|
Znakomity występ, jaki dała lubelska formacja Tipsy Train poprzedzając tegoroczny koncert Europe w Lublinie, to tylko jeden z wielu tematów, jakie warte są poruszenia na łamach Hard Rock Service. O kulisach wspólnego grania ze słynnymi Szwedami i nie tylko, klasycznie rockowych inspiracjach, muzycznych wzlotach i upadkach oraz zespołowych planach na przyszłość mówią muzycy Tipsy Train - gitarzysta/wokalista Grzesiek Kotyłło i gitarzysta Andrzej Bronisz - zachęcając do podążania za kapelą w trwającym już okrągłe dziewiętnaście lat "marszu Tipsów"...
HARD ROCK SERVICE: Witam, dzięki za możliwość przeprowadzenia tego wywiadu! Na początek - raz jeszcze gratuluję znakomitego występu, jaki daliście poprzedzając koncert Europe w Lublinie w lipcu tego roku. Jak wspominacie ten koncert, atmosferę tamtego wieczoru? Jak przyjęła Was publiczność?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: To był fajny koncert. Dużo ludzi, żywiołowe reakcje pod sceną. Grało nam się bardzo komfortowo, chociaż mogło się wydawać, że padający przed koncertem deszcz mógł nam nieco popsuć nastroje. Na szczęście gdy weszliśmy na scenę przestało padać. Dalej wszystko potoczyło się swoim rytmem.
ANDRZEJ BRONISZ: Entuzjastyczne przyjęcie publiczności faktycznie nie tylko rozwiało chmury nad Lublinem, ale i spowodowało, że jedyne, na co mieliśmy ochotę, to dać z siebie wszystko na scenie. Recenzje naszego koncertu w prasie czy w Internecie wskazują na to, że faktycznie tak było. To był wspaniały wieczór.
HARD ROCK SERVICE: Czy mieliście okazję osobiście spędzić trochę czasu z muzykami Europe? Jeśli tak, jakie były Wasze odczucia?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Przed koncertem spotkaliśmy się w garderobie, zjedliśmy cos w rodzaju lunchu, wypiliśmy po lampce wina, zrobiliśmy parę fotek z Joey'em Tempestem. Miły z niego facet. Andrzej (Bronisz) pogadał chwilę z Johnem Norumem - jak to on - o sprzęcie i nowinkach technicznych... Troszkę dało się wyczuć napięcie, bo chłopakom zaginęły na lotnisku wszystkie ciuchy. Poza frontmanem nie mieli w czym wyjść na scenę. Z tego co wiem, musieli jechać na przyspieszone zakupy w centrum Lublina.
ANDRZEJ BRONISZ: Rzeczywiście John okazał się bardzo sympatycznym i otwartym facetem. Pomimo problemów, o których wspomniał Grzegorz, szybko znaleźliśmy wspólny język i wymieniliśmy się spostrzeżeniami na temat sprzętu, którego używamy. W obu przypadkach są to dość proste zestawy, w zasadzie gitara – kabel – wzmacniacz, a po drodze 2-3 podstawowe efekty typu delay czy chorus, żadnych rackowych cudów. Mamy również podobne spojrzenie na swoje brzmienie, zatem rozmowa dla obu stron była bardzo rzeczowa i treściwa.
HARD ROCK SERVICE: Tipsy Train działa od 1991 roku; od tego czasu mieliście także okazję występować z wieloma legendarnymi na polskiej scenie rockowej zespołami, takimi jak Budka Suflera, Dżem czy Lady Pank. Jak wspominacie grane z nimi koncerty?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Ciężko mówić o jakichś szczególnych emocjach, bo trochę tych koncertów już zagraliśmy. Wszystkie odczucia się zacierają. Specyfika wspólnych koncertów polega z reguły na tym, że są to masowe imprezy, przeważnie na kilka zespołów. Czasami gra się bezpośrednio przed legendą, czasem po, a czasem występy przedzielają inne zespoły. Każdy taki koncert ma swoją historię ale jest ona raczej ulotna i nazajutrz się o tym nie pamięta, bo trzeba mentalnie szykować się na następny występ.
