|
Skład: Jakob Samuel - śpiew; Pontus Norgren - gitary; Pontus Egberg - gitara basowa; Christian Lundqvist - perkusja
Produkcja: Johan Lyander i Matti Alfonzetti
W ostatnich latach popularność skandynawskiego melodyjnego hard rocka zaczyna powoli się odradzać. I chociaż brakuje kapel o sławie porównywalnej z Europe czy też TNT, to jednak przeciętnym zjadaczom chleba wspomniane wcześniej "odradzanie" musiało obić się o uszy. Przyczyniły się do tego między innymi Wig Wam oraz Lordi. Obie kapele szokowały, choć w różny sposób i obie osiągnęły, większy bądź mniejszy sukces. O fenomenalnym Crashdïet w Polsce nie było zbyt głośno, natomiast za granicą kapela zrobiła ogromną karierę. Pojawiło się również fińskie Brother Firetribe ochrzczone przez niektórych mianem zbawców hard rocka. Szwedzką odpowiedzią na powyższą kapelę, jest zdaniem wielu krytyków opisywane przeze mnie The Poodles.
Pudelkom chodzi głównie o zabawę. Świadczy o tym zarówno nazwa kapeli, odwołująca się do jednego z pejoratywnych określeń hair metalu, jak i wybrany na pierwszy teledysk utwór tytułowy. The Poodles poruszają się w stylistyce lat '80, jednakże unikają zaszufladkowania i starają się być oryginalni. Co chwilę zaskakują, serwując różnorodne, odmienne od siebie numery. Nawet ich tematyka jest dość nieprzewidywalna, z jednej strony mamy tutaj lekkie, zabawne, imprezowe kawałki, a z drugiej utwory głębsze, poważniejsze. W grze zespołu nie ma takich ilości klawiszy jakie zaserwowało Brother Firetribe, a ich gra jest nastawiona bardziej na gitary. Piosenki umieszczone na debiucie są różnorodne i dzięki temu płyta się nie nudzi. Otwiera ją niezły, mogący chwilami przypominać Legs Diamond, numer w postaci Echoes From The Past. Podobać się może za sprawą przebojowego, rockowego refrenu oraz niezłego basowego podkładu. Szkoda, że takie kawałki nie są puszczane w radio. Następujące po nim tytułowe Metal Will Stand Tall jest numerem z kategorii "imprezowej". Brzmi dość zabawnie, ilość ciekawych aranżacji, które w nim występują, jest powyżej normy. Ma do tego przebojowy refren i jedyną skazą jaką tu widzę jest to, że części z których kawałek się składa, sprawiają wrażenie niespójnych. Sama nazwa numeru stanowi z kolei odrębny temat do przemyśleń. Muzyka grana przez kapelę nie ma nic wspólnego z dzisiejszym metalem, a co niektórzy "prawdziwi" fani gatunku mogliby się oburzyć i powyzywać Szwedów od popu. 20 lat temu nie byłoby jednak takich reakcji i dlatego też Szwedzi nazywając swoje dziecko w ten właśnie sposób nie popełnili jakiegoś kardynalnego błędu. Ta nazwa nie traktuje o dzisiejszym metalu. Mowa tu o kawałkach żywcem przeniesionych z minionej epoki. Takich jak chociażby Night Of Passion. I nie chodzi mi tu nawet o brzmienie, lecz o refren, o melodyjność i przede wszystkim o klimat. Lubię takie potężne, pogodne kawałki. Czwóreczka to drugi teledysk i jednocześnie najdziwniejsza kompozycja, jaka trafiła się na płycie. Szwedzi kompletnie zaskoczyli i zagrali coś co można określić utworem operowym w AORowym wydaniu. Słucha się tego dziwnie, numer jest specyficzny. Niektórym może się jednak podobać i myślę, że dzięki niemu kapela pokazała, że za wszelką cenę chce być różnorodna. W moje gusta wpada z kolei Shadows. Zaczyna się podobnymi zagrywkami jak Echoes From The Past, a chwilę później przekształca się w tryskającego iskrami rockera. Dobre wrażenie robi również Lie To Me. Kapela skonstruowała kawałek, który pomimo typowej struktury, wzbudza zachwyt. Chłopaki mają talent do tworzenia chwytliwych melodii. Nie ma w tym nic dziwnego, są to przecież doświadczeni muzycy biorący wcześniej udział w licznych projektach (np. Talisman, Zan Clan czy też Lion's Share). Co ciekawe, przed założeniem Pudelków, nie mieli oni okazji wspólnie tworzyć muzyki i pomimo tego, udało im się między sobą dogadać. Ciekawie wypadł cover Ultravox. Nie da się jednak ukryć, że kawałek w oryginale był niemal gotowy, żeby przerobić go na hard rockową wersję. Dobrze się go słucha, zespół nie ma jednak powodów do dumy. Zrobili co do nich należało. Za udany należy uznać Don't Give Up On Love. Fajny, pogodny AOR. Przegrywa jednak porównanie z rewelacyjnym Kingdom Of Heaven. Charakteryzuje go dobra dynamika i przebojowość. Słuchając go naprawdę łatwo jest polubić Pudelki. Chłopaki ponownie trafili w dziesiątkę. Na ostatnim miejscu zamieszczono drugą balladę. Jej początek nawiązuje do Savatage, później jednak, podczas refrenów, wrażenie to znika, a kapela gra na modłę Bon Jovi i robi to z nienajgorszym skutkiem.
The Poodles bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli. Nagrali równą, pozbawioną zapełniaczy płytę, która w dodatku łatwo się nie nudzi. Ostatnimi czasy na rynku pojawiło się wiele wydawnictw na równie wysokim, a może i nawet na wyższym poziomie. Dlatego też, zamiast piątki, debiucie The Poodles należy się jedynie cztery z plusem. Pudelki to kolejna nowa skandynawska kapela przysparzająca parę powodów do radości. Oby tak dalej.
Oficjalna strona zespołu: www.poodles.se
Guciomir grudzień 2007
|