Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

THE POODLES - Sweet Trade [2007]
Wydawca: AFM Records / King Records / Armageddon

  1. Flesh And Blood
  2. Streets Of Fire
  3. Seven Seas
  4. Walk The Line
  5. Thunderball
  6. Reach The Sky
  7. We Are One
  8. Without You
  9. Band Of Brothers
  10. Heaven/s Closing In
  11. Kiss Goodbye
  12. Shine
Sweet Trade

Skład: Jakob Samuel - śpiew; Pontus Norgren - gitary; Pontus Egberg - gitara basowa; Christian Lundqvist - perkusja

Produkcja: Johan Lyander i Matti Alfonzetti

Debiut The Poodles spodobał się dużej części fanów melodyjnego hard rocka, a Szwedzi byli wymieniani obok takich kapel jak Wig Wam oraz Brother Firetribe. Sweet Trade - nowa płyta kapeli, wydana zaledwie rok po debiutanckim krążku, była przez wielu z niecierpliwością wyczekiwana. Poprzedzający ją Metal Will Stand Tall przypadł mi do gustu i miałem nadzieję, że Szwedzi ponownie zaprezentują się w dobrym świetle.

Kapela gra w gruncie rzeczy podobnie do debiutu, w muzyce jest jednak mniej AORu, a więcej hard&heavy. Mocniejsze rejony nie są eksplorowane przez Pudelki przez całą płytę. Utworów, które mogłyby podpaść pod tę kategorię jest kilka, szczególnie w pierwszej połowie wydawnictwa. Parę numerów w dalszej części krążka jest lżejszych i można by je zaszufladkować jako kawałki hair metalowe. Niemniej jednak płyta sprawia wrażenie znacznie cięższej od debiutu i na taki stan rzeczy wpływają dwa czynniki. Pierwszym z nich jest to, że grupa za pomocą teledysków promuje swoje mocniejsze oblicze, a drugim to, że płytę łatwo jest podzielić na dwie następujące po sobie części. Zgodnie ze statystykami ludzie nie mają zawsze czasu, aby przesłuchać całego krążka, a co więcej rzadko kiedy używają opcji shuffle. Tym samym ktoś, kto przesłuchuje płyty w pośpiechu, wytworzy sobie obraz kapeli będącej skrzyżowaniem Edguy (z bardziej melodyjnych okresów) z Pink Cream 69. Czy takie The Poodles można polubić? Oczywiścię, że tak. Chłopaki grają melodyjnie, przebojowo, tylko że mocniej. Jedyne, co tak na prawdę nie pasuje do tego nowego image kapeli, to nazwa zespołu. Wyrwana z kontekstu może nie pasować. Zaczynający krążek Flesh And Bones zaskakuje nowym, cięższym podejściem do sprawy. Numer brzmi potężnie, niczym hymn i wprawia mnie w zachwyt ilekroć go słucham. Tak mogłoby grać Wig Wam, gdyby zdecydowało się zmetalizować swoje brzmienie. Dwójeczka i trójka to dwa następujące po sobie rockery, do których nakręcono teledyski. Streets Of Fire to dość standardowy numer, który nie ma zbyt wiele do zaprezentowania i jedyną rzeczą, która uczyniła go teledyskiem, jest chyba chęć ukazania nowej stylistyki. O wiele lepiej wypada Seven Seas. Już od samego początku był skazany na to, aby promować całe wydawnictwo. Słuchając go czuje się, że chłopaki tworząc go, robili to z myślą o teledysku. Muzycznie jest to skrzyżowanie cięższego brzmienia z melodyjnością debiutu. Wypada całkiem nieźle, teledysk zresztą też. Panowie wyglądają w nim jakby na prawdę byli piratami. Do pierwszej połówki płyty należy zaliczyć również Thunderball, szkoda trochę, że jego refren był robiony na siłę. Za wszelką cenę zespół wciskał do jego słów tytułowe "thunderball" i wyszło jak wyszło. Walk The Line zaczyna się trochę spokojniej, jest to jednak takie same granie jak w wymienionych wcześniej numerach. Melodyjne, porządne i z mało AORowymi refrenami. Reach The Sky otwiera tak jakby nowy rozdział. Kapela atakuje ze zdwojoną siłą, choć "mocy" jako takiej jest mniej. Na pierwszy plan wychodzą za to melodyjność spod znaku Wig Wam oraz wwiercający w ziemię riff. Lubię gitary, które imitują wersy śpiewane przez wokalistę. Pontus Norgren świetnie sobie z tym poradził. Jego gra uchwyciła zresztą ducha starych, ale jarych kapel (jak chociażby Black 'n Blue). Starodawnie brzmi również Band Of Brother. Podobnie grało niedawno rewelacyjne Grand Illusion. Miód dla uszu i pozycja obowiązkowa dla fanów melodyjnego hard rocka. Podobnymi superlatywami można obdarzyć Heaven's Closing In. Jest to kolejny dobry rocker, udowodniający, że Pudelki są świetni w tym co robią. Kiss Goodbye to zabawa brzmieniem, gitara naśladuje momentami Dokken, choć kawałek nie umywa się do dokonań Amerykanów. Skojarzenia jednak wzbudza. Pośród wielu rockerów znalazło się trochę miejsca na ballady. Występują one w podobnej dawce, jaką mieliśmy okazję poznać w 2006 roku, tym razem jednak nie ma tak wielu eksperymentów. We Are One wyróżnia się za sprawą niezłego, bujanego refrenu i może przywoływać na myśl szwajcarskie granie. Shine również powinno się spodobać, nie jest żadną miarą oryginalne, dobrze się go jednak słucha. Na sam koniec zostało, pomijane przeze mnie do tej pory, Without You. Zwrotki numeru są trochę z innej rockowej bajki. Refreny to już jednak typowe The Poodles z czasów debiutu.

Sweet Trade to pozycja ciekawa, potwierdzająca tezę, że Szwedzi lubują się w żonglerce używanymi stylistykami. Fanom debiutu płyta powinna spodobać się w całości. Sceptycy mają z kolei okazję, aby zweryfikować swoją opinię. Jest to bowiem krążek z gatunku "każdy znajdzie coś dla siebie". No może nie każdy, ale album powinien trafić w różnorodne gusta. W porównaniu do wydanej wcześniej płyty, Sweet Trade należy ocenić jako lepszą i gorszą zarazem pozycję. Gorszą, bo wydawnictwo ma również słabsze momenty, a lepszą, gdyż zawarte numery są w ogólnym rozrachunku lepsze. Podsumowując, kapela dokonała postępu i rozwinęła skrzydła. Ambicją Szwedów była zapewne dominacja przynajmniej na rodzimym, skandynawskim rynku. Konkurencja w postaci chociażby Crazy Lixx okazała się jednak lepsza. Aby dostać się na pierwsze miejsce chłopaki muszą bardziej się postarać. Są jednak na tyle zdolni, że mają na to szanse.

Oficjalna strona zespołu: www.poodles.se

Guciomir
styczeń 2008