|
Skład: Ricky Warwick - śpiew, gitary; TanTrum - gitary; Stumpy - perkusja; Floyd London - gitara basowa, gitara akustyczna
Produkcja: Andy Taylor
Drugi studyjny album Szkotów to niejako kontynuacja płyty poprzedniej. Widać jednak że tym razem produkcja poszła trochę do przodu, a i utwory zyskały na melodyjności. Otwierający płytę numer Crucify to dawka energetycznego hard rocka. Nasuwają się gdzieś skojarzenia z Running Wild, głównie za sprawą wokali, ale również rytmika w tym kawałku mogłaby stanowić podstawę kompozycji Niemców. Kolejny na płycie jest przebojowy Free'n'Easy. Tu już zapachniało amerykańskim hard rockiem. Bardzo melodyjnie i przebojowo. Zresztą ten utwór stał się sztandarowym kawałkiem The Almighty i grany był na każdym koncercie. Joy Bang One Time to następny numer. Czuć w nim punkową energię ale jest to kolejny udany hard rockowy fragment. Następny jest Love Religion. Tutaj mamy już prawie Motörhead. Dodam że to jeden z dwóch moich ulubionych utworów na płycie. Dalej Grupa nie spuszcza z tonu i cały czas łoi aż miło, ale są momenty gdzie to łojenie nie przekonuje do końca (np. Sin Against The Light). Niby spokojniejsze Little Lost Sometimes budzi nadzieje na nieco bardziej wyrafinowaną grę, ale numer ten jest zwyczajnie nudny. Na szczęście przy kawałku numer 9 zespół pokazuje, na co go stać. To ten drugi mój ulubiony utwór z płyty. Zaczyna się od fragmentu zagranego techniką slide, co nadaje klimat rodem z południa Stanów. Później gitary wchodzą ostro i robi się nam z tego wyśmienity hard rockowy numer, w którym słychać już nie tylko Motörhead, ale i także za sprawą solówki bardziej melodyjne odmiany metalu. What More Do You Want to punkowo zagrany hard rock. Może się to zatem kojarzyć z niektórymi wyczyniami Guns'N Roses, ale numer jest ciekawy. Hell To Pay wyróżnia się przede wszystkim gitarowym solo, które niespodziewanie na moment zmienia nam klimat kompozycji z amerykańskiego hard rocka na brytyjskie granie. Na koniec Loaded. To dynamiczny rockowy utwór, który po raz kolejny udawadnia nam, że punk rock nie jest muzykom obcy. Ale Soul Destruction to przede wszystkim hard rockowa płyta. Nie jest to jednak nic w rodzaju Winger czy Poison. To album dla sympatyków bardziej dynamicznej odmiany hard rocka, bo The Almighty wzięli to i owo od Running Wild czy Motörhead. W każdym razie jest to porcja atomowego grania, która sprawia, że trudno jest usiedzieć w miejscu i mimo kilu wpadek słucha się tej płyty całkiem dobrze. Polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.thealmighty.co.uk
LSDisease listopad 2003
|