|
Skład: Tony Harnell - śpiew; Ronni Lè Tekrø - gitary; Morty Black - gitara basowa; Dag Stokke - instrumenty klawiszowe; Frode Lamøy - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Embee Normann - flet, chórki w [10]; Eli Kristin Hagen- chórki w [9]
Produkcja: Ken Ingwersen
W jakim celu reaktywowało się TNT? Chyba po to, żeby obrazić swoich starych fanów, a świadczyć może o tym słabiutkie Firefly. Wydane 2 lata później Transistor to ponownie dziwne granie, które można by spokojnie umieścić w stylistyce lat '90. Na szczęście grupa trochę bardziej się postarała i album nie jest tak tragiczny, czy też zły jak jego poprzednik. Muzyka chwilami, o dziwo wypada całkiem znośnie.
Wydaje się, że płytę najlepiej charakteryzuje pierwszy znajdujący się na niej utwór. Just Like God to po części kawałek nudny, wyposażony w dziwne aranżacje. Chwilami jednak, kiedy nadchodzi czas na refreny, grupa przyspiesza i zaczyna grać z agresywnym, pełnym pasji zacięciem. I to jest właśnie to! Dla refrenów warto słuchać tego utworu, a o reszcie da się jakoś zapomnieć. Niektóre "dziwne aranżacje" wspomniane wcześniej brzmią interesująco, wystarczy się do nich przyzwyczaić. Wide Awake to niemal powrót do starego, dobrego grania. TNT brzmią w nim wyjątkowo naturalnie, przeciągane wokale Tony'ego nie są takie złe. Chwilami Skandynawowie zbliżają się do Łotyszy z Brainstorm, nie na tyle jednak, aby mogło to przeszkadzać. No Such Thing oraz Crushing Down są już gorsze, odwołując się do brzmienia lat '90 i źle pojętej nowoczesności. Na szczęście grupa wciąż nie przekracza pewnej granicy, którą wielokrotnie przełamała przy okazji ostatniego wydawnictwa. W porównaniu do dorobku zespołu, określiłbym te utwory jako słabe wypełniacze. Zabawne, ale nawet tak przeciętny utwór jak No Such Thing pokonałoby z łatwością całe Firefly. Piąte Fantasia Espanola nie spełnia oczekiwań, jakie stawiam balladom. Od utworu wieje nudą, a jest to zbrodnia największa. Because I Love You jest utrzymane w średnim tempie i po kilku przesłuchaniach spodobało mi się na tyle, że dobrze je wspominam. The Whole You're In to powrót do eksperymentów z Firefly. Jeśli ktoś nie trawi lat '90, to lepiej niech unika tego utworu. Jeżeli mam być szczery, to takie granie o wiele lepiej wyszło w wykonaniu Steelheart. Mousetrap to chwilowe poprawienie formy, melodie brzmią przyjemniej dla ucha, podobnie jak i brzmienie. Całość jest solidniejsza od kilku wcześniejszych numerów. Into Pieces jak na tak spokojną kompozycję jest dość ciężkie w odbiorze, ale da się do niego przekonać. Zwrotki nie są tragiczne, gorzej z refrenami. Under My Pillow to akustyczna balladka, niemal identyczna do eksperymentów Matijevica. Mówiąc krótko: nic ciekawego, ani już tym bardziej godnego uwagi. Z kolei No Guarantees jest utworem ciężkim, właściwie punkowym. Można o nim z łatwością zapomnieć i nie będzie się czuło żalu.
TNT nagrało lepszy album od poprzedniego Firefly. Czy jest to wybitne osiągnięcie? Czy można to uznać za sukces? Z pewnością nie, gdyż poprzeczka była postawiona tak nisko, że trudno się o nią było nawet potknąć. To, że kilka utworów na Transistor brzmi ciekawie, może cieszyć, nie czyni jednak z wydawnictwa czegoś wartego dłuższej uwagi. Tylko fani TNT, którzy jednocześnie akceptują styl i brzmienie lat '90, mogą polubić Transistor.
Oficjalna strona zespołu: www.tnttheband.com
Guciomir marzec 2009
|