Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

THE ANSWER - Everyday Demons [2009]
Wydawca: The End Records / Albert Productions / Mystic Production / 101 Distribution / Sony
/ Zoom

  1. Demon Eyes
  2. Too Far Gone
  3. On And On
  4. Cry Out
  5. Why’d You Change Your Mind
  6. Pride
  7. Walkin’ Mat
  8. Tonight
  9. Dead Of The Night
  10. Comfort Zone
  11. Evil Man
  12. Revolutions [bonus track]
Everyday Demons

Skład: Cormac Neeson - śpiew; Paul Mahon - gitary; Micky Waters - gitara basowa; James Heatley - perkusja

Produkcja: John Travis

Wyekstrahuj z muzyki lat siedemdziesiątych najfajniejsze melodie i harmonie brzmieniowe, nie wahając się przy tym korzystać z różnych źródeł inspiracji. Skontrastuj je z chropowatymi, wysokooktanowymi, ostrymi riffami. Tam, gdzie trzeba, wprowadź do swojej mieszanki ociupinę alternatywy i rocka całkiem współczesnego. I najważniejsze - postaw na spontaniczność i radość grania, wówczas będziesz świeży i szczery... Tak mógłby brzmieć przepis na ukazującą się w tym roku płytę The Answer, drugą (jeśli nie liczyć ubiegłorocznej EP-ki) pozycję w dyskografii tej młodej, irlandzkiej grupy, proponującej mieszankę wybuchową, będącą świadectwem ewolucji tej ekipy, choć zapewne nie dla każdego przyswajalną.

Jaka jest twórczość Irlandczyków? Z jednej strony bardzo tradycyjna, głęboko zakorzeniona w latach 70-ych, co słychać w melodiach, charakterystycznym śpiewie wokalisty, riffach. Z drugiej strony szorstki akompaniament nadaje kompozycjom rzadko spotykanej w tamtym okresie surowości. Próżno tu szukać złożonych struktur, czy jakichś wyrafinowanych smaczków aranżacyjnych. Mocno przybrudzone frazy, wydobywane z przesterowanych gitar, raczej nie spodobają się wielbicielom selektywnych, dopieszczonych dźwięków. A jednak w połączeniu tych dźwięków z klasycznymi melodiami jest jakaś siła, sprawiająca że już w trakcie pierwszego słuchania wielu piosenek z tego albumu ma się ochotę na wspólne śpiewanie z Cormaciem Neesonem. Jakiego rodzaju demony to sprawiły? Może te drapieżne, dynamiczne, zadziorne, jak w inaugurującym wydawnictwo Demon Eyes, prawdziwie nokautującym, opartym na bezczelnie prostych, rockandrollowych riffach i liniach wokalnych, w których krzyżują się wpływy AC/DC i starego Bad Company? Po takiej dawce pozytywnych emocji ciężko dojść do siebie, a na pozycji drugiej mamy Too Far Gone, kolejną rzecz potwierdzającą dobrą formę zespołu. Tym razem bardziej postawiono na przebojowość, gitarowe frazy stanowią tu głównie oprawę dla wysuniętego na pierwszy plan wokalu, który, mimo zupełnie innej barwy, narzuca skojarzenia ze śpiewem Paula Rodgersa. Niektórzy recenzenci twierdzą, że pozostała część płyty nie dorównuje już umieszczonym na początku hiciorom. Ale posłuchajmy choćby On And On, bazującego na stylistyce łączącej Bad Company i Thin Lizzy. Tyle w nim jest młodzieńczego wigoru, energii, czadu, okraszonych miłym dla ucha hałasem tradycjonalistycznych riffów i solówki z "kaczuszką", że nie sposób się zgodzić z tak kategoryczną opinią. Podobną próbę wskrzeszenia radosnego ducha ósmej dekady XX wieku mamy w Tonight, gdzie dokonano syntezy lekko southernowych, chociaż zawiesistych riffów z melodią jakby żywcem wyjętą z piosenek Roda Stewarta (to wrażenie potęguje dodatkowo barwa głosu Neesona). Z kolei Walkin' Mat próbuje łączyć melodykę znaną ze starych przebojów Montrose z rozkołysanymi rozwiązaniami rytmicznymi zaczerpniętymi z kawałków The Black Crowes. Z całkiem satysfakcjonującym rezultatem, może więc chodzi o demony luzackie, wodzące na pokuszenie wizją szalonej imprezy? Wpływ tych ostatnich słychać również w ciepło brzmiącym, zaśpiewanym z wielką pasją i energią Dead Of The Night, jednym z moich faworytów na krążku, gdzie ponownie kłania się legendarne Montrose. Wspaniały numer do puszczenia sobie w pędzącym samochodzie. Natomiast nie do końca przekonuje mnie Pride, zagrane niby w podobnej stylistyce, ale mocno zalatujące brit popem lat 90-ych (zwłaszcza na poziomie riffów). Podobnie niewiele do zaoferowania ma Evil Man, w swojej strukturze podobny do starych kompozycji The Black Crowes, ale pozbawiony tej chwytliwości. No i jeszcze odrzuca niepotrzebna modulacja wokalu. Demony bardziej liryczne, wyciszone, są reprezentowane przez trzy utwory: Cry Out, Why’d You Change Your Mind i Comfort Zone. Najbardziej podoba mi się pierwszy z nich, którego melodia ma w sobie coś z Bad Company, a rytm i praca perkusji (brawa dla Jamesa Heatley’a) przywodzą na myśl Led Zeppelin. Oprócz gitarowych zagrywek slide przyciągają do niego zaśpiewane z mocą i przekonaniem refreny oraz mostek. Spokojny, stylowy, wyraźnie zainspirowany southern rockiem początek drugiego uspokajacza przeradza się w gwałtowną, hałaśliwą erupcję emocji w refrenie. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie niespecjalnie szczęśliwe zakończenie, przypominające kawałki Pearl Jam. Comfort Zone chyba również nie został zaadresowany do fanów klasycznego hard rocka, a to ze względu na dość alternatywnie brzmiącą aranżację. Słychać w tej balladzie echa dokonań Creed i Pearl Jam, pewnie więc spodoba się fanom tych formacji, mi niekoniecznie, mimo wokalnego popisu faceta stojącego za mikrofonem...

Everyday Demons jest pozycją niewątpliwie godną uwagi wielbiciela klasycznego hardrocka, przyprawionego bezpieczną dawką nowszych nurtów muzycznych, a także fana szeroko pojętego, energetycznego rocka. Wydawnictwo oceniłbym jako rewelacyjne, gdyby wyrzucono z niego trzy kawałki, moim zdaniem niepotrzebne. Niemniej jednak, przy porównaniu tego (w sumie bardzo dobrego) krążka z debiutem słychać, że The Answer wykonali duży krok naprzód.

Oficjalna strona zespolu: www.theanswer.ie

Hardlover
lipiec 2009