|
Skład: Tony Hanson - śpiew, chórki; Ronni LeTekro - gitary; Morty Black - gitara basowa, syntezatory; Diesel Scan-Dahl - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Baard Svensen - instrumenty klawiszowe, chórki
Produkcja: Bjørn Nessjø
Knights Of The New Thunder to następca debiutanckiego krążka grupy TNT, na którym podobno teksty zostały odśpiewane po norwesku. Mówię "podobno", bo nie dane mi było jak dotąd posłuchać debiutu i mogę się tylko sugerować tytułami piosenek. Na tej płycie śpiewa już Tony Harnell (w spisie figurujący jako Hanson), a gitarę basową obsługuje Morty Black. Większość utworów na tym krążku pochodzi z oryginalnych demówek zespołu nagranych jeszcze z poprzednim wokalistą, ale zarejestrowanych na nowo z Harnellem za mikrofonem, do tego jeszcze dochodzą dwie kompozycje, które zamieszczone już były na pierwszej płycie grupy.
Kapela zaczynała od grania w stylu "viking heavy metal" i z tych czasów zostało co nie co. Otwierające krążek Seven Seas swym początkiem zdaje się
do tego nawiązywać. Po szumie morza rusza właściwy kawałek, w którym Harnell śpiewa już dość wysoko, ale jeszcze nie na maksimum swoich możliwości. Muzycznie piosenka plasuje się gdzieś miedzy heavy metalem a hard rockiem. Jest na tyle melodyjna, by była komercyjna i przyjazna radiowej emisji, a przy tym na tyle ostra, by podobała się metalowej braci. Przyznam się szczerze, że jakoś wolę dwa kolejne albumy formacji, ten omawiany jest jak dla mnie za mało wyrazisty, choć trzeba przyznać, że jego silnym atutem jest brzmienie, zwłaszcza jak na rok wydania dzieła. Rewelacyjnie wypada też cały motyw perkusyjno-basowy przed solówką, jak i sama solówka zagrana nieco w stylu Van Halena. Chyba jeden z najlepszych numerów na płycie. W Ready To Leave Harnell daje popalić swoim strunom głosowym i naszym uszom. To już kompozycja bardziej metalowa (za wyjątkiem refrenu), która powinna przypaść do gustu fanom Malmsteena i jego płyt z końca lat '80. Niestety sam kawałek bardzo odstaje od najlepszych piosenek kapeli. Klassik Romance to bardzo krótka instrumentalna balladka utrzymana w stylu neoklasycznym. Chyba po raz kolejny Skandynawowie pozazdrościli Yngwiemu patentów i postanowili je powielić na swoim wydawnictwie. Znowu ostrzej będzie w Last Summer's Evil, opartym na bardzo zgrabnym hard rockowym riffie. Pytanie tylko brzmi, czy głos Harnella pasuje do takiego stylu gry... Moim zdaniem brzmi on trochę jakby z innej bajki, na szczęście też linie wokalne nie tworzą wraz z podkładami jakichś kakofonii i całość jest dość strawna. Without Your Love to z kolei bardzo delikatna ballada i tutaj śpiew Harnella pasuje wręcz idealnie. Piosenka bardzo łagodna jak na zespół z aspiracjami heavy metalowymi, ale jak wiadomo, od następnego krążka grupa gra już typowy hard rock z ciągotami do AORu, więc był to chyba naturalny kierunek ewolucji zespołu. Zresztą kapela dążyła do odniesienia sukcesu komercyjnego i wcale się z tym nie kryła, czego przejawem była próba współpracy z Dociem McGhee i przeprowadzka do USA. Tor With The Hammer to wręcz musiał być power metal, skoro tematyka piosenki czerpie całymi garściami z mitologii nordyckiej, a jednak proporcje riffów zostały tak ułożone, że w większości mamy do czynienia bardziej z hard rockiem niż power metalem (ten ostatni i tak w klimatach malmsteenowych). Trochę śmiesznie wypadają tu chórki w refrenie, bo kojarzą się ze śpiewem jakiegoś podpitego towarzystwa na jakimś weselu czy innej biesiadzie. Rasowy hard rock mamy w Break The Ice, choć panowie znów przesadzili z tymi chórkami. Nie mam nic przeciwko chórkom, chórki są fajne, ale nie kiedy są wstawiane, gdzie tylko popadnie. Trzeba znać jakiś umiar. W solówce LeTekro chciał się popisać swoimi niebagatelnymi umiejętnościami, no i się popisał. Zresztą zawsze tego gitarzystę wysoko ceniłem i zastanawiałem się, dlaczego w okresie swej szczytowej formy nie nagrał solowego albumu, jak to wówczas czyniło wielu. U.S.A.jest tak charakterystycznym i zarazem wyeksploatowanym utworem, że kojarzy mi się z naszym rodzimym TSA, amerykańskim W.A.S.P., trochę też z Exumer i belgijskim Crossfire, czyli typowy heavy metal. Szczytów wirtuozerii nie można się nawet spodziewać, ale sama kompozycja należy do raczej udanych i dobrze się jej słucha, zwłaszcza kiedy słucha się jej głośno. Radocha tym większa, im bardziej złoszczą się sąsiedzi ;). Nazwa Deadly Metal mówi chyba sama za siebie, jest to heavy/power metal. Ten numer też z założenia nie miał być niczym ambitnym, miało być prosto, ostro i do przodu. Przy okazji warto zauważyć, jak hard rock i heavy metal to pokrewne gatunki, niektóre kawałki można spokojnie zaliczyć do obu odmian równocześnie. No i oto mamy viking metal w postaci Knights Of The Thunder. To niemal hymn, więc całość brzmi bardzo patetycznie, podniośle, wszystko wedle standardów gatunku. Na samym końcu numeru obowiązkowe uderzenie pioruna. Album zamyka kompozycja zatytułowana Eddie i jest to utwor bonusowy wydania kompaltowego. Spokojna ballada, która nie wiedzieć czemu jakoś kojarzy mi się z Catch The Rainbow wiadomo kogo. Dobry utwór, by pokołysać się do niego siedząc wieczorem na jakiejś ławie i będac po kilku piwach.
Płyta bardzo przyzwoita, choć na pewno nie z gatunku "musisz mieć" (tak , wiem, że narażę się tym twierdzeniem wielu zagorzałym fanom kapeli) . Moim zdaniem zespół się dopiero przegrupowywał i jeszcze szukał własnego stylu, jeszcze się nie zdecydował w jakim kierunku chce podążać, stąd i ta rozpiętość stylistyczna kompozycji między AORem a heavy metalem. Mimo to uważam, że warto krążka posłuchać, bo dzięki temu możemy prześledzić, w jaki sposób grupa "przepoczwarzała się" w poszukiwaniu własnej tożsamości.
Oficjalna strona zespołu: www.tnttheband
Guitarrizer marzec 2008
|