HARD ROCK SERVICE: Jesteście znani z inicjatywy organizowania koncertów "w hołdzie", na które zapraszacie śmietankę polskiego hard'n'heavy - były już tribute'y Black Sabbath, Deep Purple... Czy planujecie podobne przedsięwzięcia w przyszłości?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Tribute to Deep Purple był pomysłem Wojtka Cugowskiego. Ja zagrałem tam na jego zaproszenie. Natomiast koncert poświęcony Black Sabbath był już naszą inicjatywą. Planowaliśmy, że koncert w Lublinie będzie tylko pilotażowym dla trasy ogólnopolskiej. Chcieliśmy w tej obsadzie i z tym repertuarem zagrać 14 koncertów w największych miastach. Nie wyszło. Dlaczego? Jak nie wiadomo, o co chodzi, wiadomo, że chodzi o pieniądze. Trasa to gigantyczne przedsięwzięcie, ale być może wrócimy do tematu. Od zeszłego roku trochę zmieniły się okoliczności. Kiedy dowiedziałem się o śmierci Ronniego Jamesa Dio pierwsza myśl jaka przeszła mi przez głowę to koncert In Memoriam. Być może pod koniec tego roku ewentualnie, w pierwszą rocznicę śmierci Króla Heavy Metalu uda się coś takiego zorganizować w Lublinie.
ANDRZEJ BRONISZ: Ronniemu zdecydowanie należy się taki koncert, po tym co zrobił dla muzyki śpiewając w Rainbow, Black Sabbath czy własnym zespole Dio. Faktycznie jednak jest to olbrzymie przedsięwzięcie logistyczne i finansowe – zgrać terminy i ludzi, zorganizować sale, hotele, przejazdy... Patrząc jednak na entuzjastyczne reakcje ludzi, jakie towarzyszyły naszemu Tribute to Black Sabbath widać, że publiczność łaknie takiego nowatorskiego spojrzenia na muzykę swoich (i oczywiście naszych) idoli. Taka trasa, czy to poświęcona twórczości Black Sabbath czy Ronniego Jamesa Dio miałaby zapewnione powodzenie tak artystyczne jak i finansowe. Najtrudniej jest jednak zebrać wszystko do kupy...
HARD ROCK SERVICE: Pozostając jeszcze przez moment przy tematyce koncertowej - w swoim repertuarze macie wiele coverów - Deep Purple, Dio, Black Sabbath... Czym kierujecie się, wzbogacając o nie koncertowe setlisty?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Wychodzę z założenia, że każdy powinien robić to co mu najlepiej wychodzi. My jesteśmy hardrockowcami, którzy najlepiej czują się w klasyce gatunku. Wybieramy po prostu te kompozycje, które najbardziej lubimy i które są zgodne z naszą "grupą krwi". Przeważnie są to wielkie hiciory, dlatego mają świetny odbiór wśród publiczności. A w końcu sztukę uprawia się dla odbiorcy.
ANDRZEJ BRONISZ: Przez nasz repertuar na przestrzeni lat przewinęło się mnóstwo wielkich kompozycji, których jednak nigdy nie odtwarzamy z matematyczna dokładnością, ale zawsze szanujemy ducha oryginału. I nie spotkaliśmy się dotąd z negatywną oceną naszego opracowania jakiegokolwiek coveru. Są to zresztą utwory, które i my kochamy, dlatego granie ich sprawia nam autentyczną radość, co doskonale widać na scenie.
HARD ROCK SERVICE: Na wydanej w 2005 roku płycie Harpia znalazła się Wasza przeróbka znanego z "Akademii Pana Kleksa" utworu TSA - Marsz Wilków (czy też, jak kto woli, Masz Tipsów). Skąd ten pomysł?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Ja lubię wszelkiego rodzaju żarty muzyczne, cytaty. A że nasz były wokalista był fanem twórczości TSA, postanowiliśmy wziąć ten kawałek na warsztat. Było to o tyle uzasadnione, że był nieco zapomniany i nie był grany w oryginale zbyt często. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie przemycili czegoś od siebie. Wystarczyły lekkie przeróbki tekstu, aranżacji i powstał muzyczny żart – nie jedyny w naszym repertuarze.
