Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** STEFAN MACHEL - "Wyciskanie soków z elektrycznej gitary i wzmacniacza..." ***

Legendy polskiego heavy metalu, jaką niezaprzeczanie jest zespół TSA, nikomu nie trzeba przedstawiać. Trzy dekady historii tej formacji to istna mieszanka wybuchowa - setki niezapomnianych koncertów, seria burzliwych rozstań i powrotów, dyskografia pełna płyt dawno uznanych za kultowe... I przede wszystkim - kawał niezmiennie znakomitej muzyki. W czym tkwi sekret Tajnego Stowarzyszenia Abstynentów? Specjalnie dla naszego serwisu, rąbka tajemnicy uchyla gitarzysta Stefan Machel - opowiadając nam o początkach z gitarą, złotych latach '80 i trzydziestu latach wymiatania pod szyldem TSA...

HARD ROCK SERVICE: Witam! Bardzo się cieszę, że mam okazję porozmawiać z jednym z najważniejszych gitarzystów polskiej sceny rockowej. Zacznijmy może dość tradycyjnie - od Twoich początków z muzyką. Opowiedz nam trochę o momencie, w którym zainteresowałeś się muzyką i o tym, co skłoniło Cię do sięgnięcia po sześciostrunowy instrument.

STEFAN MACHEL: Jako 10-letni chłopak zetknąłem się z muzyką Led Zeppelin. Słuchając riffu i solówki Jimmy'ego Page'a w Whole Lotta Love otrzymałem od niego ważny sygnał, ale jeszcze wtedy nie wiedziałem, co z tym zrobić. Pomogła mi Mama, która - aby uchronić mnie przed zgubnym wpływem wychowania na ulicy - zaprowadziła mnie do opolskiego MDK (Młodzieżowy Dom Kultury). Tam trafiłem do pracowni muzycznej i wybrałem naukę gry na gitarze. Trochę początkowo się męczyłem pod okiem instruktora w zespole ogólnym z przypadkowym repertuarem, ale gdy jeden z bardziej zaawansowanych gitarzystów przybliżył mi nieco tajniki instrumentu, wróciło wcześniejsze przesłanie gitarzysty Led Zeppelin i zrozumiałem, że rock i hałaśliwe gitary to jest to, czego tak naprawdę szukam. I znalazłem w domu!!! Stare lampowe radio Menuet UKF, które po podłaczeniu doń gitary wydawało piękny przesterowany dźwięk. A w sali prób MDK były stare lampowe wzmacniacze Telos, na którch nikt nie grał, bo na głośno rzęziły... a dla mnie to było właśnie to! Założyłem pierwszy zespół pod nazwą Spectrum i po kilku miesiącach prób wystąpiliśmy na dziedzińcu MDK. W repertuarze covery Grand Funk Railroad, Ten Years After, Budki Suflera i kilka pierwszych własnych utworów, a za klawiaturą organów niejaki... Andrzej Nowak. Pamiętam, że udało nam się dać trochę czadu ze sceny i nasze potrząsanie czuprynami udzieliło się długowłosym na widowni, a wtedy... instruktor wyłączył nam prąd. Powiedział "Dość tego! Demoralizująco wpływacie swym wyglądem i zachowaniem na publiczność" {:-)

Stefan Machel HARD ROCK SERVICE: Kogo uważasz za swoją największą muzyczną inspirację? Jakie nagrania, wykonawcy ukształtowali Cię muzycznie i wpłynęli na Twój późniejszy styl?

