|
Skład: Jamie Borger - perkusja, chórki; Anders Wikstrom - gitara prowadząca, chórki; Robert Ernlund - śpiew; Joe Larsson - gitara basowa, chórki; Patrik Appelgren - instrumenty klawiszowe, chórki
Produkcja: Peter Hauke i Andy Lunn
Wielki żal ściska człowieka w serduchu, kiedy tak utalentowani instrumentaliści nie wypływają na szerokie wody dzięki doskonale wpadającemu w ucho materiałowi zawartemu na owym krażku. Niewielkie roszady w składzie, do jakich doszło przed nagraniem owego albumu (Appelgren rolę "klawiszmana" przejął od
Wikstroma, zaś świeżą krew do sekcji rytmicznej wniósł Joe Larsson - ex Six Feet Under) wprowadziły zamerykanizowanie brzmienie do kapeli, coś na kształt Europe z okresu Prisoners In Paradise. Fakt, że Treat dokonał tego 3 lata wcześniej, wcale nie zaowocował tak dobrymi wynikami sprzedaży płyty, jak w przypadku ich pobratymców (rywali?). Co gorsza, nieudana kampania reklamowa wydawnictwa Szwedów przyczyniła się do
opuszczenia zespołu przez Ernlunda.
Już sam "otwieracz", Ready For The Taking, a właściwie jego przewodni riff powoduje, że nasze obojczyki nie są w stanie zachować odpowiedniej symetrii. Do tego niesamowicie rozpędzona perkusja i umiejętnie stosowane zwolnienia uświadamiają nam, że szczyt dojrzałości muzyków przypada na okres wydania tegoż albumu. Numer zdecydowanie nie polecany dla osób z wadami postawy. W Party All Over, jak sam tytuł na to wskazuje, zarówno słuchaczom jak i grajkom z pewnością udzieli się klimat imprezowy. Ciekawa aranżacja klawiszy w refrenie nasuwająca mi na myśl Lombard (Calm Down) wskazuje, iż utwór był nastawiony na podbój amerykańskich prywatek. Cóż, prostota grania jak za najlepszych czasów Y&T. Iście bluesowy wstęp do Keep Your Hands To Yourself może wprowadzić niejednego w zakłopotanie, ale po minucie panowie pokazują, że wcale nie redukują biegu i serwują nam typowego rockera. Warto zwrócić szczególną uwagę na wyeksponowaną linię basu, a także chórki motywujące do odśpiewywania refrenu wraz z zespołem. Niektórzy mogą mieć mieszane odczucia odnośnie głosu Ernlunda, ale wybaczmy mu skoro pierwsze lekcje śpiewu pobierał dopiero przed Dreamhunterem (1987). Kolejne w zestawie Stay Away to odprężająca wszystkie zmysły powerballada. Początkowe klawiszowe intro zmieszane z podchodzącymi pod dźwięki "płaczącej" gitary, motywami granymi przez Wikstroma, daje nam obraz, jak nieprzeciętnym jest on wioślarzem. Całość idealnie nadaje się do słuchania w aucie, gdy w tylnej szybie możemy obserwować zachodzące słońce. Do tego dochodzą jeszcze 2 najlepsze sola z całego albumu i wątek gitarowy po drugim refrenie, dobitnie świadczący, że to wcale nie ballady wyrabiają renomę kapeli. Piąte w kolejności Conspiracy ze swoim tajemniczym wstępem, prawie jak za czasów filmów o Panu Kleksie, po kilkanustu sekundach rozpędza się dzięki żywiołowej gitarze pana Andersa. Kompozycja zyskuje na jakości również poprzez motywy klawiszowe, starające się wypełniać wolne przestrzenie. Nieśmiertelny przedrefren i cała kapela zdzierająca gardło w refrenie sygnalizuje, że mamy do czynienia z killerem. Wpływy southern rocka w riffie przewodnim Mr Heartache są niezwykle widoczne, a nuta ta winna szczególnie przypaść do gustu fanom Guitar Oriented Rocka. Nie należy po niej oczekiwać czegoś na miarę wirtuozerii a 'la Satriani czy Vai, ale obydwie solówki z utworu są zagrane niezwykle technicznie. Wspomnieć trzeba także solidny refren i pozycja szósta broni się sama. Kawałek następny jest z kolei wyjściem naprzeciw słuchaczom niecierpliwym, którzy lubią przycisk skip na pilocie własnego sprzętu audio. Niemożliwością jest, aby po takim rasowo hardrockowym wstępie człowiek odszedł od odtwarzacza. Gitara rytmiczna jak żywo nasuwa na myśl Scorpionsów z okresu Savage Amusement.W pamięć szczególnie potrafią zapaść chórki w zwrotkach, będące jakby odpowiedzią członków zespołu na pytania wokalisty. Poza tym wspaniale galopująca sekcja rytmiczna z bębnami na czele. W dalszej kolejności czeka na nas odświeżona wersja hiciora ze Scratch And Bite, a konkretnie Get You On The Run. Jak można się domysleć Szwedzi nie mogli tego zepsuć, a na domiar dobrego dopieścili tę piosenkę w stosunku do pierwowzoru w każdym szczególe. Uwidacznia się to przede wszystkim w zrównoważeniu znaczenia poszczególnych instrumentów. Może jedynie ucierpiała na tym solówka w środku utworu, ale nie należy żądać od Treat zbyt wiele, skoro i tak mamy tu esencję hair metalu lat '80. Ciekawy riff zgrany z klawiszami w Home Is Where Your Heart Is lekko kojarzy się z Cherokee Europe, zaś dobrze wkomponowany wokal Ernlunda czyni z owego numeru solidny ładunek energii. Fatal Smile oraz Hunger są w głównej mierze oparte na bazie instumentów klawiszowych. Nie wnoszą one zbytniej oryginalności na poczet albumu, aczkolwiek w zamykającym utworze możemy doszukać się smaczków w postaci popisów Appelgrena. Niczego sobie jest również "wiosłowanie" Wikstroma na gitarze prowadzącej w "fatalnym uśmiechu".
Ogólnie rzecz biorąc Organized Crime niewątpliwie jest najdojrzalszym wydawnictwem panów ze Sztokholmu. Zawiera on w sobie zarówno skandynawską przebojowość, jak i amerykańską solidność kompozycyjną. Jeżeli gardło Roberta Ernlunda nie jest dla Was problemem, śmiało sięgajcie po ten album. Zwolennikom sleazowych brzmień polecam zdobyć tytułowe dzieło Treat, gdzie udziela się Mats Leven (Swedish Erotica). Zastrzegam, że melodie tam zawarte nie są tak chwytliwe i emanujące świeżością jak na wyżej recenzowanym krążku.
Oficjalna strona zespołu: www.treatnews.com
Człeko sierpień 2008
|