ANDRZEJ BRONISZ: Najbardziej znanym naszym żartem jest oczywiście Za Zu Zi... – nasz muzyczny rockowy dryf po temacie przewodnim z serialu "Kariera Nikodema Dyzmy", którego jesteśmy z Grzegorzem wielkimi fanami. Ten utwór to takie tipsowe Smoke On The Water – gdziekolwiek byśmy nie przyjechali na koncert publiczność nie wyobraża sobie, byśmy go nie zagrali. Siłą tego utworu jest właśnie lekkość, z jaką do niego podchodzimy – bez zadęcia, po prostu dobrze się bawimy wygrywając te melodyjki w środku utworu, jakkolwiek nie zapominamy o tym, by w refrenie odpowiednio "przyłoić".
HARD ROCK SERVICE: Jeśli już mowa o Harpii - jak oceniasz tę płytę, zwłaszcza z perspektywy kilku lat od wydania? Jak poleciłbyś ją tym spośrod czytelników Hard Rock Service, którzy nie mieli jeszcze okazji jej usłyszeć?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Jak większość artystów zawsze najlepiej oceniam nasze najnowsze produkcje. Harpia to kawał solidnego materiału, który być może mógłby być lepiej zrealizowany technicznie. Takie były jednak możliwości i nie ma co się nad tym dziś rozwodzić. Każdy kto lubi klasyczne hardrockowe granie znajdzie tam coś dla siebie tym bardziej, że płyta jest dość wszechstronna stylistycznie – od lirycznych ballad po mocne rytmiczne "napędzacze".
HARD ROCK SERVICE: Teraz cofnijmy się trochę w czasie - do wspomnianego już roku 1991. Jakie były początki Tipsy Train, jak zaczęła się Wasza historia?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Od 1983 roku mieszkaliśmy z Wojtkiem Cugowskim obok siebie, na jednej ulicy. Nasi ojcowie się przyjaźnili, my praktycznie codziennie bywaliśmy u siebie, słuchaliśmy muzyki. Zresztą do dziś mamy podobne gusta i upodobania muzyczne. Gdy troszkę podrośliśmy postanowiliśmy spróbować. Kupiłem gitarę i zacząłem ćwiczyć, Wojtek śpiewał. Pamiętam, że pierwszy kawałek jaki nagraliśmy na taśmie marki Stilon Gorzów to Holiday Scorpionsów. Po kilku tygodniach dołączył do nas Andrzej Bronisz - kolega Wojtka z ławki szkolnej (obaj chodzili do szkoły muzycznej). Szukaliśmy perkusisty. Przez znajomych dotarliśmy do obiecującego, jak o nim mówiono, chłopaka – Bartka Wojciechowskiego. Umówiliśmy się na próbę telefonicznie w sali gimnastycznej mojej szkoły (II LO im. Jana Zamoyskiego w Lublinie). Jakież było nasze zdziwienie, kiedy na próbę przyszło... dziecko. My byliśmy już "wyjadaczami", bo mieliśmy po 16 lat, ale Bartek zaledwie 11. Ale jakoś poszło – N.I.B, Heaven and Hell, Paranoid, Smoke On The Water. Po kilku tygodniach zaczęliśmy nagrywać próby. Andrzej być może ma gdzieś jeszcze kasety, na których jest po czterdzieści kawałków. Po dwóch latach prób zagraliśmy pierwszy koncert – to było na Rockotece majowej w Zamoju.
