Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

VARIOUS ARTISTS - We Wish You A Hairy Christmas [2003]
Wydawca: Koch Records / Kramden Enterprises

  1. Father Christmas (Warrant)
  2. Naughty Naughty Xmas (Danger Danger)
  3. Happy Holiday (Enuff Z'Nuff)
  4. Run Run Rudolph (LA Guns)
  5. Everyday Should Be Like Christmas (Bulletboys)
  6. Jingle Bell Rock (Tuff featuring Stevie Rachelle)
  7. Won't Be Home For Xmas (Every Mother's Nightmare)
  8. I Saw Mommy Kissing Santa Claus (Gilby Clarke)
  9. Happy Family (Pretty Boy Floyd)
  10. Santa's Back In Town (Roxx Gang)
  11. Silent Night (Faster Pussycat featuring Taime Downe)
We Wish You A Hairy Christmas

Skład: Donnie Vie - śpiew, gitara, gitara 12 strunowa, pianino; Chip Znuff - śpiew, gitara, gitara basowa 8 strunowa, gitara basowa 12 strunowa; Jeff Vitolo, Gilby Clarke, Marq Torien - spiew, gitara; Tommy Weder - śpiew, perkusja; Vinnie Granese, Rick Ruhl, Jani Lane, Paul Laine, Philip Lewis, Steve Summers, Kevin Steele - spiew; Jeff Caughron, Stacey Blades, Jason Hook, Travis Hall, Kristy Krash Majors, Tracii Guns, Erik Turner, Billy Morris, Bruno Ravel - gitara; Frank Weder - pianino; Muddy - gitara basowa; Ricky Parent - perkusja i instrumenty perkusyjne; Brent Fitz, Billy Joe Green, Steve Riley, Steve West, Mike Fasano, Brian Tichy - perkusja

Produkcja: Jonathan Daniels

Pomysł na wydawanie różnorakich składanek nie jest nowy, pół biedy jeszcze, jak są to tylko kompilacje typu "the best of" jednego wykonawcy, do zbiorów kompozycji różnych artystów na jednym krążku jakoś nigdy nie mogłem się przekonać. Takie wydawnictwa dobrze sprawdzają się jako sampler dodany do muzycznego czasopisma, by sprawdzić, o czym ono traktuje. Tak, jestem starym zgredem, tradycjonalistą lubiącym pełne albumy zespołów i tego nie zmienię.

