Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

THE SHADOW THEORY - Behind The Black Veil [2010]
Wydawca: Inside Out Music / EMI / Century Media

  1. I Open Up My Eyes
  2. The Sound Of Flies
  3. Ghostride
  4. Welcome
  5. By The Crossroads
  6. Selebrate
  7. Snakeskin
  8. Sleepwalking
  9. The Black Cradle
  10. A Candle In The Gallery
  11. A Symphony Of Shadows
  12. Sweet Dream [(Jethro Tull cover - bonus track]
Behind The Black Veil

Skład: Kristoffer Gildenlöw - gitara basowa; Arne Schuppner - gitary; Johanne James - perkusja; Demi Scott - instrumenty klawiszowe; Devon Graves - śpiew, gitary, flet

Produkcja: Devon Graves

The Shadow Theory to zespół, który jego członkowie określają doktorem Frankensteinem. Jest to sprawna nazwa, ale istotę grupy oddałoby określenie jej jako muzycznej federacji. Wszak zespół tworzy pięciu muzyków, a każdy z nich urodził się i wychował w innym kraju. Siedzibą tej federacji jest Austria, państwo inicjatora powołania do życia grupy, wokalisty Devona Gravesa. Cztery pozostałe podmioty tego metaforycznego organizmu państwowego, jakim jest The Shadow Theory, to Niemcy, z których pochodzi gitarzysta Arne Schuppner i Szwecja będąca ojczyzną basisty Kristoffera Gildenlowa oraz Anglia, w której muzyczne doświadczenie zebrał perkusista Johanne James, a całość dopełnia Grecja i jej dumny mieszkaniec, klawiszowiec Demi Scott.

Pierwszym rozporządzeniem tej mozaiki narodowościowej było nagranie albumu. Udało się go zrealizować po czterech latach prób, improwizowania, ogrywania z publicznością i, w podwójnym sensie, szukania wspólnego języka. W listopadzie ubiegłego roku The Shadow Theory nakładem Inside Out zadebiutowali albumem pt. Behind The Black Veil. Dopiero mniej więcej po miesiącu od oficjalnej premiery album jest dostępny w polskich sklepach, a tym samym otwiera dylemat polskim fanom muzyki: czy warto? Premierowy album formacji to śmiała próba pogodzenia stylu muzycznego kreowanego przez Kinga Diamonda (mam na myśli przede wszystkim próbę wykreowania atmosfery horroru), niemieckiego metalu rozciągniętego pomiędzy Kreatorem a Atrocity (szybkie, czasami thrashowe riffy, a na drugim froncie elementy folku) oraz charakterystycznych kompozycji rozciągniętych w progresywnym stylu. To wszystko jest zamknięte w jedenastu kompozycjach, które tworzą nieco ponad godzinę muzyki. W moim odczuciu najlepszym elementem wykreowanym przez grupę na Behind The Black Veil jest klimat albumu, który zresztą został dobrze opisany z poziomu okładki. Nie wiem, czy akurat King Diamond był główną inspiracją zespołu, ale mroczne, niemalże przeszywające riffy, wprowadzona z premedytacją chaotyczność i nagłe zwroty tempa utworów, skutecznie wprowadzają słuchacza w atmosferę horroru i grozy. Smaczku dodają efekty w postaci szumu zrywającego się wiatru, świstu powietrza czy pełnych tajemnicy sampli. Idealnie w ten klimat wpisują się przede wszystkim klawisze Scotta, które w autonomicznych partiach (np. A Symphony Of Shadows) zaiste przysparzają o dreszcze na skórze. Trochę gorzej muzykom The Shadow Theory wyszła warstwa kompozycyjna związana z metalem. Dziewiczemu krążkowi tej ekipy brakuje przede wszystkim świeżości. Domniemywam, że Krzysztof Kolumb miałby problemy z odkryciem w nutach Behind The Black Veil czegoś nowego czy świeżego, a co dopiero anonimowy Kowalski? W muzyce grupy słychać inspiracje największymi, głównie z niemieckiej sceny metalowej i w istocie na materiale znalazło się kilka dobrych i porywających riffów (Ghostride, By The Crossroads czy Welcome), ale pomarudzić mogą osoby, które nie lubią w tego typu muzyce elementów folkowych, a jest ich co niemiara. Devon Graves niemal nie rozstaje się z fletem wykorzystując go zamiennie z wokalami. Moim zdaniem ten instrument nie do końca pasuje do klimatu muzyki napisanej na Behind The Black Veil. Jeśli wspomniałem o wokalach Gravesa, to muszę przyznać, że austriacki muzyk pod tym względem trzyma się naprawdę nieźle. Nieco irytujące są chórkowe wsparcia, ale nie burzą one ostatecznego efektu. Pewnie niespójności zauważyłem też w samej konstrukcji krążka. Wszak album wypełniła duża liczba dziwnych i nieschematycznych melodii, które stanowią gładkie wypełnienie w dłuższych kompozycjach (I Open Up My Eyes czy A Symphony Of Shadows), ale jest ich zdecydowanie za mało, w dodatku urywają się w najlepszych fragmentach. Grupa mogłaby w przyszłości dopracować ten element o wiele intensywniej inwestując w melodie, nawet jeśli miałoby to rozciągnąć czas trwania albumu.

W efekcie Behind The Black Veil to naprawdę niezły, ale nierówny krążek. Debiut The Shadow Theory powinien zachwycić przede wszystkim tolerancyjnych fanów klimatu horroru z metalowym zawieszeniem (tolerancyjnych, bo będą oni musieli zmierzyć się z dźwiękiem fletu). Nakreślona przeze mnie w pierwszym akapicie "federacja" dobrze rokuje i pozostaje tylko wyczekiwać albumu znacznie lepszego od Behind The Black Veil, bo w rzeczonym wydawnictwie może zabrakło - jakby to ujął Dariusz Szpakowski - "ostatniego ruchu pędzla wielkiego mistrza"?

Oficjalna strona zespołu: www.the-shadow-theory.com

Konrad Sebastian Morawski
styczeń 2011