STEFAN MACHEL: Najwięcej chyba zawdzięczam Led Zeppelin. Zapewne dlatego do dziś - oprócz setek innych płyt - dyskografia Led Zeppelin znajduje się u mnie na najwyższej półce. W czasach MDK były jeszcze fascynacje wymienianym już Grand Funk Railroad, Ten Years After, ale też Cream i Jimim Hendrixem. Potem odkryłem Niemena i Breakout. Ich analogi mam do dziś. Z wypiekami słuchało się też nagrań z festiwalu w Woodstock, oglądało fotosy artystów, bo video wtedy nie było. To dzięki nim jeszcze w szkole podstawowej zapuszczało się długie włosy i chwytało za gitarę. Całymi dniami wsłuchiwałem się w ich koncertowe albumy - a te uchodziły za lepsze niż studyjne - i marzyłem aby samemu stanąć przed publicznością, wydobyć z gitary jak najgłośniejszy dźwiek i poddać się zbiorowej ekstazie. Pewnie dlatego pierwsza płyta TSA jest właśnie koncertowa. Przeżyłem szok podczas próby do koncertu zespołu Test. Darek Kozakiewicz pokazał, na czym polega współpraca lampowego wzmacniacza typu super lead i właściwej gitary. Bez systemu PA osiągał odpowiednie natężenie dźwięku na dużej hali. Wtedy zrozumiałem jakiego brzmienia będę używał.

HARD ROCK SERVICE: W roku 1980 dołączyłeś do formującego się składu opolskiego Tajnego Stowarzyszenia Abstynentów. W jakich okolicznościach poznałeś Andrzeja Nowaka i co skłoniło Cię do wstąpienia w szeregi zespołu?

STEFAN MACHEL: Poznałem Andrzeja po prostu na mieście. Nosił długie włosy i słuchał tej samej muzyki, więc spotkania w gronie zasłuchanych w rocka było oczywiste. Poza tym grał z moim bratem w zespole akordeonowym :-) Jeszcze jako kilkunastoletni chłopcy z podstawówki mieliśmy wspomniany zespół Spectrum, a w czasie formowania się wczesnego TSA siedzieliśmy w jednej ławce szkolnej opolskiego Studium K-O, na które ja go namówiłem. Początkowo zespół montowany przez Andrzeja kojarzony był z bluesowym jamowaniem, a potem z coverami Wishbone Ash, którym fascynował się Marek Raduli. Tak, tak, on też był na początku w TSA. Ja dołączyłem do TSA, bo chciałem grać porządnego, mocnego rocka, a tam byli już Janusz Niekrasz i Marek Kapłon. A to już byli muzycy na poziomie. I mogliśmy - mając taki skład - porzucić covery i spróbować sił z własnymi utworami. Nie chciałem grać bluesów, chociaż się na tym wychowałem. Chciałem grać swoją muzykę. I okazało się, że wtedy wszyscy chcemy tego samego. To okazało się naszą siłą i to nas napędzało do pracy nad muzyką podczas prób kilkanaście godzin na dobę każdego dnia w tygodniu.

HARD ROCK SERVICE: TSA było na początku wyłącznie instrumentalnym zespołem. W jakich okolicznościach dołączył do Was Marek Piekarczyk i jak wspominasz po latach pozyskanie w Wasze szeregi wokalisty?

STEFAN MACHEL: Marka Piekarczyka mieliśmy na oku od pewnego czasu. Uczestniczyliśmy w wielu przeglądach i konkursach muzycznych, podobnie jak i on. Podczas jednego z takich przeglądów w Nysie graliśmy z TSA jako atrakcja wieczoru, w którym Marek występował ze swoim zepołem w konkursie. Myśmy podglądali jego wyczyny wokalne, a potem on na widowni dał się ponieść naszej energii - mimo, iż graliśmy tylko instrumentalnie. Niedługo potem pojechaliśmy na festiwal do Jarocina. Jako zespół instrumentalny zdobyliśmy jedyną wówczas nagrodę, ale dla nas najważniejszą - bo był to efekt głosowania publiczności. Marek Piekarczyk tam był, wszystko to widział i przyprowadził do nas swego znajomego, autora tekstów Jacka Rzehaka. Zapadła decyzja połączenia sił najlepszego zespołu Jarocina z jednym z najlepiej rokujących wokalistów. Wkrótce TSA zagrało jako laureat Jarocina na festiwalu Pop Session w sopockiej Operze Leśnej. Tam po raz pierwszy Marek Piekarczyk dołączył do TSA na scenie. Zaimprowizował z pamięci tekst do bluesa 3 zapalki, razem zagraliśmy ognistego rok'n'rolla i fani, którzy nie zmieścili się do amfiteatru, obalili płot, aby być na tym koncercie. Wtedy na dobre zaczął się szał na TSA. Jeśli do tego dodać zdolności organizacyjne poety Jacka Rzehaka, TSA wystartowało jako zespół profesjonalny. W dwa miesiące powstał repertuar koncertowy i ruszyliśmy w trasę po całym kraju, zarejestrowanie zostały też pierwsze nagrania.

