|
"Jak słychać w mojej muzyce - nie zmieniłem swojego kursu i szukam sposobów na zgrabne przekazywanie tej genialnej dziedziny sztuki młodym ludziom" - mówi kolejny znakomity gość na łamach naszego serwisu. A zatem - przygotujcie się na opowieści o historii najnowszej zespołu Vintage, ich niedawno wydanej płycie Wielki Zen, przeszłych i przyszłych muzycznych dokonaniach, różnych obliczach gitarowego brzmienia... O tym wszystkim, specjalnie dla Hard Rock Service, opowiada Krzysztof Wałecki - dziś lider Vintage, swego czasu frontman Oddziału Zamkniętego, a przy tym muzyk niezmiennie utalentowany i pełen pasji.
HARD ROCK SERVICE: Cześć! Raz jeszcze dzięki za możliwość tej rozmowy. 17 grudnia miałeś okazję wystąpić w studiu nagraniowym radia PiK, gdzie zgromadzona publiczność wysłuchała wykonania repertuaru formacji Vintage w wyjątkowej, akustycznej oprawie. Czy jesteś w stanie powiedzieć, który sposób wykonywania muzyki bardziej Ci odpowiada - hard rockowe wymiatanie, czy kameralna atmosfera akustycznego grania?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Oczywiście moim celem jest granie z zespołem, koncerty na dużych scenach oraz granie z czadem na gitarze elektrycznej. Jednak taki występ jak ten, ja sam z gitarą akustyczną to wielkie wyzwanie. Te same utwory wykonywane kameralnie, pozbawione wszelkich efektów z dużej sceny - tylko głos wokalisty i akompaniament na zwykłej "pudłówce" - obroniły się, wywołały emocje wśród słuchaczy i dały satysfakcję. O to chodziło.
HARD ROCK SERVICE: Występ w Bydgoszczy, na którym miałam przyjemność być, odbył się w ramach promocji płyty Wielki Zen, drugiego wydawnictwa Vintage. Jak oceniasz tę płytę i jak wypada w porównaniu z poprzedniczką?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Mam wielką satysfakcję. Ta płyta świetnie brzmi, oddaje charakter zespołu, jest spójna i są tu dobre piosenki. Było ich więcej, ale na płytę weszły tylko te, które w ciągu ostatnich trzech lat nie dawały mi o sobie zapomnieć. Czuć duży rozwój zespołu w porównaniu z poprzednim wydawnictwem, choć tam też znalazły się kawałki, które będą z nami wiele lat.
HARD ROCK SERVICE: Za mastering drugiej w Waszej dyskografii płyty odpowiedzialny jest niejaki Alan Silverman (New York), współpracujący z takimi sławami, jak Norah Jones, Keith Richards czy Leonard Cohen. W jakich okolicznościach nawiązaliście z nim współpracę i jak ją wspominacie?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Z Alanem nie mamy bezpośredniego kontaktu. Porozumiewamy się drogą mailową. Jemu bardzo spodobała się nasza twórczość i brzmienie, do tego stopnia, że zrobił swoją pracę dwa razy, choć my zapłaciliśmy mu tylko raz... Był zaskoczony, że w tym miejscu świata można spotkać taki zespół. Sam zaproponował drugą wersję masteringu po miesiącu od przyjęcia przez nas tej pierwszej wersji. To był taki prezent z jego strony; przy okazji bardzo nas chwalił.
HARD ROCK SERVICE: Na płycie Wielki Zen wystąpiło wielu znakomitych gości, m.in. Jerzy Styczyński (Dżem) czy Witold Jąkalski (Nocna Zmiana Bluesa). Czy dobieraliście towarzyszących Wam w studiu muzyków wedle charakteru płyty i zamysłu jej nagrania, czy to po prostu starzy przyjaciele zespołu Vintage?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Każdy z tych muzyków był "wymyślony" już wcześniej. Utwór Nieprzytomni kończy się długim solem gitarowym, utrzymany jest w pięknym, balladowym charakterze i ja od razu wiedziałem, kto tu powinien zagrać solówkę. Jest tylko jeden taki gitarzysta, Jurek Styczyński. Jeśli chodzi o kawałek Polewamy, to oczywiście mógłbym sam "wyrzeźbić" jakieś solo techniką "slide". Jednak Witek Jąkalski z całą pewnością ma więcej wiedzy na ten temat i w dodatku mieszka w Łodzi, a my tam właśnie nagrywaliśmy. Utwór Moja skrucha zagościł Tomka Osieckiego z sitarem i Michała Kobojka grającego na fortepianie. Michał jest przede wszystkim saksofonistą, więc dograł kilka partii oraz solo w utworze Fala emigracji. Wystąpiła też z nami chórzystka Alicja "Aki" Krawiec. W utworze Punkowa wymyśliliśmy "chór gospel". Ja sam nagrałem tam kilkadziesiąt śladów, naśladując jakieś głosy "afro". Kiedyś podczas któregoś z koncertów usłyszałem jak "Aki" podśpiewuje razem z muzykami i to było właśnie to, czego brakowało do tych moich śladów, więc zaprosiłem ją do studia...