ANDRZEJ BRONISZ: Dzięki Wojtkowi poznałem się z Grzegorzem – mieliśmy wtedy po kilka lat (śmiech) i od wspólnych zabaw przeszliśmy do etapu wspólnego grania. I trwa to już bez mała 20 lat. Wojtek był z nami 4 lata i to był ważny okres w historii zespołu – trzech kumpli wspólnie odkrywających dla siebie rockowe poletko. Jakkolwiek muzyczne drogi nasze i Wojtka się rozeszły to do dziś pozostajemy w dobrej komitywie, nie stroniąc od wspólnych działań tak muzycznych jak i pozamuzycznych (śmiech). Z kolei z Grzegorzem trzymamy się razem od lat, zarówno na scenie jak i poza nią. Jest wciąż niewątpliwą przyjemnością wychodzić z nim razem na scenę.
HARD ROCK SERVICE: Współzałożycielem Tipsy Train jest Wojciech Cugowski, obecnie udzielający się we własnej formacji Bracia. Czy planujecie jakąś współpracę na gruncie muzycznym z braćmi Cugowskimi w najbliższej przyszłości? Jak oceniacie poczynania byłego kolegi z zespołu?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Z Wojtkiem znamy się... o matko, 27 lat. Mamy cały czas kontakt, często się spotykamy, czasem gramy w piłkę. Sądzę, na niwie muzycznej Tribute to Black Sabbath to nie jest nasze ostatnie słowo. To świetny gitarzysta i wokalista.
HARD ROCK SERVICE: Skąd pomysł na nazwę Tipsy Train?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: W "górnym triasie" w zespole o takiej nazwie grał na perkusji mój tata. Formacja nie przetrwała zbyt długo, chyba nawet nie zagrała żadnego koncertu. A że nazwa "wpada w ucho" - spodobała mi się.
HARD ROCK SERVICE: Choć Wasze najważniejsze inspiracje są kwestią dość oczywistą, jeśli spojrzeć na muzyczny profil grupy - czyje brzmienie ukształtowało Wasz styl w największym stopniu? Jakie zespoły miały na Was największy wpływ?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: To się nie zmienia od 20 lat. Klasyka, klasyka, klasyka – Deep Purple, Black Sabbath, Led Zeppelin i pochodne – Rainbow, Whitesnake czy Dio. Oczywiście zespoły te różnią się między sobą przede wszystkim instrumentarium oraz momentem powstania. My z każdego czerpiemy inspirację, odnajdując własną ścieżkę gdzieś pomiędzy hardrockiem a heavy metalem.
ANDRZEJ BRONISZ: Od początku istnienia staraliśmy się wypracować własny styl i myślę, że nam się to udało. Niczego tu nie zmienia fakt, że jesteśmy zespołem stricte hardrockowym, ale ta konwencja wcale nie musi oznaczać wtórnego kopiowania czy kompilowania cudzych patentów. Nie wstydzimy się inspiracji dokonaniami zespołów, o których wspomniał Grzegorz, jednakże to co gramy to Tipsy Train – rzetelne hardrockowe dźwięki w naszej własnej konwencji.
HARD ROCK SERVICE: Co, jako zespół, sądzicie o polskiej scenie hard'n'heavy i możliwościach, jakie stoją przed współczesnymi artystami z rodzimego powrórka? Na ile inspirujecie się dokonaniami polskich legend gatunku pokroju Turbo czy TSA?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Nie ma co ukrywać – łatwo nie jest. Są wprawdzie sygnały powrotu lat świetności rodzimego rocka z połowy lat '80, ale są to bardziej pobożne życzenia niż rzeczywistość. Dopóki rozgłośnie radiowe nie będą grały rocka na swoich antenach – nic z tego nie będzie. Kilku garniturowców zadecydowało, że od dziś lansujemy różowe panienki ze Stanów i wmówili ludziom, że to jest trendy i cool. Chciałbym, żeby było tak jak w Niemczech, gdzie każda odmiana muzyki ma swoją publikę i każdy może odnaleźć własną niszę. Co do legend polskiego rocka, to przyznam szczerze, że - mimo iż Grzesiek Kupczyk (były wokalista Turbo) zaproponował mi współpracę w jego zespole Ceti - nie mam zbyt rozległej wiedzy na temat działalności legendarnych zespołów. Byłem kilka razy na koncertach TSA czy Turbo i to w zasadzie wszystko. W takich przypadkach bardziej interesują mnie kwestie techniczno - sprzętowe niż same kompozycje.