HARD ROCK SERVICE: W początkach działalności TSA często porównywano do australijskiego AC/DC. Na ile się z tym zgadzasz?

STEFAN MACHEL: Z TSA, jeszcze w okresie instrumentalnym, byliśmy na obozie artystycznym w okolicach Żywca. Tam mieliśmy magnetofon szpulowy i chyba jedną taśmę. Back in Black AC/DC. Nie dało się uniknąć wpływów i fascynacji. Jeśli dodać do tego gitarzystę w krótkich spodenkach (u nas tzw. Machelówach :-)) można było się spodziewać porównań. Ale potem udało się nam wykształcić swój niepowtarzalny styl. AC/DC to też przecież dziecko Led Zeppelin i The Rolling Stones. Każdy początkowo na kimś się wzoruje, a najważniejsze, aby w tej fascynacji się nie zatracić i pójść własną drogą.

HARD ROCK SERVICE: Od początku działalności TSA było na polskim rynku czymś zupełnie nowym i, oczywiście, kontrowersyjnym. Jak wyglądało zetknięcie się zespołu z ówczesną rzeczywistością PRL-u, stanu wojennego?

STEFAN MACHEL: Żyliśmy wówczas w swoim świecie, który z PRL-em niewiele miał wspólnego. Oczywiście zawsze można było spotkać złego milicjanta, zostać wylegitymowanym i ewentualnie spędzić kilka godzin w odosobnieniu. Nie da się pominąć obecności cenzora ingerującego w teksty piosenek czy trudności w podróżowaniu i otrzymaniu paszportu. Ale tak naprawdę to prowadziliśmy dzięki muzyce bardzo swobodne i dość wesołe życie. Wprowadzenie stanu wojennego bardzo przeżyliśmy i myśleliśmy, że to już koniec. Lecz dzięki sprytnym działaniom menadżerskim udało się wznowić działalność koncertową, a także dokonać nagrań i wydawać płyty. Okazało się, że można działać nawet kiedy telefony są wyłączone, co dziś jest nie do pomyślenia.

HARD ROCK SERVICE: Od roku 1981 prowadziliście niesamowicie ożywioną działalność koncertową - TSA grało po kilkaset koncertów rocznie. Występowaliście także za granicą - we Francji, Niemczech, Czechosłowacji, ZSRR... Jakie było przyjęcie TSA poza granicami kraju w tamtych czasach, jak odbierała polski heavy metal tamtejsza publiczność?

