Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

URIAH HEEP - Very 'Eavy Very 'Umble [1970]
Wydawca: Vertigo / Mercury

  1. Gypsy
  2. Walking In Your Shadow
  3. Come Away Melinda
  4. Lucy Blues
  5. Dreammare
  6. Real Turned On
  7. I'll Keep On Trying
  8. Wake Up (Set Your Sights)
  9. Bird Of Prey [w amerykańskim wydaniu]
  10. Gypsy (single version) [bonus w remasterze]
  11. Come Away Melinda ("Spice" version) [bonus w remasterze]
  12. Born In A Trunk ("Spice" version) [bonus w remasterze]
Very 'Eavy Very 'Umble

Skład: David Byron - śpiew; Mick Box - gitara prowadząca, gitara akustyczna chórki; Ken Hensley - pianino, organy, mellotron, gitara slide, chórki; Paul Newton- gitara basowa, chórki; Nigel Olsson - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Alex Napier - perkusja w [1-3,6-8]; Colin Wood - instrumenty klawiszowe w "Come Away Melinda" i "Wake Up (Set Your Sights)"; Keith Baker - perkusja w "Bird Of Prey"

Produkcja: Gerry Bron

"Jeśli tej grupie się uda, będę musiała popełnić samobójstwo" - pisała recenzentka z magazynu Rolling Stone, kiedy swój debiut wydawało Uriah Heep. Nie wiem, czy pani Melissa Mills samobójstwo popełniła, wiem natomiast, że tej brytyjskiej formacji się udało. Zespół uważany jest w chwili obecnej za jednego z najbardziej znaczących wykonawców klasycznego hard rocka. Przedstawiamy płytę Very 'Eavy Very 'Umble z 1970 r., od której wszystko się zaczęło.

