Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

UFO - Lights Out [1977]
Wydawca: Chrysalis Records / Toshiba EMI / Caroline / Capitol

  1. Too Hot Too Handle
  2. Just Another Suicie
  3. Try Me
  4. Lights Out
  5. Gettin’ Ready
  6. Alone Again Or
  7. Electric Phase
  8. Love To Love
  9. On With The Action (live) [bonus w reedycji]
  10. Lights Out (Live At The Roundhouse, London '76) [bonus na remasterze]
  11. Gettin' Ready (Live At The Roundhouse, London '76) [bonus na remasterze]
  12. Love To Love (Live At The Roundhouse, London '76) [bonus na remasterze]
  13. Try Me (Live At The Roundhouse, London '76) [bonus na remasterze]
Lights Out

Skład: Phil Mogg - śpiew; Michael Schenker - gitara prowadząca; Pete Way - gitara basowa; Andy Parker - perkusja; Paul Raymond - gitara rytmiczna, instrumenty klawiszowe
Gościnnie: Alan McMillan - aranżacje sekcji dętej i instrumentów smyczkowych

Produkcja: Ron Nevison

Czytając różne fora internetowe i strony poświęcone hard rockowi dochodzę do wniosku, że stosowany w odniesieniu do różnych, starszych płyt termin "klasyka" jest mocno nadużywany. Tak naprawdę na to miano zasługują jedynie wydawnictwa wybitne, które zapisały się na stałe w historii muzyki rozrywkowej albo poprzez swój wpływ na jej rozwój, albo poprzez jakość niezapomnianych kompozycji. Bo to przecież te ostatnie są istotą muzyki jako takiej, a nie natężenie hałasu czy liczba technicznych popisów. Przy takim podejściu z całą pewnością na miano klasyki zasługuje szóste studyjne wynurzenie brytyjskiego UFO, pozbawiony słabych punktów i znakomicie wyprodukowany album Lights Out. A więc po kolei...

"Ufosi" zaczynają swój występ od imprezowo rozbujanego Too Hot Too Handle, którego prosty, acz smakowity riff przewodni błyskawicznie wbija się w głowę i nie chce z niej wyjść. Linie melodyczne są tu takie, do jakich zespół przyzwyczaił nas na swoich poprzednich płytach, czyli rockandrollowo przebojowe, a Phil Mogg nie po raz pierwszy dowodzi, że wokalistą jest nietuzinkowym. Sam numer z pewnością był inspiracją dla twórców tzw. party rocka dekadę później. Kolejny świetny kawałek wita nas na pozycji drugiej. W Just Another Suicide podobać się może aranżacja, pieczołowicie poskładana z dopasowanych do siebie partii pianina, gitar i pseudo-smyczków. Ponieważ dominują tu te pierwsze, może się wydawać, że kapela podąża w kierunku popu, jednak w szarpanych wokalizach i rytmie utworu napotkamy - pomimo jego łagodności - na wiele odniesień do twórczości The Who. Świetna melodia, umiejętne przejścia między poszczególnymi członami tej piosenki nadają jej dodatkowej wartości. W Try Me kosmiczny ansambl uderza w tony liryczne, takie melancholijno-rzewne, smutne, ale dalekie od banalnej płaczliwości. Niewątpliwym walorem tej trzeciej odsłony płyty jest urokliwa gra pianina, uzupełniona w końcówce przez sugestywne solo Michaela Schenkera. Ten ostatni będzie miał dużo więcej do powiedzenia w zgoła odmiennym utworku tytułowym. Lights Out to dzieło legendarne, oparte na "patatajowych", ostrych riffach, bardzo ekspresyjne i zaopatrzone w pełną energii, walącą prosto w twarz melodię. A przy tym niesamowicie chwytliwe, nic wiec dziwnego, że wiele lat później zostało zcoverowane przez Fifth Angel. Końcowa solówka jest małym dziełem sztuki - warto się w nią wsłuchać. Gettin’ Ready potwierdza wysoką formę naszej załogi - nieco przeciągane wokalizy (na sposób trochę hippisowski) perfekcyjnie scalono tu z kołyszącymi refrenami. Interesująco wypadł moment wtrącenia krótkiego, klawiszowo-gitarowego motywu w stylu... Pink Floyd z czasów Dark Side Of The Moon. Z innej bajki pochodzi Alone Again Or, cover piosenki zapomnianej grupy Love, nagranej w latach 60-ych. W "dwugłosowej" aranżacji UFO, pełnej brzmień akustycznych i idealnie wplecionych w to smyczków, a także w folkowym wydźwięku całości słychać zapożyczenia z dokonań duetu Simon & Garfunkel. Taka odmiana na pewno urozmaica krążek, ale czy aby do niego pasuje? Odpowiedź pozostawiam słuchaczom. W wolno sunącym, choć bazującym na zdecydowanym riffie przewodnim Electric Phase (inspirowanym kawałkiem Whole Lotta Love pewnej legendarnej ekipy), Schenker i spółka wracają do tego, co grali wcześniej, czyli bezpretensjonalnego hard rocka, typowego dla lat 70-ych. Pięknie wybrzmiewa jego finalny akord w postaci zgrabnej solóweczki. No i dochodzimy do puenty albumu, jego opus magnum, czyli do rozbudowanego, bogato zaaranżowanego, wieloczłonowego Love To Love. Rozpoczynającego się chińskim gongiem, po którym wchodzą partie tajemniczo brzmiącego pianina, a dalej powolnych, ale zdecydowanych gitar uzupełnianych klawiszowymi motywami. Po tym długim, ale jakże intrygującym intro mamy cudną melodię, graną w rytmie walca (tę "walcowatość" podkreślają jeszcze smyczki i klawisze, w pewnym momencie imitujące dźwięki klawesynu). A w piątej minucie znów następuje zmiana klimatu i ponownie atakują nas zaskakująco mocne jak na taki numer gitary. Cóż za wielobarwny kolaż nastrojów, które w dodatku świetnie się ze sobą zazębiają! Miłośnikom ostrzejszych wejść instrumentalnych polecam końcówkę tego muzycznego dania w postaci solowych partii pana wioślarza - one nigdy nie zawodzą.

Jak dla mnie Lights Out, choć dzisiaj już nieco trąci myszką, stanowi potwierdzenie szczytowych możliwości UFO, jeśli chodzi o zdolności kompozytorskie. Brytyjska ekipa już nigdy później nie osiągnęła tego poziomu, owszem, tworzyła poprawne kawałki, ale zniknęły gdzieś czarodziejskie nutki, które nadawały jej piosenkom wyjątkowość. Dlatego gorąco zachęcam wszystkich fanów dobrej muzyki do zapoznania się właśnie z tym materiałem.

Oficjalna strona zespołu: www.ufo-music.info

Hardlover
kwiecień 2010