STEFAN MACHEL: Na rynku brytyjskim mieliśmy wydany album Spunk!, odnotowany ekstatyczną recenzją przez New Musical Express, a w Europie Heavy Metal World. Do Anglii jednak nie udało nam się pojechać. W Belgii i Holandii zagraliśmy kilka koncertów w klubach i na festiwalach w związku z kontraktem z tamtejszą wytwórnią "Mausoleum", wydawcą kolejnego albumu anglojęzycznego Heavy Metal World. Nie spodziewaliśmy się tak gorącego przyjęcia bez wspomagania polskiej Polonii, a ze strony fanów z Beneluxu - zresztą uwiecznionego na wydawnictwie video z dużego metalowego festiwalu "Shockwave" w belgijskim Genk. W ówczesnej Czechosłowacji graliśmy kilkakrotnie i były to świetnie przyjęte koncerty. Teraz także co roku odwiedzamy Czechy, a nawet mamy tam swój fan-club. W NRD, czyli komunistycznej części Niemiec, mieliśmy koncert podczas ich święta młodzieży, na którym odnotowaliśmy obecność fanów nawet z Niemiec Zachodnich i Holandii. Ale tam za zbyt swobodne zachowanie po koncercie uznano nas za persona non grata! W ZSRR czyli komunistycznej Rosji graliśmy wielokrotnie przy wypełnionych po brzegi ogromnych halach, ale publiczność siedziała w bezruchu, wsłuchując się w skupieniu w dźwięki kapeli z "zachodu Europy" :-) Tam tańczyć nie było wolno! W Berlinie Zachodnim zespół był dwa razy. Za pierwszym razem beze mnie, bo dostałem odmowę przyznania paszportu, za drugim razem koncert w klubie dla niemieckich metalowców pomieszanych z polskimi handlarzami działajacymi na styku Berlina Zachodniego i Wschodniego. Większy aplauz mieliśmy od niemieckich fanów metalu :-) W Paryżu koncert TSA w ramach święta lewicowej gazety "L'Umanite". Bardzo profesjonalnie zorganizowany, wspaniała infrastruktura, wielka scena i telebim będacy w 1985 r. supernowością. Tysiące ludzi, także trochę miejscowej Polonii, ale przede wszystkim Francuzi, którzy docenili naszą muzykę, każąc nam bisować. Występ rejestrowała TV RTL, niestety materiał ten zaginął. W USA i Kanadzie pierwszy raz występowaliśmy w ramach spektaklu Jesus Christ Superstar, potem kilkakrotnie z repertuarem TSA dla miejscowej Polonii. Tam jest naprawdę dużo fanów polskiego rocka i koncerty zawsze były pełne naszej energii i "szału" na widowni :-)

HARD ROCK SERVICE: W 1984 roku TSA koncertowało wspólnie z Nazareth podczas trasy Szkotów po naszym kraju. Jak wspominasz tamte koncerty i dzielenie sceny z Nazareth?

STEFAN MACHEL: TSA było gościem na koncertach Nazareth w Polsce. Nie odczuwaliśmy żadnej formy dyskryminacji w stosunku do siebie, jak to jest obecnie przyjęte w stosunkach między zespołami. Mieliśmy zapewnione tak samo dobre nagłośnienie i światło. Ja byłem i jestem wielkim fanem Nazareth, tym bardziej było mi miło widzieć, jak muzycy z Nazareth przyglądają się zza kulis naszym koncertom, potem je fachowo komplementując :-) Prywatnie - na tyle na ile pozwalała nam znajomość jezyka - okazali się wspaniałymi kompanami w czasie wolnym, zapraszając nas także na wspólne jammowanie na scenie podczas ich koncertu.

HARD ROCK SERVICE: Rok później powstał poboczny względem TSA projekt muzyczny - zespół Blues Power. Proszę, opowiedz nam o muzykach zaangażowanych w ten zespół, granej przez Was muzyce i Twoim wkładzie w Blues Power.

STEFAN MACHEL: Blues Power był zespołem, który powstał na jam session. Grywaliśmy dla zabawy covery z lat naszej młodości z Jurkiem Kaczanowskim, Januszem Niekraszem i Markiem Kapłonem. Potem okazało się, że mamy zaproszenia na występy z tym repertuarem. Zagraliśmy wiele koncertów klubowych i plenerowych w całej Polsce. Potem Jurek wyemigrowal do USA, więc zostaliśmy w trio. Formuła grania coverów była dość ograniczona, więc podjąłem próbę przearanżowania tych utworów pod kątem nieco nowocześniejszego brzmienia. W międzyczasie wystartowało TSA, więc nie było czasu na takie muzykowanie. Od kilku już lat nie uczestniczę w tym przedsięwzięciu. Obecnie Janusz Niekrasz okazjonalnie powołuje tę formacje do życia w rożnych składach.

