Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

THE BLACK CROWES - Shake Your Moneymaker [1990]
Wydawca: Def American Records / Sho' Nuff

  1. Twice As Hard
  2. Jealous Again
  3. Sister Luck
  4. Could I've Been So Blind
  5. Seeing Things
  6. Hard To Handle
  7. Thick N' Thin
  8. She Talks To Angels
  9. Struttin' Blues
  10. Stare It Cold
  11. Don't Wake Me [bonus track]
  12. She Talks To Angels [acoustic bonus track]
  13. Live Too Fast Blues / Mercy, Sweet Moan
Shake Your Moneymaker

Skład: Chris Robinson - śpiew; Rich Robinson - gitary; Jeff Cease - gitary; Steve Gorman - perkusja, cymbały; Brendan O'Brien - różne instrumenty klawiszowe; Johnny Colt - gitara basowa
Gościnnie: Chuck Leavell - pianino, organy; Laura Creamer - chórki

Produkcja: George Drakoulias

The Black Crowes to zespół, który osiągnął bardzo dużą popularność w Stanach Zjednoczonych, skąd pochodzi, a ich debiutancki album, który pozwoliłem sobie zrecenzować, sprzedał się w prawie 4 milionowym nakładzie. Dzięki popularności ballady She Talks To Angels grupa dobrze zaprezentowała się także w Europie i pamiętam do znudzenia prezentowany w lokalnym MTV teledysk do tego utworu. Wówczas nie byłem fanem tej muzyki. Wydawała mi się zbytnio wygładzona, pozbawiona rockowego pazura. Nie jest to oczywiście do końca prawda, ale będąc na etapie wielkiej fascynacji heavy metalem ciężko docenić to, co miała do zaproponowania grupa The Black Crowes.

Shake Your Moneymaker to płyta przede wszystkim rock and rollowa. Nie ma co się doszukiwać jakiegoś znęcania się nad instrumentami, czy wrzasku a'la Bon Scott. Tego tutaj nie usłyszymy, a co usłyszymy? Od pierwszych sekund trwania krążka mamy do czynienia z prostym, staroświeckim rock and rollem, kiedyś tam wymodlonym przed grupę The Rolling Stones. Naturalnie trzeba wziąć poprawki na rok wydania, gdyż tutaj poważnym atutem krążka wydaje się być produkcja, klarowna, mocna i naprawdę pasująca do swoich czasów. Twice As Hard, stonesowski tytuł, stonesowskie riffy i tylko wokal Chrisa Robinsona brzmi inaczej niż popisy Jaggera. Najbliżej mu do Boba Dylana, chociaż Crowes grają zdecydowanie rockową muzykę i czasami Chris przypomina Paula Rodgersa z legendarnego zespołu Free. Jealous Again utwierdza mnie w przekonaniu, że Kruki nie chcą wynaleźć prochu, tylko po prostu grają sobie klasycznego rock and rolla, z pianinkiem w tle. Ot, muzyka dobra i do kieliszka i do tańca. Co ciekawe, na tym etapie działalności panowie mieli fajne pomysły na te kawałki. Niby proste, niby oczywiste, ale cholera zostają na długo w pamięci, a przecież o to głównie chodzi w tak przebojowo nastawionej muzyce. Patent z pierwszych dwóch numerów powtórzony jest w Could I've Been So Blind moim ulubionym numerze na płycie. Bardzo mnie rajcują te twardo, czysto brzmiące, surowe riffy, uderzane miarowo i nie wypełniające dużo przestrzeni. Pianinko niczym z westernu. Po prostu taką muzykę panowie grali. Komuś się nie spodoba, trudno, mnie to pasuje, w końcu nie samym wymiataniem żyje człowiek. Hard To Handle to cover Otisa Reddinga i wypada przekonywująco. Powiem szczerze, na początku wyśmiewałem ten numer twierdząc, że The Black Crowes to grupa artystycznych nekrofili, ale wydaje mi się, że było to raczej spowodowane tym, że muzycy nie poznęcali się tutaj nad instrumentami. Myślę, że dobrze zrobili. Nagrali ten numer zachowując jego ducha, ale brzmiąc współcześnie. Plus dla zespołu. Thick n' Thin to bardziej dynamiczny kawałek. To rock and roll nadający się do saloonu, czyli dziki zachód jak się patrzy. Zaczyna się od tego, że ktoś rozpieprza samochód z wielkim hukiem, no a dalej, a jakże, zabawa na całego. Pianinko w tle, rozbujane riffy i tu mała niespodzianka. Od czasu do czasu gitarzyści pozwalają sobie na punkowe riffy. Na szczęście z umiarem, ale daje to pewne pojęcie o sile rock and rolla w takim wydaniu. Wokalista śpiewa cały czas jak Bob Dylan, nawet identycznie akcentując kolejno powtarzane rymowanki. Podoba mi się ten kawałek. No i przyszedł czas na hard rockowy Struttin' Blues. W końcu hard rock, chciałoby się powiedzieć. Oczywiście to hard rock w stylu lat '70. Chris śpiewa tu dokładnie jak Paul Rodgers, a muzyka oscyluje w granicach tego, co robił zespół Bad Company. Rwane mocne riffy, po prostu hard rock pełną gębą. Trochę mniej zadziornie, ale w podobnym stylu prezentuje się ostatni na płycie (potem mamy już tylko żart muzyczny) Stare It Cold. Taki korzenny hard rock ze slidowym solem gitary i zdartym wokalem Robinsona. Na płycie mamy też 3 ballady, w czym jedna jest zdecydowanie rockowa, dwie nieco lżejsze. Sister Luck wypada chyba najlepiej właśnie ze względu na rockowy pazur, natomiast Seeing Things to bluesowa ballada i co ciekawe, kojarzy mi się z kawałkiem Marillion Born To Run nagranym 8 lat później. Najbardziej jednak znanym utwórem z tej płyty jest ostania już na krążku ballada She Talks To Angels. Opisywać nie ma co, każdy słyszał, a przynajmniej powinien. Jest słodka i w sumie taka sobie. Oczywiście spodoba się fanom przesłodzonych hard rockowych ballad, ja jednak wolę dwie pozostałe.

Tytułem podsumowania. Ciężko znaleźć słaby utwór na tym albumie, obiektywnie rzecz biorąc każdy kawałek wydaje się przemyślany i dobry, subiektywnie to już zależy od osobistych preferencji, bądź nastroju. Ja wolę te bardziej żywe numery, po wysłuchaniu których mam ochotę wyskoczyć na drinka i poderwać jakiegoś kociaka ;). Myślę, że to świetna rekomendacja dla tego krążka. A jeśli mam już do wyboru jakąkolwiek płytę Rolling Stones i Shake Your Moneymaker, wybieram zdecydowanie album The Black Crowes. Dobrej zabawy nigdy dość.

Oficjalna strona zespołu: www.blackcrowes.com

LSDisease
czerwiec 2008