HARD ROCK SERVICE: W 1997 roku nawiązaliście współpracę z wokalistą Mariuszem Zajączkowskim, który opuścił szeregi grupy w roku 2006. Jaki był powód jego odejścia?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Mariusz poświęcił się pracy zawodowej (jest pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej). Chciał założyć rodzinę, zrobić doktorat. Nie wiem czy w ogóle zajmuje się jeszcze muzyką. Raczej nie.
HARD ROCK SERVICE: Kontynuując kwestie roszad personalnych, jakie zachodziły w Tipsy Train przez lata - jak przedstawia się obecny skład zespołu?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Na gitarze Andrzej Bronisz, na perkusji Daniel "Twister" Abramowicz, na basie Piotrek Bańka. Ja gram na gitarze i śpiewam. Zatrudnienie Twistera i Piotrka to kamień milowy w historii naszego zespołu. Obaj wręcz porażają swoim talentem, to muzycy z najwyższej półki. Nie zawodzą zarówno na koncertach, jak i na pokoncertowych imprezach (śmiech).
HARD ROCK SERVICE: Prócz Harpii wydaliście 2 EP-ki - Droga donikąd w 1997 roku i Bez twarzy w roku 1999. Jak oceniasz zawarty na nich materiał?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Można być z tego zadowolonym. Droga donikąd to debiut studyjny Mariusza, nowy skład, nowe pomysły, niezła realizacja – soczyste gitary i monumentalne klawisze Marii Dobrzańskiej. Do tego tekst Pieśni wojny autorstwa Adama Sikorskiego, tego samego, który napisał największe hity Budki Suflera – Jest taki samotny dom, Sen o dolinie czy Memu miastu na do widzenia. Bez twarzy jest brzmieniowo bardziej surowa, ale założenie było takie, żeby nagranie było jak najbardziej szczere. Dlatego zastosowaliśmy tylko i wyłącznie sprzęt, którego używamy na koncertach. Żadnych cudownych pudełeczek, dopalaczy, wypełniaczy. Można powiedzieć po prostu – gitara, kabel, wzmacniacz i jazda. Jest tam kilka moich ulubionych kawałków TT – Pożegnanie, Wieczny żeglarz czy Życie na gorąco.
ANDRZEJ BRONISZ: Te dwie EP-ki to ważne kroki w historii zespołu. Pieśń Wojny nie było naszym pierwszym nagraniem, uprzednio miało miejsce kilka sesji, ale tutaj jak wspomniał Grzegorz wykrystalizował się skład, który utrzymał się przez kilka następnych lat. Powstałe w tym czasie nagrania ilustrują jego muzyczny rozwój, tak warsztatowy jak brzmieniowy. Ja również jestem wielkim fanem Pożegnania i Życia na gorąco (moim zdaniem idealnego numeru na soundtrack do Jamesa Bonda – śmiech), ale ze wzlędów sentymentalnych cenię również Pieśń Wojny. Riff do tego kawałka powstał jeszcze w czasach pierwszych prób zespołu (1991), ale dopiero w 1997 r. spłodziliśmy z niego rytmiczny rocker, który na długie lata zagościł w koncertowym repertuarze.
HARD ROCK SERVICE: W kwietniu 2010 ukazał się Wasz nowy singiel - Shut Up z udziałem Marka Ałaszewskiego (założyciel grupy Klan). Jak wspominacie tę współpracę i czy już niedługo możemy spodziewać się nowych wydawnictw pod szyldem Tipsy Train?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: To bez wątpienia najbardziej dojrzała nasza produkcja. Im grasz dłużej, stajesz się bardziej świadomym tego co chcesz uzyskać, jak zabrzmieć. Doświadczenie to kapitał, który nabywa się z czasem, którego nie można kupić i z którym się nie rodzisz (tak jak z talentem). Współpracę wspominam z wielką estymą i sympatią. Marek to jeden z moich ulubionych artystów. Wspaniały głos, znakomite progresywne pomysły, wielka klasa - także poza sceną. Oba utwory z jego udziałem znajdą się na płycie, którą mamy zamiar dokończyć jesienią. Zarejestrowaliśmy sześć kompozycji, trzy kolejne są już gotowe. Ostatnio dużo koncertujemy i najzwyczajniej nie mamy czasu na wejście do studia. Pomyślimy o tym jak skończy się letni sezon koncertowy.