HARD ROCK SERVICE: Jesienią '87 koncertowaliście wraz z Kombi, Dżemem, Lombardem i Lady Pank. Jak wspominasz tamtą trasę? Jak wyglądały relacje pomiędzy największymi zespołami rockowymi tamtego okresu?

STEFAN MACHEL: Tak, byla to trasa z dobroczynnym przesłaniem - "Stanie się cud". Z tymi zespołami spotykaliśmy się wielokrotnie na rozmaitych trasach, nie tylko wtedy. Ogólnie rzecz biorąc stosunki nasze były bardzo "zabawowe". Impreza po koncercie to była wówczas podstawa bytu na trasie. Hotel zawsze był pełen muzyków, nierzadko w szampańskich nastrojach :-)

HARD ROCK SERVICE: W 1989 roku TSA opuszcza Marek Piekarczyk - podobno z powodu incydentu na jubileuszowym koncercie zespołu Dżem. Czy to faktycznie ów niesławny incydent spowodował rozpad TSA?

STEFAN MACHEL: Odejście Marka od TSA w 1989 r było spowodowane nieporozumieniem z organizatorem tego koncertu z incydentem motocyklowym w tle. Andrzej wymyślił, że trzeba koniecznie wjechać pod scenę na motocyklach. Organizator się na to nie zgodził i w wyniku konfliktu do koncertu TSA nie doszło. Marek - widząc to - ogłosił, że odchodzi od zespołu. Jego decyzja oznaczała rozkład zespołu. Były nieśmiałe próby poszukiwania nowego wokalisty, ale niektórzy z nas byli tak zaabsorbowani swoim motocyklowym hobby, że nic z tego nie wyszło.

Stefan Machel HARD ROCK SERVICE: Trudno pominąć pytanie o dwa równolegle działające na początku lat '90 "wcielenia" TSA - zespół Marka Piekarczyka i Andrzeja Nowaka oraz Twój, występujący pod nazwą TSA Evolution. Dlaczego wszystko, co zostało po Waszej działalności, to - jak podają źródła - trzy anglojęzyczne utwory? Jak ogólnie oceniasz poczynania TSA Evolution?

