar, a na sekcji rytmicznej kończąc. Bardzo dobry kawałek, w dodatku uzbrojony w fajne solóweczki. Aż chce się go puścić głośniej, by i sąsiedzi mogli go usłyszeć. W zasadzie do niczego nie można się przyczepić w związku z kompozycją So Far Away. Na myśl przychodzą wspaniałe muzycznie lata '80 i w ogóle, czas to wreszcie powiedzieć, cała płyta brzmi tak, jakby była nagrana właśnie gdzieś pod koniec lat '80 i idzie jej to niewątpliwie na plus. Bliżej końca podstawowego setu mamy Shadows, raczej taki sobie, poprawny lecz mało ciekawy utworek. Dużo sztampowego grania, jakiego pełno było na różnych wydawnictwach i tam pełniły one rolę zapychaczy. No cóż, krążki z samymi hitami zdarzają się nadzwyczaj rzadko. Bardzo przyzwoite jest natomiast The Eagle, które powinno spodobać się fanom Dokken (idę o zakład, że wioślarze zasłuchiwali się bez pamięci ekipą Dona). Dobra, zwłaszcza gitarowa robota, no i dużo ciekawsze melodie, bezbłędne linie wokalne. Nad częścią bonusową nie będę się długo rozwodził, bo są to po prostu w większości inne wersje utworów z podstawowego setu. Mamy tu trzy kawałki zagrane na żywo w Palomino i tu docenić można kunszt kapeli, bo słychać, że naprawde potrafią grać i te wszystkie sztuczki z płyty nie były li tylko dziełem majsterkowania w studiu nagrań. Demówki z kolei sa całkiem przyzwoite, chociaż dokucza im słabe brzmienie (So Far Away akurat już w wersji demo brzmiało niczego sobie). Tears In Your Eyes, gdyby nad nim popracowano, też mógłby okazać się niczego sobie utworem, zwłaszcza że wokale są tu zacne. Poleciłbym go fanom wczesnego Jaded Heart. Zamykające krążek Save Me From These Dreams rozpoczyna się od ciekawej orkiestracji, potem zamienia się w dość średnią balladę, która mogłaby jednak być "killerem", gdyby tylko dopracowano brzmienie. Jest tu klimatem i coś z pościelowek Dokken i niemieckiego Bonfire.

Miłośnicy melodyjnego hard rocka lat '80 nie powinni wobec tego krążka przejść obojętnie. Płyta aż kipi od masy wpadających w ucho melodii, nie brakuje solidnej, gitarowej roboty, a materiał jest dość urozmaicony (.hard rockowe, acz melodyjne zadziory i porcja ballad). Album polecam fanom klasycznych nagrań Dokken, Talon, Keel, Fifth Angel, Bonfire, Jaded Heart i Ozzy'ego Osbourne'a.

Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/voxen

Guitarrizer
listopad 2010