Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

URIAH HEEP - The Magician's Birthday [1972]
Wydawca: Mercury / Bronze / Island / Mercury / Sanctuary / Castle Music / BMG Japan
/ Phantom Sound & Vision

  1. Sunrise
  2. Spider Woman
  3. Blind Eye
  4. Echoes In The Dark
  5. Rain
  6. Sweet Lorraine
  7. Tales
  8. The Magician's Birthday
  9. Crystal Ball (out-take) [bonus w remasterze]
  10. Silver White Man (vocal out-take version) [bonus w remasterze]
  11. Proud Words (alternate version) [bonus w remasterze]
  12. Echoes In The Dark (edit) [bonus w remasterze]
  13. Rain (edit) [bonus w remasterze]
  14. Happy Birthday (The Magician's Birthday edit) [bonus w remasterze]
  15. Sunrise (single edit) [bonus w remasterze]
  16. Gary's Song (Crystal Ball alternate version) [bonus w remasterze]
  17. Silver White Man (instrumental out-take) [bonus w remasterze]
The Magician's Birthday

Skład: David Byron - śpiew; Ken Hensley - instrumenty klawiszowe, gitary, syntezator Moog; Mick Box - gitary; Gary Thain - gitara basowa; Lee Kerslake - perkusja, instrumenty perkusyjne, kazoo

Produkcja: Gerry Bron

W 1972 roku Brytyjczycy z Uriah Heep nagrywają świetny album Demons And Wizards, a zaraz po nim The Magician's Birthday. Kolejne dzieło ekipy Hensleya wydaje się być słabsze od poprzedników, brakuje na nim chociażby hitów na miarę July Morning czy Easy Livin', co sprawia, że może być trudniejsze w odbiorze.

