|
Skład: Kseniya Timonina - śpiew; Julie Main - gitary; Natalia Terehova - gitary; Marina Malahova - gitara basowa, Svetlana Deynekina - perkusja
Gościnnie: Alexey Strike - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Alexey Strike
Jedną z lepszych płyt, jakie udało mi się wygrzebać z kubła wydawniczego roku 2007, jest debiutancki album pewnego rosyjskiego zespołu. Nic nie byłoby w tym dziwnego, ani zachęcającego zapewne również, gdyby nie fakt, że muzykami są same kobiety w krótkich spódniczkach i wymodelowanych fryzurach. Już na wstępie brzmi ładnie, a jeśli po obejrzeniu któregoś z klipów Volnaya Staya pozostało w głowie komuś coś więcej niż obraz długich nóg i odsłoniętych dekoltów, zapraszam do zapoznania się z całą płytą.
Niejakim utrudnieniem i swego rodzaju barierą dla szerszego grona słuchaczy na pewno jest język rosyjski, w którym Kseniya obnaża swoje talenta... wokalne. Na tyle, na ile mogę pochwalić się swoją skromną znajomością tejże mowy, pozwoliłam sobie przetłumaczyć dość swobodnie tytuły 10 (oprócz rzecz jasna Intra) zawartych na krążku pozycji. Bez zbędnego gadania zacznę od pierwszej, napełnionej heavy metalową energią kompozycji. Staya to numer, który kojarzy każdy, kto w ogóle zetknął się z tematem żeńskiego zespołu z Moskwy. Bardzo chwytliwy refren i melodyjność - będę to powtarzała do znudzenia - to są klucze do sukcesu. I tak tutaj mamy do czynienia nie tylko z tymi dwoma nieodzownymi wyznacznikami hitu, ale również z przemyślaną kompozycją i z daleka wyczuwalnym doświadczeniem, które płynie spod palców Natalii Terehovej. Z początku trudno przywyknąć do dziwnie brzmiącego słowiańskiego języka, ale to właśnie jest urok Stayi. Dziewczęta pokusiły się o nagranie i puszczenie w obieg anglojęzycznej wersji numeru, który szczerze powiem, brzmi jeszcze dziwniej niż oryginał, kiedy przyzwyczai się już do niego. Za toboj rozpoczyna się mocnym, szorstkim riffem, zmiękczonym dopiero nostalgicznym tonem głosu wokalistki. Średnio pasuje mi dobranie akordów w przedrefrenie, ale myślały nad tym mądrzejsze niż ja. Powtarzająca się w refrenie melodia towarzyszy nam przez właściwie połowę kawałka. W zasadzie nic oryginalnego, ale ciekawe przejścia czynią ten numer godnym posłuchania. Rosja słynie z kilku charakterystycznych wynalazków, a że o wódce paniom tak średnio przystoi śpiewać, wybrały trafnie rosyjską ruletkę. Jest szybko i mocno, a urywany z znienacka riff jasno sugeruje finał sytuacji. Przyznać wokalistce trzeba umiejętność dobierania linii melodycznych do nieprostych utworów. Trudno w to uwierzyć, ale z ust tej damy rosyjski brzmi melodyjnie, o ile w ogóle można określić tymi słowy ten język. Dalej zwrot o 180° - smutny akustyk wtóruje seksownie wibrującemu, obniżonemu kobiecemu głosowi. Piękna rzecz, ale gdyby cały numer brzmiał tak jednostajnie, zanudziłby słuchacza na śmierć. Oto i kilka niespodzianek ubarwia kompozycję tej pięknej balladki. Zdecydowany, aczkolwiek nadal smutny refren dodaje utworowi życia, rozumianego w sensie ostatniego wyciągnięcia zmęczonej ręki zrozpaczonego człowieka. Smutne, ale bardzo ładne. Gdyby ktoś poprosił mnie o spojrzenie w oczy takim tonem jak Kseniya w szóstej pozycji debiutanckiego krążka, pewnie wyszłyby