Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

THUNDERHEAD - Crime Pays [1991]
Wydawca: Intercord / Victor Music

  1. City Cornered Man
  2. Make It Hard
  3. N.Y. You
  4. Let Me Down
  5. Crime Pays
  6. Let the Dogs Loose
  7. Forgive and Forget You
  8. Torture Ride
  9. Live With It
  10. What Mama Don't Know
  11. Life Is Only A Goodbye
  12. Ain't No Trust
  13. Space Station No. 5 [japoński bonus]
  14. If You Want Me To Love You [japoński bonus]
Crime Pays

Skład: Ted Bullet - śpiew, gitary; Henny Wolter - gitary, chórki; Alex Scotti - perkusja; Ole Hempleman - gitara basowa, chórki

Produkcja: Thunderhead

Nasi zachodni sąsiedzi wydali na świat mnóstwo hard rockowych oraz melodic metalowych kapel. Wiele z nich wybiło się ponad przeciętność, pokazało się z dobrej strony i zdobyło uznanie. Nie wszystkim się jednak to udało, a za przykład może posłużyć mało znana ekipa w postaci Thunderhead.

Nazwę chłopaki wymyślili sobie niezłą. Ostrą jak brzytwa. Taka też jest ich muzyka - coś na pograniczu hard rocka i metalu. Brzmienie, jakie prezentują, jest bardzo podobne do tego, jakim szczycił się Sinner. Do poziomu Grzesznika nie udało im się zbliżyć. Problemem stały się mało chwytliwe kompozycje oraz bardzo dziwne, eksperymentalne dźwięki. Aby zbyt bardzo nie znęcać się nad krążkiem, zacznę od jego dobrych stron. Jedną z nich jest niewątpliwie N.Y. You Let Me Down. Podobieństwo do sinnerowego brzmienia jest tak duże, że chwilami można pomyśleć, że Mat Sinner musiał maczać palce w tym kawałku, a przynajmniej że zajmował się jego produkcją. Taki dynamiczny, "prosto w twarz" melodic metal powinien być stylem prezentowanym przez Thunderhead, gdyż właśnie w takiej stylistyce zespół potrafi się odnaleźć. Kawałek niestety dziwnie się kończy i mamy okazję posłuchać szeptów wokalisty przechodzących w kolejny numer z płyty. Tytułowe Crime Pays ma w sobie odrobinę bluesa i Whitesnake. Jestem jednak pewien, że David Coverdale obraziłby się usłyszawszy takie porównanie. Niemcy zepsuli refren i wydaje mi się, że pierwsza lepsza, wzięta z garażu nieopierzona kapela zrobiłaby to lepiej. Dobrze wypada hard rockowe, z jednej strony inspirowane popularnym w latach '80 materiałem, a z drugiej twórczością AC/DC, Let The Dogs Loose. Chłopaki grają w tej kompozycji w bardziej przewidywalny i przemyślany sposób. Może nie ma w tym żadnej rewelacji, ale przynajmniej dostajemy solidnego rockera. Krótka solówka trochę zawodzi. Sinuisodowym wahaniom formy nie ma końca. Kolejny rock&rollowy kawałek ma w sobie coś z Sinnera, ponownie jednak zawodzi refren. Końcówka kompozycji jest jednak tak tragiczna, że nie da się jej słuchać. Nie wiem, co Niemcom odbiło. Nie sądzę nawet, żeby byli narąbani, gdyż nawet nietrzeźwy czy też porządnie nawalony człowiek, nie powinien znęcać się nad innymi zmuszając ich do słuchania dźwięków w wysokim rejestrze. Zgroza. Trochę lepiej wypada Torture Ride, nie jest to jednak żadna rewelacja - ot zwykły, przeciętny (a może i gorzej) rocker, w którym szczęśliwie brak jest chorych eksperymentów. Kapela w dobry sposób prezentuje się dopiero w What Live With It. Numer nie jest ciężkostrawny, a co więcej dodano do niego odrobinę przebojowości. Może kojarzyć się z Crossroads i powinna to być dobra rekomendacja. Jak widać, gdy im się chce, potrafią stworzyć chwytliwe refreny. "Chwytliwe" to może za dużo powiedziane, ale jest to już znaczny postęp i na wiele więcej nie można liczyć. Do gustu nie przypadło mi również What Mama Don't Know. Jest ono trochę jak nieudolna próba naśladowania Pretty Maids z czasów Sin Decade. Bardzo nieudolna. Na dziesiątym miejscu natrafiamy na pierwszą balladę. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać przez pierwszą cześć kawałka. Pomijam już to, że słowa kompozycji oraz jej nazwa są banalne i brzmią naiwnie. Liczy się to, że numer brzmi nieźle. Można wyczuć pasję z jaką śpiewa wokalista. Reszta zespołu również nie zawodzi, szczególnie po przejściu z trybu ballady do rockera. Przewrotnością jest to, że tak słabą płytę otwiera przyzwoity rocker. City Cornered Man to jedna z nielicznych jaskółek na płycie. Jak można się domyslać, nie zmienia ona jednak obrazu płyty jako całości.

Inspiracji, którymi kierowali się Niemcy, można doszukiwać się przede wszystkim we wspomnianym już wcześniej Sinnerze z małymi zapożyczeniami od innych kapel. Nie jest to jednak naśladownictwo, lecz paskudna, zniekształcona karykatura. Niemcy po prostu grają zbyt chaotycznie, sami nie wiedzą, czego chcą. Na płycie można znaleźć ledwo kilka przeciętnych numerów i mnóstwo zapełniaczy. Albo i gorzej. Crime Pays jest jedyną znaną mi płyta Thunderhead i po tak słabym wydawnictwie nie mam ochoty na więcej.

Brak oficjalnej strony zespołu

Guciomir
grudzień 2007