HARD ROCK SERVICE: Również w ramach premiery płyty, 14 listopada w krakowskim Lizard Kingu odbył się koncert z udziałem śmietanki polskiej sceny rockowej. Obok Vintage wystąpili m.in. wspomniany już Jerzy Styczyński, Andrzej Nowak (TSA, Złe Psy), Wojciech Pogorzelski (Oddział Zamknięty) czy Krzysztof Jaryczewski (Exces, Jary Band), z którym zresztą miałam przyjemność porozmawiać w mijającym roku. Jakie są zatem Twoje wspomnienia z tego wyjątkowego występu?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Był tam jeszcze Mietek Jurecki (Budka Suflera), wspominany wcześniej Witek Jąkalski, Tomek Kasprzyk z Antyradia i kilku innych zacnych muzyków. Wszystko się nam bardzo udało. Miałem wiele obaw, problemów logistycznych itd. Efekt jest taki, że wszyscy są zadowoleni, publiczność w euforii, a my zostaliśmy z profesjonalnie nagranym dźwiękiem na wieloślad i obrazem na 5 kamer. Będzie z tego w przyszłości DVD.
HARD ROCK SERVICE: Która z piosenek na płycie Wielki Zen jest Ci najbliższa? Co inspirowało Cię podczas tworzenia materiału na płytę - głównie jeśli chodzi o teksty?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Każda z tych piosenek jest mi bliska. Każda wypłynęła z serca i powstała w mojej głowie. Nie mógłbym wywyższać jednej bez szkody dla drugiej. Lubię je wszystkie. Teksty, jak zawsze w moim przypadku, powstały na podstawie przeżyć własnych…
HARD ROCK SERVICE: Teraz trochę historii. W jakich okolicznościach sformowałeś Vintage? Opowiedz trochę o obecnym składzie Waszego dynamicznego tria.
KRZYSZTOF WAŁECKI: Dobrze to określiłaś. Właśnie o to chodzi, by trio było dynamiczne. Ma być energia i ja tego oczekuje od siebie i pozostałych muzyków. Zaraz po opuszczeniu "OZ" w roku 2000. zacząłem wymyślać ten zespół. Trochę to trwało, ale pod koniec 2004. zagraliśmy jakiś pierwszy live akt pod tą nazwą. Obecnie występuje ze mną na bębnach Paweł Szafraniec i na basie Bartek Szwed.
HARD ROCK SERVICE: Nieco wcześniej współpracowałeś z jednym z najważniejszych zespołów polskiego rocka, Oddziałem Zamkniętym. W jakich okolicznościach dołączyłeś do zespołu i dlaczego po pięciu latach współpracy zrezygnowałeś z niej?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Do "OZ" wszedłem w 1995 r. Zaprosił mnie tam Wojtek Łuczaj-Pogorzelski. W 1997 r. wydaliśmy płytę Parszywa Trzynastka. Zagraliśmy setki koncertów i wypiliśmy morze wódki. Odszedłem z zespołu pod koniec 2000 r., a więc byłem tam właściwie 6 lat. Od czasu pojawienia się Parszywej Trzynastki nie nagraliśmy nic, a nowe piosenki pojawiały się zbyt wolno. Ta sytuacja mi nie odpowiadała, więc odszedłem.
HARD ROCK SERVICE: Z Oddziałem wydałeś świetną płytę Parszywa 13. Jak oceniasz ją dziś z perspektywy czasu?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Powiem tylko, że zawsze uważałem tę płytę za świetną, choć jest tam kilka błędów, których nie udało się uniknąć. Skład zespołu w trakcie nagrań był niestabilny i stąd te błędy. W dniu jej wydania nie mieliśmy zbyt wielu sprzymierzeńców, tak jest zawsze w zespołach z wielkimi nazwami, gdy zachodzą zmiany w składzie. Prawdziwe pochwały ta płyta zaczęła zbierać dopiero po kilku latach... i teraz wszyscy mówią do nas "szacun za Parszywą Trzynastkę"...
