|
Skład: Davy Vain - śpiew, gitara; Jamie Scott - gitara; Danny West - gitara; Ashley Mitchell - gitara basowa; Tommy Rickard - perkusja
Gościnnie: Fraser Lunney - bass; Louie Senor - drums
Produkcja: Davy Vain
Co jakiś czas Davy Vain przypomina o sobie nowym albumem i nieważne, czy akurat postanawia nagrywać pod szyldem Vain czy Davy Vain, możemy spodziewać się tej samej jakości stworzonego materiału. Od krążka On The Line minęło sześć lat i oto w tym roku zupełnie zaskoczyła mnie wiadomość, że Vain wydają nowy album. Co prawda nie miałem obaw o jego jakość, ale też nie miałem specjalnie wysokich wymagań. Wiadomo, że tak jak 20 lat temu mało kto obecnie jest w stanie zagrać. Tym bardziej zaskoczyło mnie Enough Rope.
Posępny, wsparty rasowym hard rockowym riffem Greener to kawałek, który spokojnie mógłby pojawić się na pierwszym krążku Vaina. Owszem, są tu też echa Move On It, ale dla mnie to absolutnie bez znaczenia, bo uwielbiam obie te płyty. Takiego kopa nie dostałem już dawno i staram się sobie przypomnieć, kto w ostatnich latach tak mnie zaskoczył. Było kilka świetnych krążków. Ale Vain podszedł do tego, jakby czas cofnął się o dwie dekady. Triple X to z kolei szybki wymiatacz, jakich też na płytach Davy'ego nie brakowało. Ma coś z punkowej filozofii, ale to 100% Vain w każdej nutce. Zresztą nie przesadzajmy z tym punkiem, takie zawijaste riffy są czymś więcej niż tylko prymitywnymi akordami. Przypominają momentami Megadeth (bodaj utwór Tornado Of Souls), no i solówek tego kalibru w żadnym punkowym zespole nie usłyszycie. Hot Stage Lights to powrót do klimatycznego, dusznego, hard rocka. Wokalista śpiewa z wiadomą sobie gracją, bardzo melodyjnie i dźwięcznie. Przy okazji muszę dodać, że jego głos zupełnie się nie zestarzał i dalej prezentuje tę samą moc co przed laty. Nie potrzeba mu przy okazji żadnych wspomagających efektów specjalnych. Utwór jest oczywiście doskonały, mający
wiele wspólnego z debiutanckim albumem No Respect. Natomiast Stray Kitten Burns bardziej pasowałby na Move On It. Mniej tu przysadzistych riffów, więcej stonowanych gitar, choć klimat pozostaje dokładnie ten sam. No i rzecz jasna kawałek mógłby stanowić część On The Line, ale przecież przedostatni album Vaina też jest bardzo dobry. W Cindy znowu ostrzej i czuć lata '80. Myślę, że na Enough Rope znalazło się więcej kawałków przypominających debiut niż na wcześniejszych płytach razem wziętych. No więc pora na balladę. Treasure Girl spełnia wszystkie kryteria ballady Vain, choć tym razem postanowiono przeciągać ją w sposób dla mnie irytujący, bo ścieżka mogłaby być lekko z minutę krótsza.
Nie jest to jakaś perła, Vain mieli lepsze ballady i tutaj nic specjajlego nie pokazano. Jak dla mnie utwór nudny, choć obiektywnie rzecz biorąc ciężko przyczepić się do aranżacji czy wykoanania. Nic nie szkodzi, bo na pozycji numer siedem mój faworyt. Numer tytułowy. Tak jest, Enough Rope dorównuje mojemu ulubionemu kawałkowi Vain, czyli No Respect. Jest tak samo dobry i jeśli cokolwiek mogłoby w nim być lepsze, to tylko solówka, bo w tamtym legendarnym już utworze to był orgazm. Ale nic nie szkodzi, obie kompozycje to Vain w najlepszym wydaniu. Wszystko tu złożone jest z tych samych elementów. Tak już prawie nikt nie gra hard rocka. To jest po pierwsze Vain w każdym calu, po drugie hard rockowy hicior z refrenem, który można powtarzać bez końca, także powinien się spodobać nie tylko fanom Davy'ego i spółki. Solid Gold ma coś ze starego hard rocka, takie podrasowane Deep Purple zmiksowane ze sleaze'owym obliczem Vaina. Pasuje mi, bo nieźle kopie dupsko, o co zasadniczo w takim graniu chodzi. Distance Of Love to spokojniejszy kawałek, przy Treasure Girl wypada rewelacyjnie i jak dla mnie jeden z lepszych utworów na płycie. Takie nagrania były już u Vaina w przeszłości, chyba na każdym albumie coś podobnego miał. Dla tych, co Vain nie znają (a powinni, bo to przecież jeden z najbardziej oryginalnych artystów), dodam, że to coś pomiędzy Rush (z okresu Roll The Bones, Counterparts) a U2, tyle że wsparte ostrzejmymi gitarami w refrenie. Czyli nastrojowy hard rock, bardzo wciągający. Vain (taki utwór mógłby stanowić fragment pierwszej płyty jako przywitanie się ze słuchaczami) to typowy hard rock z lat '80, właściwie nie ma się co rozpisywać. Świetny riff przewodni, kawałek idealny na No Respect. Kto wie, może leżał sobie przez ponad 20 lat w szufladzie Vaina. Krótki jest, to fakt, ale zawsze można powtórzyć ścieżkę w odtwarzaczu. Worhsip You szybkie, zadziorne, żeby nie rzec agresywne. Uwielbiam balansowanie Davy'ego między delikatnym, zwiewnym śpiewem, a ostrym pełnym pasji wydzieraniem się. Poetyka numeru przypomina mi trochę ekipię The Almighty z pierwszej bądź drugiej płyty. Czyli jest ostro i bezczelnie. Numer świetny, tak jak i cała płyta (wyłączjąc Treasure Girl, którego ja akurat nie trawię).
Napisałem wcześniej, że Enough Rope ma więcej z No Respect niż jakikolwiek album nagrany w latach '90 i później, bo tak faktycznie jest. Co najmniej połowa krążka to uwtóry spokojnie, mogące pojawić się na płycie wydanej ponad 20 lat temu i to chyba stanowi najlepszą rekomendację dla tego wydawnictwa. Fani Vain nie muszą się zastanawiać, ani zadawać zbędnych pytań, bo to dla nich prezent nad prezenty. Ekipa Davy'ego nie była w takiej formie od czasu Move On It, zaś fani hard rocka też spokojnie powinni ten album zaakceptować. Dla mnie to jest płyta roku i wątpię, by coś zdołało na 2 miesiące przed końcem 2011 zdeklasować Enough Rope.
Oficjalna strona zespołu: www.davyvain.com
LSDisease listopad 2011
|