STEFAN MACHEL: W 1990 (???) roku otrzymałem od organizatora Festiwalu Polskiej Piosenki w rosyjskim Witebsku propozycję występu dla TSA. Zadzwoniłem do Piekarczyka, żeby go zaprosić na te koncerty, ale odmówił. W tym samym czasie byliśmy z Blues Power na koncertach w Trójmieście. Graliśmy tam ze Zbyszkiem Kraszewskim na perkusji. Podczas jednego z jam sessions spotkaliśmy Piotra Łukaszewskiego, późniejszego gitarzystę IRY, i Grześka Skawińskiego z Kombi. Pytali, co tam u nas, co robimy, a my na to, że niewiele, TSA praktycznie nie istnieje - bo Piekarczyk nie chce z nami śpiewać. A Piotrek na to, że trzeba grać - a on ma znajomego wokalistę, który mógłby spróbować zastąpić Piekarczyka. Tak poznałem Janusza "Johnny'ego" Pyzowskiego. Zrobiliśmy próby, Johnny nauczył się kilkunastu piosenek TSA i pojechaliśmy do Rosji na ten festiwal. Okazało się na miejscu, że mamy wykonywać góra trzy piosenki dwa razy dziennie przez ponad dwa tygodnie. Artystycznie może nie było to najwyższych lotów, ale za to zabawa była przednia. Do tego wszystkiego przywieźliśmy z tego wyjazdu oprócz dobrego humoru amerykańskiego Harleya z wojny :-) Po powrocie ze wschodu Europy ulokowaliśmy się w studio Izabelin, gdzie zarejestrowaliśmy pod okiem Andrzeja Puczyńskiego trzy utwory, zgodnie z wówczas panującą globalna tendencją, w języku angielskim. Jeden z nich - We are together - opublikowany został przez magazyn Brum na składance. Pozostałe dwa - Queen of the highway i Don't give up - były tylko grane na koncertach (ten drugi doczekał się entuzjastycznej opinii Mietka Szcześniaka podczas miksów w studio Waltera Chełstowskiego :-) Ponownie udaliśmy się do studia Izabelin, celem zarejestrowania pozostałych ośmiu utworów przeznaczonych na album TSA Evolution. Zarejestrowane zostały wszystkie partie oprócz wokalu. Johnny zwlekał z pisaniem tekstów. Zagraliśmy kilkanaście koncertów, w tym na festiwalu w Opolu. A podczas jednego z koncertów na wybrzeżu doszło do rozstania z tym - nieco zbyt frywolnym jak na wymagania profesjonalnego zespołu - śpiewakiem. Tak oto TSA Evolution zakończył swój krótki żywot. Były, i owszem, jeszcze inne próby pozyskania nowego wokalisty - ale bez powodzenia. W tym samym czasie Piekarczyk porozumiał się z Nowakiem i... nam na złość stworzyli swoje TSA. Zagrali w Jarocinie, potem jeszcze kilka koncertów po Polsce, nagłośnili konflikt i... wyemigrowali do USA. W ten sposób TSA na pewien okres zniknęło z rynku muzycznego.

HARD ROCK SERVICE: Jak, po latach niesnasek i utarczek, doszło do ponownej reaktywacji najsłynniejszego składu TSA około 2001 roku?

STEFAN MACHEL: Była jeszcze w 1998 r. próba uruchomienia przez Piekarczyka i Nowaka tzw. amerykańskiego składu uzupełnionego Tośkiem Degutisem (grał na gitarze w TSA przez kilkanaście miesięcy po odejściu Andrzeja w 1983 r.) ale również bez powodzenia. W 2001 r., podczas urodzinowego koncertu z okazji urodzin Marka Kapłona, doszło do spotkania - a nawet wspólnego występu - oryginalnego składu. Wyszło na tyle dobrze, że zaczęły pojawiać się myśli o prawdziwej reaktywacji. Namowy ze strony Fan Clubu Alien doprowadziły do porozumienia wszystkich muzyków i istnienie TSA ponownie stało się faktem. Najpierw coraz bardziej intensywna działalność koncertowa - aż do 2004 roku - i udało się przygotować materiał na zupełnie nowy album.

HARD ROCK SERVICE: Tak przechodzimy do kwietnia 2004 r., kiedy to ukazuje się Wasza ostatnia jak dotąd płyta studyjna - Proceder. Czy nie kusiło Was - szczególnie Ciebie jako producenta - by podążyć wraz z nagrywaniem tej płyty w zupełnie innym kierunku muzycznym niż dotychczas? Jak oceniasz tę płytę?

