Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

THE TROPHY - The Gift Of Life [2009]
Wydawca: Frontiers Records / King Japan / Zoom

  1. The Gift Of Life
  2. When Nightmares Wake Me Up
  3. Get The Cup
  4. Justice
  5. Rescue Me
  6. Can't Get Out Of My Head
  7. The Shades Of Grey
  8. Gloomy Days
  9. Liar
  10. The Way I Am
  11. On These Wings
The Gift Of Life

Skład: Michael Bormann - śpiew, gitara basowa, perkusja, instrumenty klawiszowe, gitara; Todd Wolf - gitara; Marco Grasshof - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Michael Bormann

Na codzień nie lubię power metalu. I nie, wcale nie oznacza to, że The Trophy to kapela power metalowa. Wręcz przeciwnie. Jej twórca Todd Wolf znany jest jednak z tego rodzaju przedsięwzięć, gdyż w przeszłości wiosłował wytrwale w Human Fortress. Najwyraźniej niemiecki gitarzysta miał ochotę skierować się w bardziej melodyjne rejony, gdyż w The Trophy pokazuje się od zupełnie innej strony.

Od 2006 roku muzyk pracował w pocie czoła nad nowym materiałem. W tym samym czasie prowadził rekrutację na pozostałe stanowiska z zespole. Wokalistą, basistą, perkusistą, a po części także i klawiszowcem został znany w Europie Michael Bormann. Michaela właściwie nie trzeba przedstawiać, a gdyby ktoś jakimś cudem go nie znał, to proponuję użyć Google albo HeavyHarmonies. Zdania na temat jego głosu są podzielone. Mój dobry przyjaciel uważa go za przeciętnego krzykacza, ja jednak stawiam Bormanna wyżej. Facet po prostu idealnie pasuje do melodyjnego materiału, a i sprawdza się wtedy, kiedy kapela postanowi zagrać ostrzej. Wracając do składu, właściwym klawiszowcem został mało znany przeze mnie Marco Grasshof, ale na swoim istrumencie zna się naprawdę dobrze. Przejdźmy może do zawartości muzycznej wydawnictwa. The Gift Of Life jest płytą ciekawą, bo różnorodną. Jest to w pewnym sensie miks różnych gatunków, różnych inspiracji. Będzie zatem sporo solowego Bormanna, trochę (ale dość mało) Jaded Heart, trochę AOR-owej łagodności, szczypta pomysłów w stylu Harem Scarem, na siłę można dopatrzeć się nowoczesności na wzór Evanescence czy Rasmusa. Przede wszystkim podoba mi się brzmienie, nie pasujące do AOR-owych melodii. Płyta sprawia przez to wrażenie bardziej poważnej, bardziej klimatycznej, mrocznej. Przez nuty przebija się nostalgiczny klimat, jak chociażby w When The Nightmare Wake Me Up, ale łączone jest to ze wspomnianą wcześniej powagą. Na tym właśnie chyba polega dojrzałość. Zwróciłbym jeszcze uwagę na piękne partie instrumentalne, bo o jakości refrenów i melodii raczej nie trzeba wspominać. Zacząłem nietypowo od dwójki, skoczmy więc szybko do jedynki. Płytę otwiera mroczny kawałek The Gift Of Life, który od pierwszych sekund wprawia słuchacza w pełen refleksji nastrój. Wraz z kolejnymi nutami kompozycja ulega przeobrażeniu, gdyż do akcji wchodzą mocne, nowoczesne gitary. Łącząc to z melodyjnością otrzymujemy bardzo fajny efekt. Get The Cup korzysta z dość banalnych ło-o-o, ale nie pasujące do chórków brzmienie powoduje iluzję oryginalności. I co ciekawe, to się sprawdza, gdyż w konsekwencji otrzymujemy niebanalny numer oparty na banalnych chórkach. Justice jest jednym z moich ulubieńców, a zachwycam się przede wszystkim melodią oraz grą instrumentów. Numer bardzo wiele zawdzięcza gitarzyście, który wprowadził do melodyjnej stylistyki nietypowe dla niej zagrywki, wzbogacając dzięki temu formę. Mocniejsze brzmienie ciąży na spokojnym Rescue Me. Gdyby zagrać je minimalnie wolniej i gdyby pozbawić ciężaru, to mielibyśmy balladkę. Ale nie jest to powód do rozpaczy, gdyż tak jest nawet ciekawiej. Can't Get Out Of My Head pachnie nowoczesnością i choć zazwyczaj taki zapach by mnie od siebie odrzucał, to do nagrania potrafiłem się z czasem przekonać. W porównaniu do innych kompozycji zostaje raczej w tyle. Na miejscu siódmym umieszczono ciekawą ścieżkę Shades Of Grey. Słowa i melodia nieodparcie kojarzą mi się z Bon Jovi, ale do zachwytów trochę brakuje. Moje oczekiwania zostają spełnione wraz z kolejną kompozycją. W Gloomy Days tchnięto dość melodii i przebojowości, że słuchanie go po prostu sprawia mi przyjemność, choć ciężko mi nazwać rzeczy po imieniu i stwierdzić, dlaczego tak naprawdę polubiłem numer. Inaczej ma się sprawa z Liar, gdyż The Trophy stworzyli w tym przypadku charyzmatycznego potwora. W kawałku sprawdza się dosłownie wszystko, a tym co go cechuje to wszechobecna pasja. Zbliżając się do końca płyty natrafiamy na The Way, w którym po raz kolejny zespół zachwyca mnie prostymi, ale diabelnie pasującymi riffami. Refreny zabijają. Końcówka, o dziwo kojarzy mi się z Shakrą i jest to duża niespodzianka. Nie chodzi może o melodie, ale o niektóre aranżacje.

Plusy wydawnictwa określiłbym jako przede wszystkim ciekawe połączenie brzmienia z melodiami, a po drugie otrzymaną dzięki temu oryginalność. The Gift Of Life jest pozycją dla tych, którzy lubią przebojową muzykę, niekoniecznie podaną w tradycyjnej formie. Zastanawiam się, czy formacja wyda w przyszłości jeszcze jakieś krążki, czy też okaże się być jedynie jednorazowym projektem.

Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/thetrophy

Guciomir
styczeń 2010