|
Skład: Adam Arling - gitara; Nate Arling - perkusja; Johnny Wator - gitara; Danny Smash - gitara basowa; Chad Cherry - śpiew
Gościnnie: Anthony Rubino - gitara basowa
Produkcja: Marti Frederiksen, Nikki Sixx, DJ Ashba i The Last Vegas
Młodzi, utalentowani i gniewni. The Last Vegas to jedna z tych ekip, którym udało się wypłynąć na szersze wody i wybić się ponad przeciętność. Historia kapeli nie jest zbyt długa, nic w tym zresztą dziwnego biorąc pod uwagę długość stażu tworzących ją chłopaków. Warto odnotować, że początki Amerykanów wiążą się ze szkolnymi zespołami braci Arling oraz Watora. Ileż to podobnych ekip próbowało bez skutku swoich sił w hard rockowej branży?
Czynnikiem, który pchnął do przodu karierę garażowej formacji, był udział w przygotowanym przez Mötley Crüe programie Guitar Center On-Stage, który w zamierzeniach miał właśnie wspierać i promować młode, acz zdolne kapele. The Last Vegas odnieśli w konkursie zwycięstwo, dzięki któremu zarobili około 45 tysięcy dolarów zarówno w gotówce, jak i w sponsorowanym przez firmę Gibson profesjonalnym sprzęcie. Co więcej, grupa uzyskała możliwość koncertowania u boku Mötley Crüe podczas ich wielkiej trasy koncertowej promującej Saints Of Los Angeles. Ostro. Najlepsze zostawiam jednak na koniec. Zgodnie ze słowami Vince Neila "Mötley Crüe is excited to pass the torch on to these amazing musicians, just as Ozzy did for us over 25 years ago". Myślę, że słowa mówią same za siebie. The Last Vegas mają dużą szansę, aby stać się wielkimi. Czy ją wykorzystają? To już akurat zupełnie inna historia. W jaki sposób można by scharakteryzować debiutancki album formacji? Whatever Gets You Off jest wypadkową wpływów Mötley Crüe, Guns N' Roses oraz AC/DC. Piosenki, które zostały umieszczone na krążku, są dość różnorodne, a wydawnictwo szybko się nie nudzi, choć ma swoje gorsze, jak i lepsze momenty. Pierwszy kawałek na płycie jest energiczny, chwilami wesoły, chwilami ostry, zagrany w bardzo australijskim stylu. Staruszkowie z AC/DC mogliby się uczyć od młodych wilków, co oznacza "świeżość". Podobają mi się zwrotki, zostały zaśpiewane z zacięciem, złością i pewnością siebie. I'm Bad zostało wybrane na singiel promujący wydawnictwo. Kawałek nie jest zły (po paru przesłuchaniach stwierdzam nawet, że jest świetny), ale do końca nie odzwierciedla zawartości płyty. Mamy tutaj dość niegrzeczną wersję Motleyów, połączoną ze świetnym rytmem, bardzo dobrymi zwrotkami oraz trochę mniej udanymi, choć wciąż niezłymi refrenami. W Loose Lips usłyszymy wokalistę śpiewającego o Południowej Kaliforni, a zespół przestawi się na bardziej spokojne, wesołe, wciąż rockowe granie. Łatwo śpiewa się refreny, a utworu ciężko nie polubić. Balladka Apologise została napisana zgodnie z obowiązującymi w latach '80 standardami. Jest romantycznie, melodyjnie, a momentami potężnie. Dawniej byłby to murowany hit. A dzisiaj? Pewnie też, szkoda jedynie, że tematu nie podchwycą stacje radiowe. Another Lover ocieka złością, zespół ponownie przybiera agresywną maskę, czerpiąc tym razem inspirację z Guns N' Roses. Podobną złość spotykamy numer dalej, czyli przesłuchując Dirty Things You Do. Różnicą jest w tym przypadku wolniejsze tempo i mniejsza dynamika. Dla fanów nieznacznie lżejszych nut przygotowano White Lies. Nie licząc wokali, które kojarzą mi się ze stylem śpiewania Markusa Allena Christophera, utwór mógłby być nagrany przez Poison. Love Me Bad byłoby świetnym, genialnym nagraniem, gdyby grupa w ciekawszy sposób pociągnęła temat a'la Def Leppard zaprezentowany w pierwszej połowie kawałka. Kilka kompozycji określiłbym mianem solidnych, ale bez fajerwerków. W grupie tej znalazłyby się kończące płytę Outta My Mind oraz umieszczone bardziej w środku High Class Trash, czy też Cherry Red. Fajnie się ich słucha, zespół stawia na hard rockową zabawę, ale skłamałbym pisząc, że nie mogę się od nich oderwać.
Zagraniczna prasa prześciga się w komplementowaniu The Last Vegas i sądzę, że entuzjazm jest jak najbardziej uzasadniony. Chłopaki są bardzo utalentowani i nagrali niezłą płytę. Jedyne czego zabrakło do pełni szczęścia, to kilka dodatkowych fajerwerków. Tak czy inaczej jestem na tak, a płytę uważam za wartą kupna. Jeżeli ktoś do tej pory tego nie zauważył, to zwrócę jeszczę uwagę na osoby odpowiedzialne za produkcję płyty, ale ich chyba nie trzeba przedstawiać?
Oficjalna strona zespołu: www.thelastvegas.com
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/thelastvegas
Guciomir sierpień 2009
|