HARD ROCK SERVICE: Jak Waszym zdaniem zmieniało się przez lata działalności Tipsy Train?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Po nagraniu z Markiem Ałaszewskim dokonaliśmy zespołowego rachunku sumienia. Doszliśmy do zgodnego wniosku, że ciągle się rozwijamy. Singlem Shut up pokazaliśmy przede wszystkim sobie, jakim warsztatem dysponujemy. Chcieliśmy się sprawdzić w repertuarze, którego na co dzień nie uprawiamy – nazwijmy jazzująco–progresywnym. Czy się udało – pozostawiam słuchaczom. Opinie, które do nas docierają są bardzo pozytywne. Marek też jest bardzo zadowolony ze współpracy i jej efektów. Być może nagramy razem coś jeszcze. Bardzo bym sobie tego życzył.
ANDRZEJ BRONISZ: W przyszłym roku będziemy świętować 20-lecie działalności. To bardzo długo. Powiedzenie, że przez ten czas zespół rozwinął się czy ewoluował byłoby oczywiście truizmem. Jednakże dla nas najistotniejsze jest to, że ten proces nie ustał – my się wciąż rozwijamy. Jesteśmy z Grzegorzem w tym zespole od początku i wciąż się czymś zaskakujemy, wciąż nasz warsztat tak instrumentalny jak i kompozytorsko-aranżacyjny także się rozwija. Nie stoimy w miejscu, czego dowodem jest wspomniane nagranie z Markiem Ałaszewskim – po latach okazało się że nie tylko hardrockowe riffy to znak rozpoznawczy zespołu, ale gdy trzeba zagrać w sposób bardziej pokręcony i często arytmiczny, nie mamy z tym żadnego problemu. To ważne, gdy zespół, który konsekwentnie lansuje własna stylistykę potrafi odnaleźć się w takiej, która na pierwszy rzut oka jest wręcz biegunowo odmienna.
HARD ROCK SERVICE: Serdeczne dzięki za wywiad, to prawdziwa przyjemność promować tak znakomity zespół! Wyglądając na koniec jeszcze nieco w przyszłość, jak widzicie karierę zespołu za kilka lat?
GRZEGORZ KOTYŁŁO: Jeszcze parę lat temu w tym miejscu roztoczyłbym zapewne wielkie wizje, ocierając się o bujanie w obłokach. Dziś jestem jednak na tyle dojrzałym gościem, żeby trzeźwo oceniać sytuację. Mamy ten komfort żeby nie zastanawiać się nad tzw. "karierą". Będzie - to dobrze, nie będzie – świat się nie zawali. My chcemy robić swoje, bawić się graniem. Teraz, w tym składzie - w końcu możemy sobie na to pozwolić. Jeżeli robimy coś bez nadęcia, bez pogoni za "karierą" i innymi takimi bzdetami - wychodzą nam spod palców lepsze rzeczy. Chcemy grać jak najwięcej i to możemy robić w ramach działalności zespołu. Reszta jest od nas niezależna.
ANDRZEJ BRONISZ: Rzeczywiście mamy ten komfort, że już nic nie musimy. Nie trzeba nikomu niczego udowadniać, i dlatego nasze granie jest wciąż tak świeże. Nie ma nic gorszego jak dzika pogoń za karierą, rodząca tylko frustracje i tarcia w zespole. Na szczęście jesteśmy od tego wolni, co jeszcze długo pozwoli nam cieszyć się wspólnym graniem.
Oficjalna strona zespołu: www.tipsytrain.pl
Twisted 28.08.2010
(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony zespołu i zostały użyte za jego pozwoleniem)
|