|
Skład: Royal Philharmonic Orchestra; Peter Bischof - śpiew; Lisa Cash - śpiew w [8]; Curt Cress - perkusja; Bertel Gebhard - śpiew; Alex Klier - gitara basowa); Mario Knapp - śpiew; Bimey Oberreit - śpiew; Peter Weihe - gitara; Hermann Weindorf - dyrygent, instrumenty klawiszowe, śpiew
Produkcja: Curt Cress
Patrząc na przyciągającą oko okładkę tego wydawnictwa pomyślałem sobie, że to tylko ładny layout kryjący niezbyt ciekawą zawartość. Mając w pamięci różne tego typu "orkiestrowe" trybuty nie oczekiwałem od tego krążka czegoś specjalnego. Tym bardziej, że dotyczy ta płyta jednego z najważniejszych zespołów wszechczasów - Pink Floyd. Do tego ambitny zestaw utworów. Stwierdziłem, że jednak posłucham i najwyżej się rozczaruję.
Tak więc włożyłem CD we właściwe miejsce i włączyłem. To co później się zdarzyło, sprawiło, że uważam ten album za jeden z najlepszych hołdów, jakich miałem przyjemność słuchać. Filmowy rozmach aranżacji, śmiałe zabiegi z melodiami, i ogromna przestrzeń, którą się czuje. Do tego towarzyszący muzykom zespół rockowy, grający podstawowe partie utworów Davida Gilmoura i spółki. Obcując z tym dziełem szczerze żałowałem, że to nie Pink Floyd gra z orkiestrą. W pewnych miejscach tak niewiele brakuje, by uznać, że to właśnie oni... Do tego ta śmiałość orkiestrowych aranżacji. Przypomina mi to, co zrobił Michael Kamen z utworami Metalliki. Tu głównodowodzący armią muzyków, pan Hemann Weindorf popisał się nie mniejszą wyobraźnią i stworzył dzieło niemal kompletne. Tu brakuje jedynie panów z Pink Floyd. LP rozpoczyna się pięknym wstępem do Shine On Your Crazy Diamond. Nie ma klawiszy Richarda Wrighta i szkoda, bo to dopiero byłoby coś, gdyby nieżyjący już niestety muzyk mógł zabrzmieć razem z orkiestrą. Jednak Ci panowie stanęli na wysokości zadania i całkowicie je zastąpili. I tylko lekko gra na klawiszach pan Hemann Weindorf (tak, ten sam). No, ale potem pojawia się pięknie brzmiąca gitara wiosłowego Petera Wiehe'a, który postarał się, by zabrzmieć dokładnie tak jak Gilmour. Bez pudła powtórzył całą gitarową solówkę i wszystkie partie tego instrumentu. A potem piękne rozwinięcie już z całym rockowym instrumentarium. Ile razy tego słucham, jestem zachwycony. Pięknie powtórzono gitarową solówkę na skrzypcach. Szkoda, że nie zaśpiewał tu David, bo aż się o to prosi. Szkoda także, że zarówno w tym utworze jak i w następnych zaśpiewano tylko fragmenty tekstów. Brakuje tu tego bardzo. Wspaniale pomyślano zakończenie tego utworu. W wersji orkiestrowej brzmi to niesamowicie. Było poważnie i patetycznie, więc pora na trochę rozrywki, pora na kapitalnie zagrane Money. Początek identycznie jak w utworze Floydów, a potem wchodzi zespół z orkiestrą i chór wykrzykuje "Money!". I ten orkiestrowy rozmach! Tu mam pierwsze skojarzenie ze słynnym S&M. Po prostu niektóre pomysły żywcem wyjęte i przeniesione tutaj. Po tak wspaniałym wstępie ciekaw byłem Us & Them. Zastanawiałem się, jak sobie z tym dano radę. Nie zawiedli, choć jak cholera brakuje tu wokali lidera Pink Floyd. Na tle kapitalnych partii instrumentów jego śpiew wypadłby doskonale. Tu te podrasowane nieco próby chóru po prostu nie wszędzie pasują. I znów ten