Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

VARIOUS ARTISTS - Smoke On The Water: A Tribute To Deep Purple [1994]
Wydawca: Shrapnel Records / Universal / Roadrunner Japan

  1. Speed King
  2. Space Truckin'
  3. Stormbringer
  4. Rat Bat Blue
  5. Lazy
  6. Maybe I'm a Leo
  7. Smoke on the Water
  8. Fireball
  9. Hush
  10. Woman From Tokyo
Smoke On The Water: A Tribute To Deep Purple

Skład: Deen Castronovo - perkusja; Todd Jensen - gitara basowa; Jens Johansson - instrumenty klawiszowe; Russ Parish - gitary; Kelly Keeling - śpiew w [1]; Yngwie Malmsteen - gitara w [1, 5]; Tony MacAlpine - gitara w [2]; Kip Winger - śpiew w [2]; Glenn Hughes - śpiew w [3]; Joh Norum - gitara w [3]; Richie Kotzen - gitara i śpiew w [4]; Joe Lynn Turner - śpiew w [5]; Paul Gilbert - gitara i śpiew w [6]; Robert Mason - śpiew w [7]; Reb Beach - gitara w [8]; Don Dokken - śpiew w [8]; Jeff Scott Soto - spiew w [9]; Mike Varney - gitara w [9]; Tony Harnell - śpiew w [10]; Vinnie Moore - gitara w [10]

Produkcja: Mike Varney

Mam fioła na punkcie wszelakich składanek typu "Tribute to..." i takich, gdzie znajdują się covery znanych utworów, niekoniecznie granych przez gwiazdy sceny rock/metalowej. Z upodobaniem kolekcjonuję takie płytki, choć część z nich jest zwyczajnie do niczego, część należy do tych dobrych lub bardzo dobrych. Są także te, które wywołują mieszane uczucia, choć na płycie grają składy, które zawodzić nie powinny. I nie zawodzą pod względem warsztatowym - mimo to grane utwory okazały się dla nich nie do przeskoczenia.

Taką właśnie płytą jest Smoke On The Water: A Tribute To Deep Purple, która ukazała się w roku 1994 i kusiła wykonaniami utworów Purpli w niebyle jakich składach. Znęcony zatem sięgnąłem po nią. I cóż się okazało? Oczywiście muzycy stanęli na wysokości zadania, bo o technicznej stronie wykonania nie można powiedzieć złego słowa. Ale przeskoczenie takiego Speed King, gdzie Kelly Keeling zaśpiewał, a na gitarze zagrał sam Yngwie Malmsteen, okazało się zadaniem niewykonalnym. Wokalista kojarzony przede wszystkim ze współpracy z Michaelem Schenkerem zwyczajnie nie dał rady. Następny w kolejce Space Truckin' (Kip Winger/Tony MacAlpine) już lepszy, ale jest on tylko wstępem do uczty w Stormbringer, gdzie za sitkiem stanął sam Glenn Hughes, a na gitarze towarzyszy mu John Norum. Tego pana znamy przede wszystkim ze współpracy z zespołem Europe i krążków solowych. Ci dwaj panowie stanęli na wysokości zadania i kawałek wypada wyśmienicie. Bez wątpienia jest to jeden z najjaśniejszych punktów tego wydawnictwa. Dalej też jest fajnie - Rat Bat Blue w wykonaniu Ritchiego Kotzena nie został odarty ze swojej purpurowej otoczki. Ritchie śpiewa i gra bez napinki, zupełnie na luzie, a to zaowocowało kolejnym dobrym coverem na tej płycie. Przyznam, że ogromnie ciekawiło mnie, jak też zostanie odegrane Lazy - blues, w którym udziela się trzech panów: Joe Lynn Turner (wokale), Yngwie Malmsteen (gitary) oraz Russ Parris (gitara), który także maczał paluchy w tym utworze). Zapewne nie każdy słyszał o tym ostatnim, więc spieszę z wyjaśnieniem, że ten wioślarz ma za sobą staż w glam rockowym Steel Panther, War & Peace oraz w Fight. Panowie zagrali bezbłędnie, nowe wykonanie może się podobać. Dalej mamy Paula Gilberta (śpiew, gitara) w Maybe I'm A Leo. Trudno tego znakomitego gitarzystę i wokalistę posądzać o odwalanie fuszerki. Kawałek zagrany na wysokim technicznym poziomie. Blues rządzi i buja jak trzeba. I gdy człowiek nabrał już otuchy i myślał, że będzie fajnie do końca krążka, nadchodzi niespodziewana wpadka w Smoke On The Water... Zagrany zupełnie bez jaj przez panów Roberta Masona (wokale) i Russa Parrisha (gitary). Były śpiewak Lynch Mob wypada bardzo słabo, choć rozpaczliwie stara się naśladować sposób śpiewania Iana Gillana, jak tylko się da. Parrish zagrał bardzo bojaźliwie, tylko poprawnie wykonując swoją partię. Bez ognia, duszy i uczucia, jakim ten utwór się zawsze charakteryzował. O partii plumkającego basu lepiej nie mówić... Po tej gorzkiej pigułce mamy Fireball w wykonaniu Dona Dokkena (za mikrofonem) i Reba Beacha (za wiosłem). Tych panów przedstawiać chyba nie trzeba? Co do cowera - znów tylko poprawnie, choć wykonanie z pewnością może się podobać. Dalej mamy ciekawostkę w postaci udziału samego Mike'a Varneya, który zagrał na gitarze w utworze Hush. Za sitkiem towarzyszy mu znany wokalista Jeff Scott Soto. O poziom wykonania można być spokojnym, a Varney całkiem nieźle radzi sobie z wiosłem. Jak widać, nie tylko ma smykałkę do produkowania muzyki (jest założycielem Sharpnel Records). Całkiem udany cower. Na koniec mamy wspaniałe wykonanie Woman From Tokyo. Panowie Tony Harnell (obsługa mikrofonu) i Vinnie Moore (obsługa gitary), wypadli tu bardzo dobrze. Zrobiony stricte na modłę purplowską kawałek daje radę, choć wokalista norweskiego TNT mógłby gdzieniegdzie bardziej "przycisnąć". Moore oczywiście to wielka gitarowa klasa. Doskonały utwór na koniec płyty.

Podsumowując: ciekawy album i aż żal, że spaprany tu i ówdzie. Mimo, że gra tu plejada muzyków, to nie zawsze stanęli oni na wysokości zadania. Mogę go jednak polecić każdemu fanowi purpurowych dźwięków.

Brak oficjalnej strony projektu

Vincent
czerwiec 2009