Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

VAN DER GRAAF GENERATOR - Trisector [2008]
Wydawca: Virgin / EMI / Caroline

  1. The Hurlyburly
  2. Interference Patterns
  3. The Final Reel
  4. Lifetime
  5. Drop Dead
  6. Only In A Whisper
  7. All That Before
  8. Over The Hill
  9. (We Are) Not Here
Trisector

Skład: Peter Hammill - śpiew, pianino, gitara elektryczna; Hugh Banton - organy, pedały basowe, gitara basowa; Guy Evans - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: Van Der Graaf Generator

Van Der Graaf Generator to jeden z moich ulubionych wykonawców grających rocka progresywnego i robiących to wciąż w starym stylu, chociaż minęły już 4 dekady od czasu, kiedy zadebiutowali. Grupa powróciła pod dość długim milczeniu trzy lata temu albumem Present, który fani bardzo sobie chwalili. Mnie jednak tamta płyta jakoś nie porwała i w sumie nie wyczekiwałem szczególnie następcy tamtego krążka, Trisector tym samym jest dla mnie miłym zaskoczeniem.

Co prawda w grupie nie ma już świetnego saksofonisty Davida Jacksona, ale mam pewną dobrą informację dla fanów klasycznego hard rocka: więcej tutaj gitary elektrycznej niż na poprzednich albumach zespołu. Czasami mam wrażenie, że gra Deep Purple i tak jest w otwierającym album kawałku The Hurlyburly. Mocna sekcja i organy Hammonda do złudzenia przypominają styl Deep Purple. Szczególnie utwór polecam tym, którzy lubią ostatnie dokonania legendy hard rocka. Jest to zresztą kawałek instrumentalny, gdzie postarano się o ciekawe rozwiązania melodyczne, świetnie wprowadzające nas w posępny klimat tego albumu. I niech nikt nie zraża się przydługim wstępem do tej kompozycji, bo warto czekać na ostre wejście. Z drugiej zaś strony na krążku nie mamy specjalnie długich kawałków poza utworem Over The Hill który trwa 12 minut. Interference Patterns to może najbardziej klasyczny przykład kompozycji Van Der Graafa. Tutaj większą rolę odgrywają klawisze, no i w końcu pojawia nam się głos Petera Hammilla, wokal nie do podrobienia (choć były próby, vide Fish z Marillion). Struktura tego utworu jest strasznie pokręcona, hipnotyczny fragment i następujące po nim spiętrzone kakofonie dźwięków tylko z pozoru są chaotyczne, naprawdę wszystko dopracowane jest do ostatniej nutki. Kawałek ten jest jak wzięty z horroru, chociaż nie jest specjalnie nastrojowy. Jest nerwowy i dziwacznie wciągający. Jak dla mnie sporo tutaj z leciwego albumu zespołu Pawn Hearts, tam w Pladze Latarników też pojawiły się podobne rozwiązania (w tym stylu brzmiały też niektóre kawałki Emerson Lake & Palmer). I niewykluczone że to mój ulubiony utwór na Trisector. Wraz z trzecim kawałkiem, The Final Reel, następuje chwila relaksu. Po nerwowych dźwiękach poprzednika ten numer wydaje się kołysać do snu. Kojarzy mi się też znacznie bardziej z solowym Hammillem niż z typowym Van Der Graaf Generator, ale słucha się tego całkiem dobrze. Spokojnyą kompozycją jest też Lifetime, ale tutaj już więcej starego Van Der Graafa. Momentami, głównie dzięki wokalom, przypomina się płyta Godbluff, chociaż tam utwory były bardziej żywe. No i przyszedł czas na hard rock. Drop Dead to mocny utwór oparty na dość prostym riffie i wraz z tymi organami brzmi niemal identycznie jak nagrania Deep Purple. Nie wiem, czy takie było zamierzenie, ale nie da się ukryć, że kawałek mi się bardzo podoba. Po prostu ekipa Hammilla pokazuje to, do czego nas kiedyś przyzwyczaiła, z tym że o ile zwykle o sile ciężkości ich muzyki stanowiła gitara basowa mocno wygrywająca rytm wraz z energetycznymi partiami perkusji, tutaj więcej juz zwykłej gitary elektrycznej, choć jak dla mnie brak wyraźnie świetnych partii solowych Davida Jacksona, ale z drugiej strony dla fanów hard rocka to bardziej strawne oblicze zespołu. Only In A Whisper to ponownie spokojniejszy kawałek i jakoś szczególnie mnie nie rusza, chociaż zespół próbuje się rozkręcić w połowie. All That Before, ostro, w miarę ciężko jak na rock progresywny. Słyszę wyraźnie, że zespół usilnie próbuje nawiązać do płyty Still Life, choć aż tak zgrabnie im to nie wychodzi, mimo to mogę tego słuchać bez skrzywiania się. Początek epickiego Over The Hill zaczyna się niczym Meurglys III z płyty World Record. Jest to równie posępna kompozycja, słychać w niej inklinacje jazzowe muzyków, co ja zaliczam na plus, problem w tym, że utwór jest ciut za mało dynamiczny. Nie jest też tak zapamiętywalny jak legendarne dokonania zespołu z lat '70. Mimo to broni się formą. A na sam koniec kawałek w takim klimacie, jaki lubię najbardziej u Van Der Graafa. (We Are) Not Here ma klimat taki jak w Interference Patterns, bardzo podobne niepokojące partie klawiszy i złowieszczy nastrój. Zbliża się Halloween, proponuję ten kawałek zapuścić wieczorem, zapalić świeczkę, można sobie nieźle psychę nadszarpnąć ;).

Końcówka albumu więc bardzo okazała i jak dla mnie pokazująca, że zespół mimo długiego stażu wciąż w formie. Album polecam przede wszystkim fanom rocka progresywnego z lat '70, ale mogą po niego spokojnie sięgnąć fani klasycznego hard rocka, a także wszyscy ci, którzy chcą ciekawej, niebanalnie zaaranżowanej muzyki.

Oficjalna strona zespołu: www.vandergraafgenerator.co.uk

LSDisease
wrzesień 2008