STEFAN MACHEL: Moja rola jako producenta polegała głównie na tzw. preprodukcji, czyli przygotowaniu demo i tzw. pilotów do nagrywania wielośladowego, doborze odpowiedniego studia nagrań i realizatora, a potem upilnowaniu aby wszystko sie w studio udało. W TSA producent w sensie nakreślenia kierunku muzycznego jest niepotrzebny. Grając razem na tyle jesteśmy świadomi tego, co robimy, że zawsze wychodzi z tego styl TSA i czegokolwiek pewnie byśmy nie wzięli na warsztat - to zawsze będzie w ten sposób rozpoznawalne. Mam spory udział w powstaniu tej płyty, może nieco większy niż dawniej i udało mi się przemycić trochę klimatu prog rocka do tej z natury prostej muzyki. Ale i tak brzmi to w większości jak stare TSA, może trochę lepiej nagrane niż kiedyś. Jest to album przemyślany od początku do końca, obfituje w szereg ciekawych rozwiązań aranżacyjnych, jest tam naprawdę sporo mocnych riffów, typowe dla TSA długie solówki gitarowe Andrzeja, nietypowe i krótkie sola Stefana (:-), motoryczna gra perkusji Marka Kapłona, niezwykle muzykalny bas Janusza Niekrasza oraz kapitalne melodie i teksty Marka Piekarczyka. Jestem dumny z tego, jak nam to wyszło.

HARD ROCK SERVICE: Jakie są, Twoim zdaniem, najważniejsze utwory z dorobku TSA? Które uważasz za najbardziej udane?

STEFAN MACHEL: Najważniejsze to pewnie te najbardziej znane. W repertuarze każdego rockowego bandu są utwory wolne, balladowe i to właśnie te - wbrew temu co tak naprawdę stanowi o charakterze zepołu - są najbardziej rozpoznawalne i lądują wysoko na listach przebojów. Chociaż w TSA mieliśmy kilka pozycji o naprawdę mocnym brzmieniu, które potrafiły się przebić nawet w radiowych zestawieniach. Chociażby Mass Media czy Heavy Metal Świat. Ten drugi był bodaj najdłużej okupującym pierwsze miejsce na liście przebojów Programu Trzeciego PR spośród utworów TSA. Ja jednak cenię wszystie nasze utwory po równo. Nie mam zdecydowanego faworyta i lubię tak samo grać każdy z nich.

HARD ROCK SERVICE: Obecnie znów intensywnie koncertujesz z TSA, dając występy zarówno akustyczne, jak i "z prądem". Czy jesteś w stanie powiedzieć, który sposób wykonywania legendarnego repertuaru TSA jest Ci bliższy? Czy bardziej spełniasz się jako muzyk, dając czadu podczas elektrycznych koncertów, czy w kameralnej atmosferze akustycznego grania?

STEFAN MACHEL: Koncerty z gitarami akustycznymi w rękach to rodzaj zabawy z naszymi piosenkami. Poszukaliśmy dla tych wykonań nowych, czasem całkiem zaskakujących pomysłów aranżacyjnych, pozmienialiśmy charakter, niektóre brzmią jak pastisz, inne kołyszą się w swingowym rytmie, jest dużo improwizacji. Nam nie wystarcza zamiana gitar z elektrycznych na akustyczne. To całkiem nowa jakość i stanowi dobrą odskocznię od normalnych koncertów, ale... tylko okazjonalnie. Ja wolę wyciskanie soków z elektrycznej gitary i wzmacniacza.

HARD ROCK SERVICE: Kończąc kwestie związane z TSA - jak oceniasz ponad 30 lat kariery zespołu? Czy jest coś, czego żałujesz? Czym na obecnym etapie jest dla Ciebie TSA?

STEFAN MACHEL: Obecnie TSA jest dla mnie podstawową sferą działań. To, że po 30 latach chce nam się grać, to jakiś fenomen. Znam wielu artystów z naszego pokolenia. Większość skoncetrowała się na spieniężaniu swego talentu. W TSA jest nieco inaczej. Ten zespół nie może istnieć z czysto komercyjnych pobudek i mam nadzieję, że nigdy tak się nie stanie. My wychodzimy na scenę, bo tego naprawdę chcemy. Fani to doceniają, a nas to dodatkowo mobilizuje. Czego żałuję? Może tylko tego, że były okresy, kiedy razem nie graliśmy. To było chyba niepotrzebne. Mogło powstać wiele dobrej muzyki. Z drugiej strony - być może przestalibyśmy się rozwijać i nie bylibyśmy w tym miejscu co teraz...

