|
Skład: Glenn Hughes - śpiew; Dario Mollo - gitara; Max Matis - gitara basowa; Dario Patti - instrumenty klawiszowe; Roberto Gualdi - perkusja
Produkcja: Dario Mollo
Ostatnimi laty zalewani jesteśmy fenomenami muzycznymi rodem z Włoch. Jedni ich podziwiają, inni się śmieją - cóż, życie. Trudno jednak odmówić kalsy komuś, kim zainteresował się nawet nie jeden, a dwóch znanych muzyków. Na myśli mam pana Dario Mollo i jego projekowe romansiki z niejakimi Tonym M. oraz Glennem H... O tym piewszym duecie może kiedy indziej, a tymczasem z radością przedstawię bliżej zainteresowanym to, co panowie wytłoczyli na płytach CD w roku 2000.
Na temat Voodoo Hill dałam sie naprowadzić niechętnie, z myślą "cóż ten staruch Hughes znowu wymyślił", ale entuzjazmu nabrałam już przy pierwszym kawałku. Sensitive rozpoczyna się przemyślanym, spokojnym riffem gitarowym z klawiszami w tle. Dopiero stanowczy krzyk wielkiego mistrza Glenna podgrzewa atmosferę. Nie da się ukryć, że linia melodyczna jaką zapropnował tutaj były wokalista Deep Purple i Black Sabbath, jest na miarę jego możliwości - doskonała. Chórki w refrenach dodają odpowiedniego klimatu swoimi wydłużonymi wygłosami i miarowością, kontrastującą z niespokojną linią wokalną. Coś niesamowitego. Do tego krótka, acz szybka i treściwa solówka i dziękujemy. Co dobre szybko się kończy. Dalej jednak nie jest gorzej. Wstępik był - zapowiedział ambitne granie bez taryfy ulgowej. Jeśli o Disconnected chodzi to osobiście skłądam pokłony do samej ziemi wokaliście, bo sama nie potrafiłabym stworzyć nic konkretnego do tak ciężkiego kawałka. Ta mroczna, miarowa kompozycja musiała być nie lada wyzwaniem postawionym przez Dario Mollo, który sam dał na luz podczas solówki, która bezwzględnie jest najmocniejszym punktem Disconnected. Być może takie przerwanie na chwilę owej mrocznej linii miało na celu zobrazowanie tytułu utwory? Nie będę hiperinterpretować. Grunt w tym, że poziom kompozycji jest najwyższych lotów. Umiarkowanie i ostro już było, czas pokazać się z tej trzeciej, spokojnej strony, czyli to co w hard rocku kocham najbardziej - balladka :). Aksamitny głos, akordy klawiszowe i nieprzesterowana, klasyczna gitara. Może nie tylko mnie skojarzy się ten kawałek z twórczością Michaela Jacksona, przynajmniej z początku. Dalej bowiem jest inaczej. Kulminacyjny śodek kompozycji jest mocno zaznaczony i genialnie wpleciony między spokojne wprowadzenie a energiczną solówkę. Ezio Secomandi brzmi nazwisko perkusisty udzielającego się w The Cage - drugim projekcie Dario Mollo. Zasiadła on za garami w kolejnym na Vodoo Hill utworze - Spun In Lost Wages, napawając go niemal powermetalową werwą. Ta pozycja to juz ostra, zadziorna jazda od jazzowej gitary na początku, do samego przygłuszonego końca. Jeśli jakiś młody, niedoświadczony wokalista chce się spróbować z najlepszymi, proponuje zaśpiewać choć w połowie tak pomysłowo i sprawdzić przyokazji panowanie nad własnym gardłem wzorem Glenna Hughsa w Keep It To Yourself. Kawałek może nie powala na kolana, ale dzięki ciekawostkom wokalnym i bardzo przyjemnym klawiszom w tle słucha się go z zapartym tchem i uśmiechem na zroszonym piwem pysku. Ta wstawka na końcu... to ja nie wiem co to jest :). Znowu powolutku i ładniutko, kop w tyłek i lecimy z 24. Panowie stwierdzają, że dziewczyna z taka liczbą wiosen za sobą jest dla nich za młoda (ciekawe jak ma się to do stanu faktycznego) i mowią jej żewne "goodbye...", powtażając później dosadnie tą samą kwestię:"24". Dobrych balladek nigdy nie za wiele, a tutaj jeszcze taka solówka... ehh:). Jak ja nie lubię poniedziałków. Dario pewnie też, skoro obdarzył Just Another Monday tak brutalnym riffem początkowym. Wszechobecne efekty gitarowe i pogłos wokalu, trudno bez tych osiągnieć technicznych wyobrazić sobie ten utwór, poza tym prosty, acz wpadający w ucho. Teraz sięgnięcie do korzeni i miła niespodzianka dla fanów Deep Purple. Jednym będzie dię podobało, inni stwierdzą, że nie powinno się poprawiać ideału. Cóż... panowie mieli własną koncepcję hitowego The Gypsy. Wersja na dwa gardła i dwie gitary brzmi naprawdę niesamowicie, choć nie chcę tutaj podpaść ortodoksyjnym fanom Deep Purple. Ograniczę się więc może do zaznaczenia, że bardzo podoba mi się ten akcent, to odwołanie do klasyki w nowym, bądź co bądź, wydawnictwie o naprawdę wysokim poziomie artystycznym. Do końca krążka jeszcze tylko dwie pozycje, więc po kolei. Black Leather rozpoczyna się zagrywką z stylu Bucketheada i w tak dziwnym klimacie pozostaje podczas większej części czasu trwania. Nazwałabym go muzyczna awangardą. Może dlatego, że kocham klasykę, a z taką właśnie kojarzy mi się nazwisko wokalisty Voodoo Hill, specjalną sympatią tego utworu nie darzę, nawet mimo jego naprawdę melodycznego refrenu i ciekawie skonstruowanej solówki. Wiele zawsze zależy od kompozycji tytułowej. Dlaczego panowie zachowali ją na koniec? Może po to właśnie, by nie sugerowano się konwenansami. Osobiście uważam, że Voodoo Hill jest jedną z najlepszych pozycji na krążku. Linia gitarowa ma niemal hipnotyczny wydźwięk i aż dziw, że Glenn nie poddał się jej fascynującemu urokowi, a sam dał nielada popis pomysłowości we własnym, niepowtarzalnym stylu. Orientalne motywy wplecione w w przerwy między progami gitary Mollo, którego palce w zawrotną prędkością uderzają w to jeden, to drugi z nich - to jest wirtuozeria dźwięku.
Wokalista klasy Glenna Hughesa, obdarzony jak niektórzy mówią "głosem Boga", z byle kim sie nie zadaje. Voodoo Hill samo w sobie pokazało ciekawy pomysł na granie hard rocka, a medialność wokalisty dodała projetkowi rozgósu i na pewno rozgłosu. Żeby podsumować jednym zdaniem... .Jeśli to ma być zapowiedź hard rocka na XXI wiek, to można mieć solidne podstawy do pozytywnego myślenia.
Oficjalna strona Dario Mollo: www.dariomollo.com
Nienor kwiecień 2007
|