Piątą studyjną płytę Uriah Heep rozpoczyna utwór zatytułowany Sunrise. Jest to pozycja utrzymana w stylistyce zbliżonej do wcześniejszych wydawnictw - pojawiają się w niej charakterystyczne, wysokie zaśpiewy Byrona, daje się też wyczuć ten specyficzny, nawiązujący do świata fantastyki klimat, z jakim mieliśmy do czynienia przy pokazji Demons And Wizards. "Pierwsze skrzypce" wciąż w zespole gra Hensley i wszystko, nawet teksty, kręci się wokół napisanej przez niego historii. Niby sam kawałek jest niezły, ale nie trudno odnieść wrażenia, że grupa zabrnęła w ślepą uliczkę i kopiuje samą siebie. Na pewno lepiej się słucha całości przy ustawieniu potencjometra głośności w górę, edycja winylowa też zapewne musiała mieć swój urok, niestety na wydaniu CD magia krążka gdzieś ulatuje. Spider Woman stało się hitem w Niemczech i dotarło na tamtejszych listach przebojów do trzynastego miejsca. Nagranie ma w sobie coś z popularnego w latach '70 glam rocka i z tego względu może wydawać się podobne do wielu innych z tego gatunku. Uzbrojone jest w dość przebojową zwrotkę, lecz sam refren jest już znacznie słabszy. Trzeci utwór w secie, Blind Eye, jest jakby bardziej ambitny. Wyróżnia się wyeksponowaną, wyraźnie słyszalną partią gitary basowej, ma w sobie coś z klimatów muzyki folkowej, byc może średniowiecznej i tyczy się to nie tylko poszczególnych instrumentów, ale i słyszalne jest w samym śpiewie Byrona. Również można to uznać za kontynuację stylistyki proponowanej przez grupę na wcześniejszych płytach. Piosenka wdarła się nawet na amerykańskie listy przebojów, ale uplasowała się dopiero pod koniec pierwszej setki w zestawieniach. Echoes In The Dark ma w sobie coś patetycznego i przywołuje mi na myśl dokonania słynnego Spinal Tap (które de facto zdawało się rysować dla Uriah Heep niezłą karykaturę). Kawałek strukturalnie przypomina bardziej jakąś opowieść niż typową piosenkę, jest zarazem epicki, ale też ma w sobie coś ze starych musicali. Ciekawie się tego słucha pod wieczór, przy bardzo skąpym oświetleniu, pewnie jeszcze lepiej przy płonącym kominku, o ile się takowy posiada. Świetnie wypada nie mniej epicka ballada Rain, gdzie całe tło wypełniają stylizowane na pianino instrumenty klawiszowe. Nie jest to typowa pościelówa, jakich wiele pojawiło się dekadę później, raczej nagranie znów kojarzyć się może z jakimś starym domem (może nawet strychem czy poddaszem) i starymi, czarno-białymi filmami. Uwagę w naturalny sposób zwraca na siebie Byron, śpiewający tutaj z lekką chrypką w głosie - dźwięki wydają się wydobywać raz gardłowo, a raz nosowo. Podobne patenty stosował będzie później Jon Oliva w Savatage, choć on będzie to robił w wyższych rejestrach. W klimaty typowo "uriahowe" powraca Sweet Lorraine, pojawiają się Hammondy i inne stare organy, również wokalista śpiewa ze zwykłą sobie manierą. Ale i w ścieżce jest coś z muzyki country - charakterystyczne tempo, rytmy i styl śpiewania Byrona, co zapewne przyczyniło się do tego, że Amerykanie tę piosenkę docenili i również ona wylądowała w jankeskich zestawieniach na pozycji nr 91. W porównaniu z poprzednikami jest zdecydowanie łatwiej strawna i jakby bardziej przebojowa. W swoim stylu, ale na wolniejsza nutę gra Uriah Heep w numerze ochrzczonym jako Tales. W zasadzie jest to klasyczna, hard rockowa ballada i chociaż melodie są zupełnie inne, kawałek kojarzy mi się z purplowym Child In Time. Wprawdzie gdyby oba dzieła stanęły do jakiegoś pojedynku, wygrałoby pewnie Deep Purple, co nie znaczy, że utwór UH jest jakiś gorszy. Obu nagraniom można by wystawić pomniki. Oficjalny zestaw nagrań kończy tytułowe The Magician's Birthday, które rozpoczyna się dość typowo jak na Uriah, za to około drugiej minuty pojawia się wariacja na znany temat z melodii Happy Birthday To You. Wyśpiewywane słowa zdają się tu być utrzymane w klimatach The Beatles i nie zmienia tego faktu nawet improwizacja zagrana na kazoo (rodzaj piszczałki). Potem następuje seria schizofrenicznych dźwięków rodem jakby z jakiegoś dreszcowca i pojawia się hard rockowa solówka, a za nią znów pożywka dla "schizofreników". Całkiem ciekawy kawałek progresywnego grania trwający ponad 10 minut. Na rynku muzycznym spotkać można kilka remasterowanych edycji krążka z różnym zestawem utworów bonusowych. U mnie znalazły się dwa takowe - Silver White Man i Crystal Ball. Pierwszy z nich jest całkowicie instrumentalny, chociaż słychać po nim, że pierwotnie miała być to piosenka z wokalem. Ponoć były dwie wersje tej ścieżki, obie z jakichś powodów niedokończone, ostatecznie wybrano "wersję trzecią" i zamieszczono na płycie kawałek w formie instrumentalnego remiksu. A stylistyka? Hmm, numer ma w sobie coś z klimatu świąt Bożego Narodzenia, niektóre melodie nawet przypominają słynne Jingle Bells Rock. Drugim bonusem jest Crystal Ball, na oryginalnych taśmach figurujące jako Gary's Song. Pochodzi z czasów sesji nagraniowej do The Magician's Birthday i podejrzewam, że nie weszło na pierwsze wydanie z najzwyklejszego w świecie powodu - nie pasowało po prostu do tego wydawnictwa. Kawałek najsłabszy z zestawu, może dlatego, że zagrany w sposób mało żywiołowy i słychać, że nawet Byron się tu jakoś nie przemęcza, choć znalazły się momenty, gdzie chyba się wygłupia.

Album docenili fani zespołu, nawet statystyki sprzedaży były dość imponujące i już w styczniu 1973 r. płyta pokryła się złotem. Z racji mniejszej przebojowości krążka w stosunku do wcześniejszych wydawnictw i większej różnorodności stylistycznej zamieszczonych tutaj nagrań, płyta powinna spodobać się bardziej miłośnikom rocka progresywnego, choć oczywiście fani klasycznego hard rocka również znajdą wiele dla siebie.

Oficjalna strona zespołu: www.uriah-heep.com

Guitarrizer
luty 2010