Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

VHÄLDEMAR - Vhäldemar [2010]
Wydawca: Arise

  1. River Of Blood
  2. Dusty Road
  3. Saints Of Hell
  4. Metal Of The World
  5. Wartime
  6. My Nightmare
  7. Wild Hearts
  8. Bastards
  9. Action
  10. Light & Darkness
  11. Arrows Flying High
  12. Bach's Invention (Instrumental)
  13. Old King's Visions (III)
Vhäldemar

Skład: Carlos Escudero - śpiew, gitary; Pedro J. Monge - gitara prowadzaca, chórki; Óscar Cuadrado - gitara basowa; Álex De Benito - perkusja

Produkcja: Vhäldemar

Konsternacja, opad szczęki w dół i niedowierzanie. Takie reakcje towarzyszyły mi przy okazji informacji o pierwszej od siedmiu lat nowej płycie, hiszpańskiej, power metalowej formacji o swojsko brzmiącej nazwie Vhäldemar.

Płyta wydana po cichu, bez rozgłosu. Nowy MySpace, nowe, odświeżone spojrzenie na ten, jakby nie było oklepany gatunek. No i płyta. Znakomita po prostu. Oficjalna data wydania to 15 czerwca 2010. Zawiera 13 nowych utworów, przy których tegoroczny dorobek niemieckiej sceny heavy/power wygląda po prostu blado. Tu nie ma szans nawet hansenowski To The Metal. Ośmielę się napisać, ze tu nawet Accept nie ma za bardzo jak stanąć w szranki z pieszczotliwie nazywanym przeze mnie Waldkiem. Waldek wrócił bez rozgłosu i niejako "tylnymi drzwiami", ale za to bez zbędnego zastanawiania się za jednym zamachem miecza zniszczył całą konkurencję. Fani na pewno wiedzą, że ten album miał pierwotnie ukazać się w roku 2008. Dlaczego się nie pojawił? Tego nie wiem, być może prace nad nim przedłużały się i stąd ten poślizg. Mimo to, warto było czekać długich siedem lat. Cierpliwość i wiara fanów, choć wystawiona na trudną próbę, została sowicie wynagrodzona. Bo Vhäldemar to po prostu dzieło kompletne. Zastanawiać może fakt, że zespół udostępnił całość na swoim MySpace. To standardowa taktyka przy okazji pożegnań z fanami, choć tu, przynajmniej na razie, nie ma informacji o tym, jakoby mieli oni definitywnie zejść ze sceny metalowej. O zawartości słów kilka. Zwraca uwagę wyśmienita forma obu gitarzystów, musi podobać się to, co robi nowy bębniarz, pan De Benito, którego gra ciągnie ten album niczym potężnie rozpędzona ciężarówka, której już nic nie jest w stanie zatrzymać. No i ten bas. Przy głośniejszym odsłuchu po prostu wgniata w ziemię. Zadziwiać, ale i podobać się mogą kilkukrotne, bardzo udane podjazdy pod Manowar. Proszę zwrócić uwagę choćby na Wartime. mamy tu wstęp niczym z Manowarowego The Demon's Whip. Mistrzowski, drapieżnie śpiewający wokalista Carlos Escudero dość swobodnie w wielu miejscach naśladuje "wyciskany" sposób śpiewania Erica Adamsa. To po prostu musi się podobać. Odniesień do Królów z Manowar jest naprawdę sporo, ba, są tu dosłowne cytaty, np. z The Power Of Thy Sword we wspaniałym Action chociażby. Zabawę w niezobowiazujące naśladowanie Królów mamy także w Bastards, który swoją rytmiką przypomina tu i ówdzie świetne Return Of The Warlord. Posłuchajcie riffowania. Identyko. Teksty oczywiście traktują o Metalu, co stawia ten LP na najwyższej półce. Ktoś może powiedzieć, że tu potrzebny jest stricte metalowy hymn, choćby na miarę kapitalnego To The Metal. Zawodu nie ma, bo i taka rzecz się tu znajduje. Metal Of The World, bo o nim mowa, ani na trochę nie odstaje od wspomnianego wałka. Ba, śmiem twierdzić, że jest nawet lepszy. Z kolei przemocarny Old King's Visions (III) to bodaj najlepszy kawałek na tym wydawnictwie, a swoim charakterem przypomina choćby takie Kill With Power. I nie jest to zrzynka, bo panowie naśladują Manowar z uśmiechem i nieprawdopodobną lekkością. Warto zwrócić uwagę na utwór Light & Darkness, ze wspaniałym, jakże heavy metalowym wstępem i takim też tekstem. Po raz kolejny przychodzi mi na myśl, że to wszystko przecież już gdzieś było. Bo to są proste środki przekazu. Ale znów będę upierał się, że właśnie to stanowi o uroku tej płyty. Proste środki przekazu umiejętnie użyte są lepsze niż wydziwianie i upychanie wszystkiego co się da.

Na koniec impertynencko napiszę, że jest to płyta należąca do czołówki tego rodzaju grania w tym roku, a kto wie, czy nie zajmie najwyższego miejsca na podium. Tu nie będzie raczej mocnych i nawet prześwietny Accept będzie raczej musiał ustąpić im miejsca, i zadowolić się dalszą pozycją, nawet jeśli ich nowa płyta będzie w całości taka jak singiel Teutonic Terror. Album pędzący do przodu niczym ekspres transsyberyjski. Waldek w tym roku wrócił, jeńców jednak nie bierze. I o to chodzi... Polecam, ocena maksymalna.

Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/vhaldemarmetal

Vincent
lipiec 2010