W USA album ukazał się pod tytułem Uriah Heep ze zmienioną okładką i utworem Bird Of Prey zastępującym w zestawie Lucy Blues. W jakim celu to zrobiono, jak zwykle ciężko powiedzieć, Anglosasi po obu stronach oceanu lubią być oryginalni. Pod względem muzycznym twórczość prezentowana na debiucie nie wyróżnia się jakoś szczególnie spośród innych kapel z lat siedemdziesiątych. Słychać tu wpływy rocka psychodelicznego, struktury utworów są dość typowe, ale w przeciwieństwie do większości grup z tamtych czasów Uriah Heep stara się jakby przemycać do swej muzyki więcej melodyki. Byli tacy, co uważali, że zespół jest jednym z prekusrorów heavy metalu i kto wie, czy nie mieli racji. Z jednej strony kojarzy się z tym gatunkiem już sam tytuł, z drugiej pewne zagrywki podobne do "sabbathowskich" też dają się tu wychwycić. Choćby w takim otwierającym krążek Gypsy mamy prostego hard rocka, ale i słychać riffy, których nie powstydziłyby się późniejsze kapele heavy metalowe. Byron śpiewa tu dość podniośle i myślę, że obok Ronniego Jamesa Dio może on uchodzić za ojca chrzestnego pewnej maniery wokalnej używanej przez grupy power metalowe. Uwagę zwraca charakterystyczne brzmienie gitar i użycie talerzy z centralką przez perkusistę - ten element stylu gry pozostanie specyficzny dla UH aż po dziś dzień. Jest to niejako znak rozpoznawczy i wysłyszeć go można nawet na tak nowych płytach jak Wake The Sleeper. W kolejnym numerze, Walking In Your Shadow, doszukać się można wpływów Cream i Iron Butterfly, a stylistycznie utwór umieścić można pomiędzy tym, co w owym okresie tworzyli Led Zeppelin i Deep Purple. Był to czas, gdy wielu wielkich wzajemnie się inspirowało, był to też czas, gdy sporo eksperymentowano i mieszano różne wpływy. Wtedy jeszcze było to dość łatwe, dziś ciężko już wymyślić coś nowego. Come Away Melinda to nastrojowa ballada, ale też nie mająca zbyt wiele wspólnego z pościelówami lat '80. Więcej podobieństw da się dostrzec do np. Roya Orbisona, czy do The Doors, no i jest w niej też coś musicalowego. Po dwóch poprzednich pozycjach dość spory kontrast i gdyby piosenka nie znajdywala się na tej samej płycie, można by pomyśleć, że gra to zupełnie inny zespół. Ciekawe, dlaczego aż tak bardzo nie spodobało się Amerykanom Lucy Blues, że wymienili tę kompozycję w swoim kraju na inną... Ta barowa wersja bluesa odbiegała może od ich wizji tego gatunku w wydaniu chicagowskim lub z delty Mississipi. No i mamy tu bluesa czystego, bez domieszki wpływów country. Mnie się to podoba, niczego bym nie zmieniał. Długo rozkręca się Dreammare, nastrojowe organy we wstępie, potem wchodzą ostrzejsze gitary Micka i numer przeradza się w coś podobnego do wczesnych nagrań Deep Purple. Niby Uriah naśladuje tu bardziej znanych kolegów po fachu, ale i dodaje coś od siebie i myślę, ze tym czymś jest charakterystyczny sposób śpiewania przez Byrona oraz brzmienie gitar. Z prostym, lecz cieszącym ucho hard rockiem mamy do czynienia w Real Turned On, dodano też gitarę slide. Takie rzeczy najlepiej wypadają słuchane z płyty analogowej i podczas wykonania na żywo. Nie wiem, czy wydanie kompaktowe może konkurować pod tym względem z analogiem, ale jak się nie ma co się lubi... Cóż, na kompaktowym remasterze też nie brzmi to źle. Bardziej monumentalnie robi się w I'll Keep On Trying i sporo tu elementów z "głębokiej purpury". Pewne patenty zastosowane tutaj przypominają mi Demon's Eye Purpli, z wydawnictwa które wyszło niby rok później (ale nagrywane było w podobnym czasie). Może wspólne inspiracje, może wzajemne ukłony, kto wie. Oba kawałki uwielbiam, zapewne z tego samego powodu. Wake Up (Set Your Sights) prezentuje stylistyczny mariaż czegoś spomiędzy The Doors a Deep Purple i jest to zabieg udany. Pewne rzeczy z pozoru od siebie odległe, jak słychać, da się umiejętnie łączyć zyskując nową jakość. Trzeba przyznać, że klimat kawałka pobudza do refleksji. Trzeba też zauważyć, że Uriah Heep miało coś, czego nie miało wiele innych kapel - wspaniałego wokalistę, który doskonale potrafił dostosować się do twórczości swojej grupy. Remasterowana edycja krążka zawiera jeszcze trzy utwory bonusowe. Dwa z nich to inne wersje piosenek z początku albumu, w tym Come Away Melinda pochodzi jeszcze z czasów, gdy zespół występował pod nazwą Spice (bez Hensleya i Olssona). Z tego samego okresu zaczerpnięto też kawałek Born In A Trunk. Słychać w nim fascynację muzyków latami sześćdziesiątymi, nawet Byron śpiewa tu na nutę tamtych czasów. Co ciekawe, odnajduję tu elementy, jakie znam z późniejszych dokonań z debiutu Van Halena...

Jak na początek lat '70 jest to krążek nadzwyczaj udany i moim zdaniem dotrzymujący kroku najlepszym nagraniom Deep Purple z podobnego i nawet późniejszego okresu. Pod nazwą Uriah Heep muzycy pokazali się już od dojrzałej kompozycyjnie strony, ale i nie byli nowicjuszami w branży. Ta płyta to absolutna klasyka hard rocka i dzięki niej grupa stała się kultowa. Jakimś trafem zespół nie zrobił wielkiej kariery w Stanach, za to europejska publiczność doceniła wkład UH w rozwój muzyki rockowej. Debiutancki krążek Uriah oczywiście polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.uriah-heep.com

Guitarrizer
lipiec 2009