Czasem jednak sięgam po różne składanki. Jedną z nich było wydane w 2003 r. z okazji świąt Bożego Narodzenia We Wish You A Hairy Christmas, które skusiło mnie żartobliwym tytułem i swoją "listą płac". Cała masa szanowanych w kręgu hard rocka, glamu i sleazu kapel - "niezły rozmach", pomyślałem sobie. Cóż, nie jest to pozycja, która by mnie do składanek przekonała, wręcz przeciwnie, raczej jest to kolejny dowód na to, że nie ma się czym podniecać. Co z tego, że mamy tu wiele znanych grup i że cała płyta nie jest może totalnie słaba, skoro dobrych utworów naliczyłem raptem trzy czy cztery, a czegoś zabójczo rewelacyjnego nie znalazłem na krążku wcale. Album startuje z Father Christmas w wykonaniu Warranta, jeszcze z wokalistą Janim Lanem na pokładzie. Rzecz o tyle istotna, że Lane w następnych latach będzie odchodził z zespołu i powracał do niego jak Lassie ;). Mocny i dobry początek kawałka jest zachęcający, dalej już zbyt punkowo jak na mój gust, chociaż w refrenach Jani śpiewa bardzo melodyjnie i może się to kojarzyć z utworem Thin Disguise, umieszczonym na składance z 1996 r. Dalej gratka dla fanów Danger Danger, gdyż Naughty Naughty Xmas było wcześniej dostępne tylko na soundtracku do jakiejś disneyowskiej produkcji. Grupa w swym trzyosobowym składzie (West, Ravel, Laine) nie gra tu czegoś niesamowitego, numer jest raptem poprawny, więc nie rozumiem zbytnio zachwytu nad tym nagraniem, ale powiedzmy, że ma jakąś wartość kolekcjonerską. Happy Holiday zostało nagrane przez Enuff Z'Nuff i jest całkiem przyzwoite. Dobry początek, niezłe melodie dalej, przyczepiłbym się jednak do linii wokalnych, które są takie nijakie. Brak tu mocy, energii, rozumiem, że to z założenia piosenka świateczna, lecz oczekiwałbym więcej rock'n'rolla. Tego na szczęście jest więcej w kolejnym kawałku, jaki wykonuje L.A. Guns - Run Run Rudolph. To najlepsza ścieżka na tym krążku, może dlatego, że kojarzy się z dokonaniami Chucka Berry'ego (podobieństwa do Johnny B. Goode chyba nie są przypadkowe). Ujdzie Everyday Should Be Like Christmas zagrane przez Bullet Boys. Klimatycznie trochę tu bluesa, trochę rocka, co nieco zapożyczyli sobie chłopaki z Guns N' Roses, trochę z Hendriksa, ze szczyptą The Black Crowes, podobnie grywała swego czasu też polska IRA. Błyszczy na albumie kompozycja Jingle Bell Rock, za którą zabrało się Tuff ze Steviem Rachellem na froncie. Czuć rockowe zacięcie zgodnie z tytułem nagrania, kawałek ma jaja, a jest przy tym melodyjnie chwytliwy (to chyba nie jest zresztą autorska kompozycja zespołu). Gdyby cała płyta była taka, nie dałbym o niej powiedzieć złego słowa. Mniej znane w hard rockowych kręgach Every Mother's Nightmare podeszło do tematu bardzo poważnie i zarejestrowało coś bardziej klimatycznego, mianowicie świąteczną balladę. Won't Be Home For Xmas jest trochę kowbojskie, zagrane na nutę country, oparte oczywiście o gitary akustyczne, delikatne, subtelne, pełne tego świątecznego nastroju. W sumie piosenka ładna, razi mimo wszystko trochę swoim brzmieniem, które mogłoby być lepsze (z drugiej strony, takie wydanie też ma swój urok, brzmi bowiem jak nagrane na żywo z boku jakiejś ulicy tuż przed wigilią). Gilby Clarke, producent i wioślarz znany z Guns N' Roses i Slash's Snakepit, nie popisał się jakoś szczególnie, raczej poleciał wraz z modą. Jego I Saw Mommy Kissing Santa Claus jest modern rockowe, bazuje na oklepanych zagrywkach, jakich pełno było w amerykańskich filmach z końca lat '90, ale trzeba przyznać, że jest przy tym melodyjne i skoczne. Można posłuchać. W glamowy sposób wygłupia się przy Happy Family załoga Pretty Boy Floyd. Dziecięco-przekorne wokale, prosto wybijająca rytm perkusja, jakieś ukłony w kierunku punka... Nie gustuję w takim graniu, ale fanom glamu może się to spodobać. Jak wielki wpływ na muzykę rockową miał Chuck Berry można przekonać się raz jeszcze słuchając Santa's Back In Town. Słynny szlagier Chucka przerobiła teraz ekipa Roxx Gang, chociaż bardziej podobało mi się to, co na początku krążka zrobiło L.A. Guns. Ogólny obraz utworu psują te pseudoodgłosy "publiki", pokrzykiwania i odgłosy przypominające oklaskiwanie. Ale pobujać się można, bo to rock'n'roll w czystej postaci. Silent Night jest pewnym wariantem odgrywania znanej kolędy, z tym że zmasakrowano ją osadzając na bazie industrialno nu-metalowej, a dokonał tego Taime Downe. Zapewne w celach marketingowych numer zaopatrzono szyldem Faster Pussycat, ale Taime zagrał tu na wszystkich instrumentach i sam zadbał o aranżacje. Chyba ścieżka trafiła tu przez przypadek, lepiej nadałaby się na inny składankowy krążek, gdzie zagraliby Rob Zombie i Marylin Manson. Totalne nieporozumienie.

Tak więc płyta jest taka sobie, z kilkoma lepszymi momentami (moim zdaniem obronną ręką wyszli L.A. Guns, Bullet Boys i Tuff, plus warunkowo Warrant) i nie za ciekawą resztą, ale jak ktoś już chce spędzać świętam przy muzyce rockowej, to może po owo wydawnictwo sięgnąć. Nagrywanie świątecznych krążków nie wychodzi z mody i co roku ukazuje się kilka pozycji nawiązujących do Bożego Narodzenia i Świętego Mikołaja, jest w czym wybierać.

Brak oficjalnej strony projektu

Guitarrizer
grudzień 2009