|
Skład: Stevie Rachelle - śpiew; Jorge DeSaint - gitary; Jamie Fonte - gitara basowa; Jimi Lord - perkusja
Gościnnie: Michael Lean - perkusja na żywo; Robbie Crane - gitara basowa; Randy Cantor - gitara basowa, pinanino, instrumenty klawiszowe, chórki; Michael Caruso - chórki
Produkcja: Randy Cantor, Tuff i Scott Campbell
Hard rock lat '80 bardzo często określa się mianem komercji. Zazwyczaj określenie ma być obraźliwe, wszelako wszystko, czego celem jest zarabianie pieniedzy, nie jest godne ucha prawdziwego znawcy, czy też krytyka muzycznego zachwyconego wszystkim, co widzi aktualnie w MTV. Powyższa logika jest oczywiście pozbawiona sensu i sama sobie zaprzecza, ale wiele osób się nią kieruje.
Tuff pozostali wierni swoim korzeniom. Kiedy moda na melodyjne granie przemijała, oni nadal robili swoje i nie zmienili swojego stylu na grunge'owe brzmienia. Skład załogi uległ pewnym zmianom, ale szkielet pozostał ten sam. W 1992 roku nagrywali utwór za utworem, ale nie udało im się ich wydać. Dopiero w 1994 roku na rynku pojawiło się nowe wydawnictwo zatytułowane Fist First, aby rok później narodzić się ponownie, wzbogacone o nowe utwory i firmowane nazwą Religious Fix. Co zmieniło się od czasów What Comes Around Goes
Around? Sporo rzeczy. Przede wszystkim grupa odeszła od poisonowych korzeni i zaostrzyła brzmienie, czyniąc je bardziej surowym. Pierwszy utwór na płycie Tied To The Bells to
najczystsze Ratt, w dodatku całkiem nieźle zagrane. Wśród fanów zespołu kawałek uchodzi za jeden z lepszych, ja posiadam jednak innych faworytów. Podoba mi się połączenie melodii z ciężarem w Daddy's Money, a także kombinacja agresywniejszych wejść z łagodniejszymi refrenami. Trójeczka jest wolniejsza, ale zarazem wystarczająco dynamiczna i ani przez chwilę nie jest mdło. Better Off Dead nie jest pościelówą, ale raczej w miarę spokojną, pogodną kompozycją. Tuff zaczyna rozpierać energia i I Like What I See daje jej ujście. Jest to idealny kawałek na imprezy i pewnie często byłby na nich puszczany, gdyby Religious Fix pojawiło się w 1990, a nie w 1995 roku. Sixteen Tons wprowadza dużą odmianę. Momentalnie przenosimy się z rockowej sceny do pełnego nikotynowego dymu klubu, gdzie nie do końca trzeźwa kapela zaczyna grać bardziej na luzie, w takim właśnie barowym stylu. Inspiracje Guns N' Roses stają się coraz wyraźniejsze, a numer Follow The Loser zawsze budzi uśmiech na mojej twarzy. Zespół pokazuje się od bardzo dobrej strony, udowadnia że ostry materiał nie jest mu straszny. Rattle My Bones ponownie kojarzyć się może z Ratt, choć mniej niż otwierający płytę numer. Tied To The Bells lepiej wypada. Ósemka znacznie przyspiesza, a kapela pędzi na złamanie karku, ani na chwilę nie zwalniając. Elektryczny kościółek firmuje średnie tempo i pomimo pewnych zalet, oba kawałki to raczej średniaki. God Bless This Mess wpisuje się w podobną stylistykę i jeśli komuś do tej pory podobała się płyta, to nie będzie narzekał. Simon Says jest kompozycją intrygującą. Gitary wygrywają nietypowy, zakręcony riff, a grupa naśmiewa się z braku indywidualizmu. Po kilku minutach ciszy, która następuje pod koniec Simon Says można doczekać się kompozycji bonusowej.
Płyta, pomimo braku oczywistych killerów, jest wydawnictwem wyjątkowo spójnym, które świetnie się słucha jako całość. Fani Ratt, Gunsów, czy też Mötley Crüe powinni nią być zadowoleni, a od siebie dodam, że po dość długim odpoczynku od muzyki, Religious Fix zachęciło mnie, aby ponownie nękać sąsiadów hard rockowymi kapelami. Minus krążka? Jakość brzmienia mogłaby być lepsza, ale nie czynię z tego poważnego zarzutu.
Oficjalna strona zespołu: www.tuffcds.com
Guciomir marzec 2011
|