Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

THE HELLACOPTERS - Rock & Roll Is Dead [2005]
Wydawca: Universal AB, Wild Kingdom, Liquor And Poker Music, Sacred Heart Recordings

  1. Before The Fall
  2. Everything Is On TV
  3. Monkey Boy
  4. No Angel To Lay Me Away
  5. Bring It On Home
  6. Leave It Alone
  7. Murder On My Mind
  8. I'm In The Band
  9. Put Out The Fire
  10. I Might Come See You Tonight
  11. Nothing Terribly New
  12. Make It Tonight
  13. Time Got No Time To Wait For Me
Rock & Roll Is Dead

Skład: Nicke Andersson - śpiew, gitary, pianino, instrumenty perkusyjne; Robert Dahlqvist - gitary, śpiew; Kenny Håkansson - gitara basowa; Anders Lindström - organy, pianino, gitara, chórki; Robert Eriksson - perkusja, chórki
Gościnnie: Pelle Almqvist - wycie; Linn Segolsson - chórki; Clarisse Muvemba - chórki; Mattias Bärjed - gitara akustyczna; Johan Bååth - oklaski

Produkcja: Chips Kiesbye

Trudno zacząć pisać tę recenzję... Hmm... Od czego by tu zacząć. Może od tytułu. Jest dosyć śmiały - zespół rock’n’rollowy ogłasza, że rock’n’roll jest martwy... I do tego trzeba przyznać, rzuca się to w oczy, bo na okładce płyty nie ma nic innego niż tytuł wypisany wielkimi literami.

Tak, nie ma tam nawet logo kapeli. Można odnieść wrażenie, że naprawdę chcieli zwrócić na to uwagę - no wyobraźcie sobie, przeglądacie stoisko z płytami w sklepie muzycznym i nagle widzicie: Rock & Roll Is Dead. Co to jest? Tytuł albumu, nazwa kapeli, jakaś reklamówka pasty do zębów? Nie przejmujecie się tym, ale wracacie do domu i hasło wam ciągle się przypomina, podczas spaceru z psem, oglądania meczu w telewizji z piwem w ręku, pielenia ogródka, czy czym tam jeszcze możecie się zajmować. No, ale dobra, zajmijmy się muzyką zawartą na krążku. Z Hellacoptersami nieraz się spotykałem, ale nigdy z całą autorską płytą (Head Off to świetne wydawnictwo, lecz mimo wszystko - cover album). Cóż, nadrobię to pewnie dość szybko, bo muzyka na płycie brzmi ogólnie zachęcająco. Ale po kolei... Wydaje mi się, że gdyby nie pierwsze wrażenie, nie oceniłbym tej płyty tak wysoko. Ale cóż, ja lubię dobre wejścia. Włączam "cedeka" w odtwarzaczu i... "Cholera, nie wcisnęli mi kitu!? To nie Chuck Berry!?". Tak! Serio! Pierwszy kawałek wprawił mnie w niemałą konsternację - to nie jest kolejna płytka z coverami? Ale nie, nie jest. Before The Fall jest niemalże bliźniaczo podobne to do Sweet Little Sixteen, które może dla wielu być bardziej znane z wersji Beach Boys, zatytułowanej Surfin’ USA. Ale czy to źle? Chuck Berry to synonim rock’n’rolla! Także duży plus. Kolejny utwór, Everything’s On TV, to taka fajna, rock’n’rollowa jazda, z delikatnym wejściem. Monkeyboy jest już kawałkiem delikatniejszym, choć to nie ballada, ale nie sposób i tak powstrzymać się od poruszania głową w rytm muzyki. No Angel To Lay Me Away, chociaż w gruncie rzeczy jest inny, to jednak wydaje się podobny do poprzedniego, z tym, że jest dużo bardziej bluesowy... Tak. Jest bardziej bluesowy, a nawet po prostu bluesowy. Po obu utworach zespół zaserwował nam nagłe przyspieszenie w postaci punkowego Bring It Home. I bardzo dobrze, bo chociaż poprzednie kompozycje były naprawdę przyjemne, to kolejna utrzymana w podobnym tempie mogłaby być męcząca. A prawdziwa perełka pojawia się zaraz potem - Leave It Alone. Southern rock z krwi i kości. Mamy organy Hammonda, bluesowego riffa, żeńskie chórki jak w Sweet Home Alabama, wstawki na gitarze kojarzące się z country rockiem. Przyznam Wam się do czegoś. Uwielbiam southern rocka i country. Dlatego zdecydowanie Leave It Alone to mój faworyt, wespół z Before The Fall. Kolejną ścieżką jest Murder On My Mind. Taki fajny punk, zespół trzyma poziom, chociaż jest to akurat jedno z mniej lubianych przez niżej podpisanego nagrań z owego albumu. I’m In The Band jest szybszy, kolejny utwór przywodzący mi skojarzenia z southern rockiem. Nie w takim stopniu jak Bring It Home co prawda, ale i tak ciekawie brzmi. Idealny na imprezy. Put Out The Fire to melodyjny punk rock o melancholijnym klimacie i szybkim tempie. I Might Come See You Tonight to z kolei klasyczny rock ze szczyptą southern rocka. Ostrzejszy jest zdecydowanie Nothing Terribly New, podobny do Murder On My Mind, lecz znacznie lepszy moim skromnym zdaniem. Make It Tonight też jest punkowy, ale już delikatniejszy. Co nie znaczy, że gorszy bądź lepszy, utrzymany na podobnym poziomie. Następnym, ostatnim utworem jest Time Got No Time To Wait For Me. Świetny tytuł. Kompozycja i wykonanie same w sobie nie są wcale gorsze. Trzecia z moich ulubionych ścieżek z tej płyty. Zatem można mówić o pewnym sukcesie. Świetne wejście i fajne wyjście z albumu. Niewielu się to udaje w całości.

W porównaniu do zespołów rock’n’rollowych takich jak AC/DC, Motörhead, Nashville Pussy, Supersuckers czy Zeke, The Hellacopters może wydać się spokojną kapelą, ale jednak warto się z nimi zapoznać. Także zwróćcie uwagę na Rock & Roll Is Dead, gdyż może to być IDEALNA okazja ku temu. Rock and roll! 7,5/10

Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/hellacopters

Texas Mike
wrzesień 2010