HARD ROCK SERVICE: Prócz Oddziału i Vintage udzielałeś się także w innych kapelach, o czym informuje Twoja barwna biografia na stronie internetowej Vintage. Jak w skrócie podsumowałbyś wszystkie te lata grania? Czy jest przed Tobą jeszcze jakiś cel, który chciałbyś osiągnąć w muzyce?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Tak. Chcę pisać piosenki. Komponować muzykę i pisać do niej teksty. Vintage jest dla mnie miejscem, w którym to się spełnia. Co do wszystkich projektów, w których brałem udział kiedyś... niczego nie żałuję, w każdym z nich nauczyłem się czegoś.
HARD ROCK SERVICE: W tym miejscu czas znów obejrzeć się odrobinę wstecz i zadać tradycyjne pytanie o muzyczne inspiracje. Jakie zespoły, wykonawcy ukształtowali Cię muzycznie? Czy przez lata Twój gust zmienił się drastycznie, czy też pozostałeś wierny dawnym muzycznym miłościom?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Wychowywałem się na muzyce lat 60tych, 70tych i 80tych. Znam także wcześniejsze dzieła rock’n'rolla i to, co powstało potem. Nie wymieniam największych, bo wszyscy ich znają. Jak widać - a zwłaszcza słychać, w mojej muzyce nie zmieniłem swojego kursu i szukam sposobów na zgrabne przekazywanie tej genialnej dziedziny sztuki młodym ludziom.
HARD ROCK SERVICE: Czy pamiętasz moment, gdy po raz pierwszy wyszedłeś na scenę? Jak wspominasz tę chwilę?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Pamiętam kilka takich momentów - ale nie pamiętam, który z nich był pierwszy. Chyba wszystkie były pierwsze. Miałem cholerną tremę i zmagałem się z nią.
HARD ROCK SERVICE: Teraz powróćmy do chwili obecnej. W styczniu 2011 w Rzeszowie wystąpi znana glam rockowa brytyjska grupa Slade, a na supporcie - Vintage. Czy macie jakieś nadzieje lub oczekiwania związane z tym koncertem? Czy Slade traktujecie po prostu jako muzyczną legendę, u boku której dacie występ, czy również prywatnie ich twórczość jest Wam bliska?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Slade to jedna z najbliższych mi kapel z lat 70tych. Miałem (razem z bratem) wszystkie ich płyty. Vintage miało już okazję wystąpić przed Slade pod koniec roku 2009. w katowickim spodku. Zagraliśmy wtedy dobry koncert, który podobał się także Panom z zespołu Slade.
HARD ROCK SERVICE: Jakie są prócz tego Twoje najbliższe plany na muzyczną przyszłość? Czego jako słuchacze możemy się spodziewać?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Właściwie już odpowiedziałem na to pytanie przed chwilą. Chcę grać koncerty i nagrywać płyty.
HARD ROCK SERVICE: Co uważasz na temat współczesnej sceny muzycznej w Polsce? Jak Twoim zdaniem zmieniała się przez lata i czy we współczesnym muzycznym biznesie jest jeszcze szansa na wywindowanie na szczyt prawdziwego, rockowego grania, jakie królowało w naszym kraju dwadzieścia lat temu?
KRZYSZTOF WAŁECKI: W tak zwanej "branży" niewiele się zmienia. Wciąż są różne układy, koneksje i powiązania, dzięki którym jednemu jest łatwiej, a drugiemu mniej łatwo. Komercja rządzi i ten fakt jest trudno zmienić. Wszystko zależy od publiczności. Jeśli artysta ma swoich słuchaczy, fanów, zwolenników i wiernych przyjaciół to te układy - nawet jeśli nie wspierają - to przynajmniej nie zaszkodzą.
HARD ROCK SERVICE: Serdeczne dzięki za wywiad. Czy mogę jeszcze prosić o słówko lub dwa dla czytelników Hard Rock Service oraz - rzecz jasna - fanów Vintage?
KRZYSZTOF WAŁECKI: Czytelniku Hard Rock Service, nie wiem kiedy przeczytasz tę naszą rozmowę ale moje hasło na dziś brzmi "posłuchaj płyty zespołu Vintage pt. Wielki Zen. Zapoznaj się także z naszą pierwszą płytą Vintage No. 1 i przyjdź na nasz koncert. Zapraszam wszystkich" :)
Oficialna strona zespołu Vintage: www.vintage.art.pl
Twisted 23.12.2010
(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony zespołu i zostały użyte za jego pozwoleniem)
|