|
Skład: Ricky Warwick - śpiew, gitara akustyczna, 12 strunowa gitara elektryczna; Pete Friesen - gitary; Stump Monroe - perkusja, instrumenty perkusyjne, sand pipe; Floyd London - gitara basowa, chórki
Produkcja: Mark Dodson
Trzeci album szkockiego kwarteru dowodzonego przez Ricky'ego Warwicka przez wielu fanów uważany jest za największe osiągnięcie zespołu. Można śmiało rzec, że niewiele grup może się pochwalić tak dobrym startem jak The Almighty. Przychylność prasy i dobre relacje z MTV sprawiły, że bardzo szybko zaczęto o zespole mówić w samych superlatywach. O ile pierwsza płyta grupy może wydawać się interesująca, druga stanowi już wzniesienie się na artystyczne wyżyny. "Trójka" pod wieloma względami nie dorówna dwóm poprzednim produkcjom, ponieważ mniej tutaj typowo przebojowego hard rocka, jednak dawka energii, jaką zapodaje Powetrippin' i doskonała, atomowa produkcja cieszy od samego początku.
Addiction to kawałek w stylu znanym z płyty poprzedniej, czyli jeszcze przebojowo, jeszcze melodyjnie i bardzo ciężko. Rzecz jasna takie momenty przewijają się przez ten krążek tu i ówdzie, niemniej jednak to już napewno nie jest Free & Easy. Więcej podobieństw z takimi numerami jak Crucify albo Love Religion. Całość bardzo przypomina produkcję Dog Eat Dog grupy Warrant i jeśli ktoś lubi ten krążek, polecam także płytę The Almighty. W "Jesus Loves You..." zespół postanawia zagrać balladowo. Moim skromnym zdaniem to najlepsza kompozycja The Almighty wogóle. Jest w tym sporo dramatyzmu, jest i rock and roll. Rozkręca się powoli, gitary akustyczne tworzą odpowiedni klimat i ten trochę bezczelny wokal Warwicka kreuje nastrój zrezygnowania. W dalszej częsci oczywiście jest ostrzej, głośniej i generalnie metalowo. Świetne solo i końcówka, gdzie Ricky wykrzykuje że "już nie wierzy". Z kawałków, które szczególnie wyróżniam, jest jeszcze melodyjny Over The Edge, mój numer 2 na płycie, Sick And Wired (wyraźne nawiązanie do Soul Destruction) oraz kompozycja Meathook (ze świetnym wykrzykiwanym refrenem i dobrą klasyczną solówką). Reszta albumu trzyma równy poziom za wyjątkiem tytułowego wypełniacza (nawiązanie do punkowych korzeni grupy) oraz rozlazłej i jak na The Almighty przesłodzonej ballady Out Of Season. Ocena całości nie jest taka łatwa. W porównaniu z poprzednimi płytami zespołu Powertrippin' wydaje się równiejsza, no i przede wszystkim ostrzejsza.
Nie jestem jednak pewien czy to lepszy album niż Soul Destruction. Takiego Free & Easy czy Devil's Toy raczej tutaj nie znajdziemy. Myślę, że zespół gra po prostu ciężej kosztem melodyjności. Same kompozycje (za wyjątkiem "Jesus Loves You...") wydają się prostrze choć to dopiero przedsmak tego co miało nastąpić.
Mnie ten album się bardzo podoba i mam całą masę miłych wspomnień z nim związanych. Tak całkiem obiektywnie, dla fanów typowego hard and heavy
może wydać się po prostu za ciężki, ale sama stylistyka nie wkracza raczej, poza małymi fragmentami, w rejony heavy metalu. Jeśli lubisz proste heavy rockowe, mocno zakorzenione w klasyce granie, ta płyta jest dla Ciebie.
Oficjalna strona zespołu: www.thealmighty.co.uk
LSDisease czerwiec 2007
|