Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

VENGEANCE - Soul Collector [2009]
Wydawca: Metal Heaven

  1. Cross In The Rain
  2. Wait Until The Sun Goes Down
  3. Soul Collector
  4. Samurai
  5. What The Hell
  6. Myspace Freak
  7. I Never Felt That Way Before
  8. Dance Dance Dance
  9. Rock And Roll Band
  10. So Many Times
  11. Lean On Me
Soul Collector

Skład: Leon Goewie - śpiew; Barend Courbois - gitara basowa; Jan Somers - gitary; Timo Somers - gitary; Erik Stout - perkusja

Produkcja: Michael Voss

Trzy lata po wydaniu znakomicie przyjętego albumu Back In The Ring, obchodzący właśnie 25-lecie swojej działalności holenderski zespół Vengeance serwuje nam kolejną porcję nowych utworów, tym razem zatytułowaną groźnie Soul Collector. Autorami lub współautorami piosenek zawartych na krążku są m. in. tak znane postacie,jak Mat Sinner, Michael Voss, Paul Sabu, czy były członek grupy, sławny gitarzysta Arjen Lucassen, co oczywiście rzutuje na jego muzyczną zawartość. Nowa płyta w zamierzeniu miała stanowić kontynuację drogi obranej na poprzedniczce (osobom nie znającym tej ostatniej trzeba wyjaśnić, że brzmienie Vengeance w ostatnich latach uległo dość radykalnym zmianom). Udało się to tylko częściowo, poniżej napiszę dlaczego.

Przede wszystkim nowe dzieło artystów znajduje się jakby w zawieszeniu pomiędzy tradycyjnym hardrockiem w stylu AC/DC, modern rockiem i heavy metalem. Również mocno zachrypnięty, charyzmatyczny głos wokalisty balansuje na krawędzi śpiewu typowego dla hardrocka i heavy metalu. Brzmieniowo kawałki nawiązują tu do modern rocka ("przybrudzona" gitara rytmiczna, wyeksponowane linie basu), na szczęście w warstwie kompozycyjnej większość z nich ma z nim niewiele wspólnego. Niewątpliwą zaletą albumu są udane, mocne riffy i w kilku momentach wpadające w ucho melodie. Płytę zaczyna mocny, rozkołysany utwór Cross In The Rain, który od razu pokazuje, w jakiej stylistyce Holendrzy czują się obecnie najlepiej. Pomimo wspomnianego brzmienia ma on ciekawy riff i fajny przedrefren; podobać się tu mogą również przejścia między jego poszczególnymi częściami. Znacznie lepiej jest jednak w Wait Until The Sun Goes Down, gdzie poza wspomnianymi atutami (chodzi zwłaszcza o świetne riffy) występuje łatwy do zapamiętania, wbijający się w głowę refren oraz zgrabna solówka. Sam numer mógłby być uwspółcześnioną wersją przebojów AC/DC, gdyż cechuje go podobny klimat. W każdym razie jest to jeden z moich faworytów na płycie. Omówionym kawałkom na pewno nie dorównuje przeciętny, tytułowy Soul Collector, z riffem i liniami basu zerżniętymi z Symphony Of Destruction Megadeth, chociaż w sumie ma on całkiem niezły refren. Jakby z innej bajki pochodzi Samurai, rozpoczynający się odgłosami imitującymi wywijanie mieczem, aby następnie przejść w zabarwiony orientalnymi motywami heavymetalowy kawałek w średnim tempie. Zwraca uwagę dobra współpraca gitar prowadzącej i rytmicznej, a klimat piosenki stanowi interesujące połączenie motywów obecnych w muzyce zespołu z czasów albumu Arabia i w utworach Ayreon (czuć tutaj rękę kompozytora Arjena Lucassena, przynajmniej na poziomie linii melodycznych). Niestety, na kilku następnych ścieżkach słychać, że stare wygi z Vengeance zapragnęły mrugnąć okiem do najmłodszych słuchaczy. What The Hell autorstwa Michaela Vossa odbieram jak współczesny pop stylizowany na hardrockową balladę. Plastikowe tła i to, co udaje perkusję na początku utworu, odrzucają, w moim odczuciu nie pomaga mu również mocniejszy, choć banalny refren. Najgorszy na całej płycie Myspace Freak (którego współautorem jest Paul Sabu) miał chyba zainteresować słuchaczy tematyką tekstu, gdyż muzycznie po prostu nie ma nic do zaoferowania - nie ratuje go nawet niezły riff. Odrobinę lepiej wypada I Never Felt That Way Before, zagrany w dość wolnym tempie, modern rockowy numer z nawet przyjemnym refrenem, jednakże ulatującym z pamięci od razu po wysłuchaniu. Dalsze cztery utwory mają wiele wspólnego z tym, co prezentował na ostatnich płytach Sinner, co dla piszącego tę recenzję stanowi miłą odmianę. Zagrany w średnim tempie Dance Dance Dance z mocnymi, metalowymi riffami i rasowym przedrefrenem, może się spodobać fanom zarówno wspomnianego Sinner, jak i wczesnego Van Halen, chociaż jeszcze lepszy jest wesoły, nieco szybszy, rockandrollowy Rock And Roll Band (tak, tutaj dowodzą, że rzeczywiście nim są). Jest może prosto, ale też składnie i z przyzwoitą solówką. To ten typ muzyki, który kojarzy się z zadymionymi klubami nocnymi, motocyklami i zapachem benzyny. Podobnie buja też wolniejszy, ale za to cięższy So Many Times, nawiązujący po trochu do AC/DC, Sinner, a także do Ratt. Proste riffy, za to świetne: przedrefren, refren i solówka. No i dochodzimy do banalnej, chociaż przyjemnej power ballady Lean On Me, której słucha się najlepiej z kuflem piwa w dłoni, kołysząc się na wszystkie strony i wyśpiewując refren wraz z towarzyszami biesiady. Piosenka nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale nie jest też zła.

Ogólnie rzecz biorąc Holendrzy z Vengeance nagrali album przyzwoity, chociaż nierówny, gdyż kilka piosenek w jego środkowej części można uznać za efekt mizdrzenia się do niezbyt wymagającego odbiorcy. Podchodząc do pozostałych kompozycji bez uprzedzeń i wybujałych oczekiwań, a także biorąc pod uwagę, że mamy już rok 2009, należy stwierdzić, że pomimo swojej prostoty i szorstkiego brzmienia (a może właśnie dzięki temu) są one udane i mogą stanowić dobry materiał do rozkręcenia każdej rockowej potańcówki.

Oficjalna strona zespołu: www.vengeanceonline.nl

Hardlover
marzec 2009