HARD ROCK SERVICE: Teraz typowo techniczne pytanie, które z pewnością zainteresuje aspirujących gitarzystów. Jakiego sprzętu używasz obecnie w studio i na scenie?

STEFAN MACHEL: Na scenie od lat niezmiennie piekielnie głośny, staroangielski, stuwatowy wzmacniacz lampowy i zabytkowe gitary "rogate" typu SG produkcji północnoamerykańskiej, do tego zepsute "oldskulowe" wah-wah :-) W studio odpalam Les Paula, którego nie mogę użyć na scenie, bo jest za ciężki - ale jego brzmienie zniewala. Wzmacniacz ten sam co na scenie. Mam w swojej kolekcji wiele ciekawych instrumentów, wzmacniaczy oraz różnorakich urządzeń, głównie tych zniekształcających dźwięk :-). Niebawem będzie można je wszystkie usłyszeć w moim innym wcieleniu.

HARD ROCK SERVICE: Na polskiej scenie muzycznej jesteś od ponad 30-stu lat. Jak, Twoim zdaniem, zmieniały się w tym czasie rynek muzyczny i rodzima publiczność? Co sądzisz o współczesnej polskiej scenie, o współczesnych debiutantach?

STEFAN MACHEL: Dawno, dawno temu, w latach 80-tych ubiegłego stulecia, było w Polsce kilka, może kilkanaście naprawdę dobrych, profesjonalnych zespołów. Teraz jest ich może z kilkaset i w tych warunkach trzeba umieć sobie radzić. Kiedyś wystarczyło napisać pisakiem na kartce brystolu "TSA - koncert" i miało się pełną salę. Obecnie działają mechanizmy tzw. show businessu i wszytko jest natychmiast przekształcane w produkt do sprzedania. Lecz prawdziwa sztuka niczego się nie boi, zatem nie ma powodu do narzekań. A publiczność na koncertach jest wciąż najwspanialsza na świecie! Rozwija się polski rynek muzyczny. Kiedyś był tylko Jarocin, teraz jest co najmniej kilkanaście znaczących festiwali rockowych w Polsce o odmiennych profilach. Nie ma dnia by w jakimś klubie większego miasta nie grał ciekawy zespół. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli tylko młodzi muzycy zrozumieją, że trzeba szukać własnej drogi zamiast naśladować obce wzorce, na pewno znajdą swoje miejsce na polskiej scenie.

HARD ROCK SERVICE: Jakie są Twoje muzyczne plany na najbliższą przyszłość?

STEFAN MACHEL: Najbliższa przyszłość to koncerty z TSA. W przygotowaniu mam dwa projekty obok TSA i to na razie tylko tyle, co mogę o tym powiedzieć. Pracuję nad tym, aby osiągnęły odpowiedni stopień doskonałości i były gotowe do pokazania :-)

HARD ROCK SERVICE: Serdeczne dzięki za wywiad w imieniu całej załogi Hard Rock Service, to był dla mnie - jako dla fanki TSA - ogromny przywilej. Do zobaczenia na - mam nadzieję, jak najliczniejszych - koncertach!. Na zakończenie wywiadu, chciałabym Cię prosić o słówko lub dwa dla Twoich fanów i czytelników Hard Rock Service.

STEFAN MACHEL: Gorąco pozdrawiam wszystkich fanów dobrego rocka ! Cieszę się, że jast Was tak wielu! Dzięki Wam możemy z pasją uprawiać swoje zajęcie i dzielić się swoimi emocjami na żywo. Zapraszam na koncerty!

Oficialna strona TSA: www.tsa.com.pl
Alien - oficjalny fan klub zespołu: www.tsa.fan.pl

Twisted
05.09.2010

(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony zespołu i zostały użyte za jego pozwoleniem. Zdjęcia autorstwa Kasi Rogalskiej-Piekarczyk.)