mi najpierw z orbit ze strachu. Jedyne, co mnie odstręcza, to taki z nikąd wyciągnięty surowy motyw gitarowy przed samą solówką. Zupełnie nie rozumiem, w jakim celu robi się takie rzeczy, ale może za stara już na to jestem po prostu. Daj Mnie Ognia to prawdziwa perełka i drugi z numerów powszechnie dostępnych w formie teledysku. Układ kawałka jest prosty, a i ozdobniki nieskomplikowane i na tym polega sukces! Zdrowy z definicji heavy metal w nieco spokojniejszej formie - to jedna z tych kompozycji, dla których naprawdę warto sięgnąć po ten album. Bardzo ładna, stonowana solówka znajdzie zapewne wielu zwolenników mimo krótkiego czasu trwania, a i subtelne chórki robią swoje wprowadzając nastrój tajemniczości. Kolejnym naprawdę dobrym numerem jest Pticiej w Niebo. Dziewczyny naprawdę wiedzą, jak robić konkretną muzykę i tutaj szkoda właśnie, że tak małą możliwość mieliśmy dowiedzieć się o nich wcześniej, bo niektóre z pań prowadzą karierę muzyczną nie tylko z nazwy. Tak najwyraźniej już jest, że ciężko nam przychylić się czemuś pochodzącemu zza wschodniej granicy, cóż pokrzywdziła nas historia i nawet na scenie muzycznej odczuwamy jej chłodny podmuch. Kazn wiedmy utrzymany jest w spokojnym klimacie, co nie znaczy w tym przypadku, że brak mu mocy, wręcz przeciwnie. Słuchając tego oto numeru czuje się obecność strasznej postaci straszącej dzieci we wstępie. Podgrywanie smyczków w tle wprowadza ponadto element grozy, a grożący ton głosu wokalistki jeszcze go potęguje. Prawdziwą perełką jest tutaj solówka w zupełnie nieoczekiwanym stylu. Spokojna i bardzo melodyczna sprawia, że z uporem maniaka słucham tych kilku sekund w kółko. Moi djen chyba najmniej przypadł mi do gustu. Szczególnie nie wykazuje się niczym oryginalnym. To jeden z tych, którego nie pamięta się wcale przesłuchując cały album od początku do końca. Na koniec właśnie zostało coś zupełnie innego. Wjernutsja nazad nie ma nic wspólnego z poprzedzającymi go heavy metalowymi melodiami. Źródło tego numeru bije spod fortepianowych strun, siłą i donośnością sobie tylko charakterystycznymi podkreślającego poszczególne elementy kompozycji. Klawisze i wokal to wszystkie składniki tej pięknej melodii. Numer idealny na nostalgiczne pożegnanie ze Stayą.
Kiedy, panowie zetrzecie już ślinę z brody, a panie skończą komentowanie, która z Rosjanek ma brzydsze nogi, po obejrzeniu dostępnych klipów, zastanówcie się chwilę nad przekazem muzycznym. Z własnego doświadczenia wiem, że kobiety w tej branży mają naprawdę ciężko. Otaczane cichymi szyderstwami i potakiwaniem niedowiarków muszą mieć odwagę i determinację, żeby oderwać się od ziemi, a do tego przekonać wytwórcę i producenta, że naprawdę będą latać. Tym pięciu dziewczynom to się udało i nie ważne, czy osiągnęły posłuch przez reklamę, czy skąpe skórzane wdzianka, bo to co pokazały to materiał jak najbardziej wart uwagi. Niech świadczy o tym choćby fakt, że popyt na angielską wersję albumu jest, a w 2008 roku Dragonight Agency przyjęło dziewczęta pod swe skrzydła. Współpraca już zaowocowała koncertami poza granicami Matuszki Rasiji, a oby dalej było coraz lepiej, tego życzę oczekując na kolejną dawkę Stayi.
Oficjalna strona zespołu: www.volnayastaya.ru
Nienor styczeń 2009
|