aranżacyjny rozmach, zupełnie jakby spod ręki Kamena. Nie podoba mi się początek Hey You, ale ja jestem przyzwyczajony do oryginału i nic w tym dziwnego, że nie mogę tego przełknąć. Ale gdy wchodzi chór i zespół, wszystko jest już w porządku i płyta dalej mi się podoba. Po raz kolejny jestem pełen uznania dla gitarzysty. Znów stanął na wysokości zadania i bezbłędnie powtórzył pełną pasji solówkę. Powtarzam się, ale znów brakuje tu Gilmoura... I ta troszkę nie taka końcówka. Prawdziwym wyzwaniem dla orkiestry i zespołu było zagranie prawdziwego klasyka jakim jest Another Brick In The Wall. I od początku nie miałem tu zastrzeżeń. Wszystko jest tak jak trzeba, znalazł się nawet wokalista brzmiący podobnie do lidera Pink Floyd. Widać jednak można było. Znów Peter Wiehe staje się na chwilę drugim Gilmourem i bez pudła powtarza partie gitarowe. Posłuchajcie, jak kapitalnie rozwiązano refren! Druga część utworu była tym, czego obawiałem się najbardziej. JAK zostanie zagrana solówka? Czy gitarzysta da rade? Przecież większość coverów tego kawałka leży właśnie z powodu owej solówki. Znów bez pudła, znów kapitalnie i te pełne pasji rozwinięcie przy chóralnie śpiewnym refrenie! Cudownie, nie mam innego określenia. Znów trzeba odetchnąć. Teraz kolej na Wish You Were Here. Znów brakuje wokalu, niestety. Ale rockowy band towarzyszący orkiestrze wypadł bez pudła i zagrał to znakomicie. Ładnie wkomponował się chór śpiewający znów tylko fragment tekstu. A główny sprawca zamieszania raz jeszcze udowodnił, że ma głowę do kapitalnych rozwiązań i nie przesadził tu z rozmachem i jest tu tyle partii instrumentów ile potrzeba, wszystko na swoim miejscu i nikt nie wyrywa się do przodu. Wracamy do "Ciemnej Strony Księżyca", tym razem na tapecie Time. Początek znów jak w oryginale, ale to wejście orkiestry jest po prostu niszczące. Szkoda, że perkusja jest tak słabo słyszalna, tu przydałby się pan Mason ze swoim zestawem. Dalsza część utworu zagrana bardzo sprawnie, niestety ponownie brakuje tu wokali. Solówka oczywiście jak spod palców Davida. To na tej płycie już standard. Warto tutaj posłuchać orkiestry. Gra z niesamowitym luzem i doskonale "czuje", o co chodzi w tym utworze. Zaraz potem niespodzianka, bo dostajemy także Breathe, choć nie ma go na liście nagrań. Potraktowano to jako całość, jako jedną kompozycję. Wypadło znakomicie i znów jak na S&M. Kolejnym sprawdzianem dla wszystkich było The Great Gig In The Sky. Do instrumentów nie mam zastrzeżeń, choć brakuje mi tu tego komentatora, który pojawia się w oryginale. Podoba mi się to, jak pani Lisa Cash potraktowała wokalizę w tej kompozycji i to, w jaki sposób pomaga jej w tym orkiestra. Znów brawa dla pana Wiehe, świetnie to pomyślał. Płytę kończy pełne rozmachu In The Flesh. Znów filmowo, patos i rozwiązania wzięte z S&M. Niestety znów brakuje wokali, tym razem Watersa. Wspaniałe zakończenie krążka.
Trzeba przyznać, że to udany trybut. Na pewno jeden z najlepszych, jakich miałem okazję posłuchać. Brakuje ty tylko Pink Floyd. A może o to właśnie chodziło? Pozycja obowiązkowa dla każdego fana architektów. Polecam, ocena maksymalna.
Oficjalna strona orkiestry: www.rpo.co.uk
Vincent grudzień 2010
|