|
Skład: Scott Weiland - śpiew; Slash - gitary; Duff McKagan - gitara basowa; Matt Sorum - perkusja; Dave Kushner - gitary
Produkcja: Josh Abraham
Velvet Revolver to z założenia supergrupa, jej trzon stanowią bowiem muzycy wywodzący się z bodajże najpopularniejszej hard rockowej grupy ostatnich dwóch dekad - Guns N` Roses, a mianowicie Slash, Duff McKagan i Matt Sorum. By ich ponadprzeciętność nie budziła wątpliwości, do współpracy zaprosili wokalistę Scotta Weilanda, lidera szalenie popularnej w latach '90 formacji grunge'owej Stone Temple Pilots. Ostatnim członkiem kapeli jest anonimowy wśród całej piątki Dave Kushner (ex - Suicidal Tendencies). Zatrudnienie problemowego wokalisty zajmującego się do tej pory nieco innym obszarem rocka, było dość zaskakującym posunięciem, ale miało też na celu przyciągnięcie uwagi młodszego pokolenia słuchaczy, którzy swoją przygodę z muzyką rozpoczynali kilka lat po wielkich sukcesach GN'R.
Debiutancki album VR był chyba najbardziej oczekiwaną płytą roku, a jednocześnie zagadką, jak w dzisiejszych czasach zabrzmi gitara Slasha, sekcja rytmiczna duetu Duff/Sorum, a przede wszystkim jak będzie współdziałać grupa z wokalem Weilanda. Niestety, Contraband nie do końca przynosi jasne odpowiedzi na te pytania. Nie jest to bowiem muzyka łatwa do określenia, rzekłbym, że jest to album niespójny. Mamy tu wpływy wcześniejszych dokonań muzyków, a zdecydowanie więcej jest ich ze strony wokalisty, są elementy punk rocka i muzyki alternatywnej sprzed dekady. Krążek zaczyna się obiecująco od numerów Sucker Train Blues i Do It For The Kids. Po wysłuchaniu tych kilku minut dobrego rockowego grania nabiera się apetytu na więcej, by zamiast tego otrzymać mocno "grunge'ujący" kawałek Big Machine. Później dostajemy Illegal I Song, którego nawiązania do muzyki Jane's Addiction są bardzo oczywiste, ale to niezły numer, wyraźny i nieszablonowy. Utwory Spectacle i Headspace to mocne kawałki, ale nieszczególne, nie porywają i szybko przechodzą w niepamięć. Podobnie jest z Dirty Little Thing, choć wydaje się być bardziej interesującym. Przeszłe dokonania Weilanda są szczególnie słyszalne w utworach jak Superhuman czy Slither, którego wybór na pierwszy singiel promujący był raczej trafny, bo oddaje ducha płyty i jest jednocześnie dość ciekawy. Set Me Free to był pierwszy numer VR, jaki ujrzał światło dzienne i szkoda, że zespół nie poszedł w tym kierunku tworząc resztę materiału. Tak naprawdę to najlepsze momenty tego albumu towarzyszą nam przy numerach Fall To Pieces (dość dziwna zbieżność nazwy i melodii do tej nagranej kilka lat temu przez formację Saliva) oraz You Got No Right. Szczególnie ten drugi zasługuje na uznanie ze względu na piękną kompozycję i bardzo dobre wykonanie, Slash wreszcie zagrał tak jak zwykł to czynić przed laty. Album kończy Loving The Alien, ładna i delikatna ballada.
Contraband to pomimo tego, że liczyłem na więcej, udany album. Można mieć zastrzeżenia co do produkcji tej płyty, ten nieprzejrzysty dźwięk na pewno jej nie pomaga, można też nie lubić głosu czy sposobu śpiewania Scotta Weilanda (pamiętając pogłoski o tym, iż miał tu być Sebastian Bach), ale zespół ma charyzmę i duże możliwości. Na swoim debiucie nie wykorzystali tego w pełni, nie wiem też czy będzie taka okazja w przyszłości. Mimo to w pewnym sensie pokładam w nich nadzieję, że pomogą muzyce rockowej powrócić na salony.
Oficjalna strona zespołu: www.velvetrevolver.com
Cruehead listopad 2004
|