Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

THE POODLES - Clash Of The Elements [2009]
Wydawca: AFM Records / Blistering Records

  1. Too Much Of Everything
  2. Caroline
  3. Like No Tomorrow
  4. One Out Of Ten
  5. I Rule The Night
  6. Give Me A Sign
  7. Sweet Enemy
  8. 7 Days & 7 Nights
  9. Pilot Of The Storm
  10. Can't Let You Go
  11. Don't Rescue Me
  12. Heart Of Gold
  13. Dream To Follow
  14. Wings Of Destiny
Clash Of The Elements

Skład: Jakob Samuel - śpiew; Henrik Bergqvist - gitary; Pontus Egberg - gitara basowa; Christian Lundqvist - perkusja

Produkcja: Mats Valentin

Karierę The Poodles staram się śledzić na bieżąco i pewnie straciłem przez to rachubę czasu. Wydawać by się mogło, że chłopaki dopiero co zaczęli, a tu nagle na rynku pojawiło się już ich trzecie wydawnictwo. No, nic w tym dziwnego, przecież minęło kilka lat. Zespół przystąpił do nagrań w zmienionym składzie, posadę gitarzysty stracił Pontus Norgren (czyżby w zespole było miejsce tylko dla jednego Pontusa?), a jego pozycję zajął Henrik Bergqvist znany ze starego Fortune. Sądzę, że zmiana ta w znacznym stopniu wpłynęła na obraz tworzonej przez kapelę muzyki. Ciężko powiedzieć, czy na lepsze czy na gorsze.

Można by powiedzieć, że muzycy wydorośleli. Więcej uwagi skoncentrowali na wolniejszych kompozycjach, stracili wiele ze swojego młodzieńczego wigoru, a jednocześnie nagrali kilka kawałków, które zasługują na miano killerów. Szkoda, że na nowej płycie brakuje rockerów, które brzmiałyby tak energicznie jak Band Of Brothers, szkoda, że gitary rzadko wychodzą na pierwszy plan tak jak to miało miejsce na poprzednich krążkach, szkoda że zespół zdeklarował się pójść zdecydowanie w stronę AOR-u, porzucając hołubioną wcześniej mieszankę AOR-u z hard rockiem. Dawniej było po prostu ciekawiej, choć teraz na szczęście też nie jest źle. Pewien niedosyt jednak pozostaje. Zacznę od plusów, na nowym albumie Pudelków natrafiamy na kilka świetnych numerów i gdyby płyta była nimi wypełniona po brzegi, to recenzja składałaby się z samych zachwytów. No Tommorow może uchodzić za jeden z lepszych kawałków w karierze zespołu. Brzmi jakby powstał 2 lata temu, dość energicznie i zarazem wesoło. Najbardziej podoba mi się w nim to, w jaki sposób jest śpiewany, czyli głośno, wyraźnie, z wyraźnym akcentowaniem, wręcz wybijaniem rytmu. Lepszego rockera na płycie nie da się znaleźć. Absolutnym killerem jest umieszczona na czwartej pozycji ballada One Out Of Ten. Zespół nagrał do niej teledysk i ścieżka obecnie promuje całe wydawnictwo. Wybór to strzał w dziesiątkę, gdyż w obrębie wyciskaczy łez jest to najlepsza kompozycja, jaką słyszałem w przeciągu ostatnich miesięcy. Słychać mnóstwo emocji, od melodii bije ciepło, a co najważniejsze chórki i refreny po prostu powalają. Kolejnym z moich ulubieńców jest Don't Rescue Me, nagranie o wyraźnym, AOR-owym zabarwieniu. The Poodles najwyraźniej podpatrywali dokonania Khymery, ale efekt jest rewelacyjny. Wymieniłem trzy moim zdaniem najlepsze numery z Clash Of The Elements, pora przejść dalej. Jeżeli chodzi o resztę materiału, to trzyma on w miarę dobry poziom, ale nie elektryzuje mnie już w takim stopniu. Za przykład niech posłużą Caroline oraz I Rule The Night. Formacja gra w miarę solidnie, serwując nam w miarę przewidywalną, ale przebojową muzykę. Czegoś jednak w niej brakuje. Pewną nowością w grze Pudelków może być pojawienie się pewnych nowocześniejszych elementów. Nie ma ich dużo, utwory wciąż są bardzo melodyjne i wszystko to wpływa pozytywnie na oryginalność. Rozpatrzmy chociażby Give Me A Sign kojarzące się momentami z utworami TNT, czy też Pilot Of The Storm, które już od samego początku zostaje roztrzaskane przez mocne wejścia instrumentów. Grupa osiąga całkiem ciekawy efekt, zaskakuje niektórymi aranżacjami, a mimo to wciąż gra swoje, nie zapominając o melodyjności i o zachowaniu własnego stylu. Jeżeli już o niespodziankach mowa, to 7 Days & 7 Nights przypomina mi żywo Iluzje Guns N' Roses. Ot, ciekawostka. Z bardziej typowej dla zespołu stylistyki nie mogło zabraknąć numerów o zabarwieniu, nazwijmy to operowym. Tego, kto słyszał umieszczone na debiucie kapeli Song For You, raczej nie zaskoczy nowe Too Much Of Everything. Nigdy specjalnie nie przepadałem za takimi odchyłami od normy, a tym razem nie ma w dodatku czym się podniecać. Słabiutki wybór na utwór otwierający wydawnictwo. Nienajgorzej wypada wolne Sweet Enemy. W porównaniu do ciepłego One Out Of Ten, Szwedzi proponują tym razem podniosłą i zarazem trochę smutną atmosferę. Nieźle. Ballad na płycie nie brakuje. Can't Let To Go również może uchodzić za udaną kompozycję. Jej początek przynudza, choć nagrano go przy pomocy nieśmiertelnych akustycznych zagrywek. Refreny stoją na wysokim poziomie. Wolne tempo charakteryzuje również Heart Of Gold, choć numer momentami przyspiesza i w ogólnym rozrachunku brzmi dość potężnie. Dużo mu nie brakowało, aby dobić się do grupy moich ulubieńców i jak dla mnie jest piosenką numer cztery. Zbliżając się do końca płyta natrafimy na Dream To Follow, czyli kawałek ponownie w miarę solidny, choć bez rewelacji i w związku z tym raczej szybko zapominalny. Jeżeli do tej pory, nie wykończyły kogoś ballady, to Wings Of Destiny podejmuje się kolejnej próby. Numer nie jest zły, ale nie dostrzegam w nim nic zachwycającego.

Oceniając Clash Of The Elements nie sposób zapomnieć o dwóch poprzednich krążkach ekipy, o wiele bardziej ostrych, dynamicznych i które to moim zdaniem są lepsze od najnowszego dzieła Szwedów. Nie chodzi o to, że opisywana płyta jest zła. Nie w tym rzecz. Album po prostu jest zbyt długi, a momentami przydałoby się w nim więcej energii, choć trochę hard rocka. Szkoda, że muzycy postanowili wymęczyć słuchaczy i zamiast 8-9 dobrych, chwilami genialnych utworów uraczyli nas dodatkową dawką wypełniaczy czy też przeciętnych kompozycji. Gdyby płytę potraktować wybiórczo, to byłbym jak najbardziej na tak.

Oficjalna strona zespołu: www.poodles.se

Guciomir
czerwiec 2009